PGE VIVE KIELCE

Aktualności

Pewne zwycięstwo z Zabrzem! (foto, wideo)

Autor: Magda Pluszewska Dodano: 2017-10-10, 14:44 0

W meczu siódmej serii PGNiG Superligi pokonaliśmy NMC Górnik Zabrze 33:20 (16:9). Choć mecz na długo przed ostatnim gwizdkiem zdawał się rozstrzygnięty przy dziesięciobramkowej przewadze kielczan, nie tracił na zaciętości, co doprowadziło do dwóch niebezpiecznych sytuacji z udziałem naszych skrzydłowych. W meczu, poza kontuzjowanymi Filipem Iviciem i Deanem Bombacem, nie wystąpili Alex Dujszebajew i Manuel Strlek. Zawodnicy mają drobne urazy po spotkaniu z Flensburgiem, więc dziś wieczorem dostali wolne.

PGE VIVE Kielce –  NMC Górnik Zabrze 33:20 (16:9)

PGE VIVE Kielce: Szmal, Wałach – Jurecki 2, