#dD 15: Co ich nie zabije, to ich wzmocni
24.07.2018, 11:36
#dawajDAWAJ

#dD 15: Co ich nie zabije, to ich wzmocni

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Anna Benicewicz -Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

BACKSTAGE: CO ICH NIE ZABIJE, TO ICH WZMOCNI

O ZDROWIU I KONTUZJACH SZCZYPIORNISTÓW

Według zasad savoir-vivre’u, zdrowie to, obok polityki, pieniędzy czy religii, temat tabu. Nieładnie jest pytać o to, co nam dolega, nieładnie jest samemu chwalić się swoimi przypadłościami, a jeśli już koniecznie chcemy o kwestię zdrowia zahaczyć, robimy to na zasadzie: „A co u pana małżonki, czy wszystko w porządku? – Ależ oczywiście, cieszy się doskonałą kondycją, miło, że pan pyta.” Tymczasem w sporcie od lat uprawia się totalny zdrowotny ekshibicjonizm. Kibice i dziennikarze chcą z detalami znać stan zawodników swojej ukochanej drużyny, śledząc newsy odnośnie kontuzji i przebiegu rehabilitacji. Oczywiście, w większości przypadków wynika to z czystej życzliwości. Po prostu martwimy się o naszych idoli i tak, jak rodzic wypytuje swoje otulone kołdrą dziecko, jak się czuje, co je boli, czy kaszle i kiedy ostatnio mierzyło temperaturę, tak my szukamy najnowszych doniesień o stanie zdrowia zawodnika. Ale zawodnicy nie zawsze chcą o tym mówić. Dla jednych jest to temat jak każdy inny, dla drugich jest to kwestia drażliwa i oba podejścia trzeba uszanować. Kontuzje bowiem często łączą się z zaprzepaszczeniem ciężkiej pracy i wyłączeniem z ważnych sportowych wydarzeń.

  • Jakie są najczęstsze kontuzje piłkarzy ręcznych?
  • Czy urazom da się zapobiec?
  • Dlaczego profesjonalni sportowcy szybciej się regenerują?
  • O jakiego zawodnika pokłócił się z trenerem Wentą doktor Marcin Baliński?
  • Skąd wzięły się dziury w udzie Michała Jureckiego?

Człowiekiem, który o zdrowiu zawodników PGE VIVE Kielce wie wszystko jest lekarz klubowy Marcin Baliński. To taki drużynowy Dr House, który w zasadzie poczuciem humoru i dystansem do rzeczywistości nawet trochę przypomina serialowego medyka. Przede wszystkim zaś, tak jak ekscentryczny bohater z laską, doskonale zna się na swoim fachu i nie raz „na żywca” musiał interweniować bez cienia zawahania, niosąc pomoc zawodnikom.

BŁYSKAWICZNE DZIAŁANIA: EKBERG I KOPARA

Ostatnio taka sytuacja miała miejsce podczas meczu z THW Kiel, gdy na parkiet po jednej z akcji padł bez ruchu Niclas Ekberg. „On wtedy doznał wstrząśnienia mózgu, a w wyniku utraty przytomności i zapadnięcia języka zaczął się podduszać” – relacjonuje doktor Baliński – „W takich przypadkach trzeba działać bardzo szybko, należy ułożyć zawodnika na boku, w pozycji bezpiecznej, by udrożnić drogi oddechowe, mocno ucisnąć klatkę piersiową lub uderzyć w okolicę pod mostkiem i człowiek momentalnie odzyskuje przytomność.” Jak dalej przebiega procedura medyczna podczas meczu?

„Po udzieleniu pierwszej pomocy przenosimy zawodnika na zaplecze, mierzymy mu ciśnienie, robimy proste testy neurologiczne, m.in. na zborność ruchów. Choć nie jest to wymagane, posiadamy w Kielcach własną aparaturę tlenową, której możemy użyć w razie potrzeby” – wyjaśnia – „Ale warto tutaj podkreślić, że sportowcy to jest zupełnie inna, wyjątkowa grupa ludzi, która poprzez aktywność fizyczną, ma odpowiednio przystosowany do wysiłku układ krążenia, układ immunologiczny, narząd ruchu. Ich organizmy średnio o 30-40% lepiej się regenerują, niż organizm przeciętnego człowieka. Zwykle więc bardzo szybko dochodzą do siebie.”

Po badaniach w gestii lekarza klubowego leży decyzja o dalszym losie zawodnika. Może on dopuścić go do gry, zabronić powrotu na boisko lub wysłać na dodatkowe badania. Oczywiście nie zawsze takie proste testy na zapleczu wystarczą. Czasem trzeba np. od razu nastawić bark czy inną część ciała. „Tak było z Koparą, na miejscu nastawiałem mu staw łokciowy” – opowiada dr Baliński – „To było bardzo bolesne, ale ja nie mogę mieć skrupułów. Moją rolą jest pomóc, a dla ortopedów, którzy przez lata pracują na izbach przyjęć, jest to chleb powszedni. Ortopedia to bardzo ciężka specjalizacja, w której od pierwszych dni pracy spotykamy się z trudnymi przypadkami, bo urazowość w społeczeństwie jest bardzo duża.”

NA WYŻYNACH LUDZKICH MOŻLIWOŚCI

Szczególnie duża jest zaś w przypadku profesjonalnych sportowców, którzy postanowili poświęcić się tak dynamicznej i kontaktowej dyscyplinie jak piłka ręczna. W tabeli obok widać, że handball należy do grupy dyscyplin najbardziej wymagających, przeznaczonych dla osób, które naprawdę górują pod względem fizyczności nad innymi. Dlaczego?

„Wynika to z przeciążeń i tempa. Ten sport ostatnio stał się bardziej dynamiczny, szybszy. Oczywiście, mamy lepiej rozwiniętą medycynę, lepsze metody zapobiegania kontuzjom, ale od paru lat znajdujemy się w fazie plateau rozwoju sportu. To znaczy, że weszliśmy na wyżyny ludzkich możliwości, że osiągnęliśmy pewien pułap, na którym bez wspomagania za dużo już nie zrobimy” – wyjaśnia doktor Baliński.

JACUŚ „PLASTRUŚ” OLEJNIK

To jak w tym całym dążeniu sportu do przekraczania granic zabezpieczyć organizm sportowca przed gigantycznymi obciążeniami, które będą mu towarzyszyć podczas kariery? „Mamy coś takiego jak prewencja pierwotna i prewencja wtórna” – spieszy z odpowiedzią doktor Baliński – „Prewencja pierwotna to wszystko to, co sprawia, że zawodnik jest lepiej przygotowany do obciążeń, czyli rozgrzewka, streching, ćwiczenia izolowane czy np. wiskosuplementacja, a więc dostawowa suplementacja kwasu hialuronowego”. Zawodnikom PGE VIVE Kielce regularnie wstrzykuje się takie kwasy, by chronić chrząstki stawowe. Co istotne jednak, powyższe działania nie zmniejszą prawdopodobieństwa wystąpienia kontuzji, ale za to uczynią ją łagodniejszą w przebiegu, gdy już wystąpi.

„Prewencja wtórna natomiast to odpowiednie dopasowanie ćwiczeń i zabiegów do zawodników, którzy już są po kontuzjach, by kontuzje te się nie odnowiły” – wyjaśnia dalej doktor Baliński – „Są to więc np. dodatkowe ćwiczenia wzmacniające na krążkach motosensorycznych czy specjalnych balanserach, stosowanie ortez czy tejpów”. Obecnie medycyna i fizjoterapia oferuje mnóstwo możliwości wspomagania zawodników w wysiłku, ale jeszcze niedawno wcale tak nie było. „Gdy nie mieliśmy w Polsce tejpów, na swój sposób goniliśmy Zachód, tworząc pseudotejpy, czyli po prostu bandażując odpowiednio np. stawy skokowe lub używając zwykłych plastrów opatrunkowych” – wspomina Marcin Baliński – „Był np. taki zawodnik, Jacek Olejnik, na którego wołaliśmy Jacuś Plastruś, bo non stop trzeba było go oklejać plastrami! A pierwsze tejpy sprowadzałem ze Stanów Zjednoczonych!”.

KONFLIKT O ACHILLESA

Opieka nad zawodnikami to skomplikowana sprawa. W pierwszej kolejności nad kielczanami czuwa lekarz klubowy i fizjoterapeuci, ale wielu z nich jest kadrowiczami, więc podlegają też pod lekarzy reprezentacyjnych. Dodatkowo, klub PGE VIVE Kielce od lat współpracuje z kliniką Galen w Bieruniu, a naszych szczypiornistów bezpośrednio dogląda znany w środowisku sportowym prof. Krzysztof Ficek. Lekarze klubowi i reprezentacyjni pozostają ze sobą w kontakcie i na bieżąco wysyłają sobie wyniki badań.

Na czele hierarchii zawsze stoi jednak trener zespołu, a na linii lekarz – trener czasem dochodzi do scysji. „Muszę podkreślić, że Talant Dujszebajew ma doskonałe podejście do tematu, zdrowie graczy jest dla niego na pierwszym miejscu i nigdy nie miałem z nim problemów” – mówi doktor Baliński. „Pamiętam natomiast przypadek Tomka Rosińskiego jeszcze za czasów Bogdana Wenty. Tomek miał przewlekłe zapalenie Achillesa. Bogdan chciał, by trenował, a ja absolutnie odmówiłem, bo nie wyleczylibyśmy go. Przestaliśmy więc ze sobą rozmawiać, a ja pisałem trenerowi raporty na tablicy korkowej” – śmieje się – „Ostatecznie było po mojemu, wyleczyliśmy Rosę, a ten zagrał play-offy życia, po których wygraliśmy mistrzostwo Polski”.

CO ICH NIE ZABIJE, TO ICH WZMOCNI

Powrót do pełni fizycznych możliwości po kontuzji to czasem długi i żmudny proces. Ale poza ciałem, cierpi również psychika, a w głowie zawodników mają miejsce skomplikowane procesy myślowe. Wie o tym doskonale kapitan żółto-biało-niebieskich, Michał Jurecki. „Ja na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki, zwłaszcza w głowie” – mówi Dzidziuś, który najpoważniejszej chyba kontuzji w swoim życiu doznał podczas igrzysk olimpijskich w Rio, gdy Mateusz Kus niefortunnie upadł w obronie na jego stopę – „Przeszedłem operację w Poznaniu, wszystko przebiegało dobrze, rehabilitacja również, ale jak wróciłem na boisko bałem się użyć nogi na sto procent, zrobić zwodu czy szybkiej zmiany kierunku, by coś się nie stało. Z czasem coraz bardziej się do tego przekonywałem, ale dużo czasu mi to zajęło. Różne myśli do mnie dochodziły, że może już nie wrócę na ten poziom, na którym byłem, że będzie mi ciężko. Ale zawsze miałem wsparcie lekarzy, trenerów, a przede wszystkim rodziny, mojej żony, która zawsze we mnie wierzy i mówiła, że wszystko będzie dobrze. To mi pomogło, sprawiło, że z każdym miesiącem czułem się coraz lepiej”.

Innego poważnego urazu rozgrywający doznał grając jeszcze w Głogowie, gdy miał około dwudziestu lat. „Miałem spore naderwanie mięśnia prawego uda, zrobiły mi się dwie dziury na pięć i osiem centymetrów! – śmieje się Michał – „Przy szybkiej zmianie kierunku biegu napięcie w mięśniach musiało być na tyle duże, że mięsień się zerwał. Później jeszcze pamiętam, że około półtora tygodnia trenowałem i grałem, bolało, więc pewnie ta kontuzja cały czas się pogłębiała, stąd aż tak duże dziury. Ale poddałem się operacji, zszyli mi mięsień i póki co, trzyma!”.

Jak widać po Dzidziusiu, ale i innych zawodnikach, których kariera naznaczona jest drobniejszymi i poważniejszymi kontuzjami, nie ma takiego dołka, z którego nie da się wspiąć na sam szczyt. Zawodnicy na co dzień zmagają się z urazami, ale zaciskają zęby i dzięki sile woli oraz fachowej pomocy lekarzy i fizjoterapeutów ponownie wychodzą na boisko, walczyć o najwyższe cele. Co ich nie zabije, to ich wzmocni. Dlatego piłka ręczna to sport prawdziwych twardzieli.

Tekst pochodzi z piętnastego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ, przygotowanego na mecz z RK Celje Pivovarna Lasko (17.02.2018r.).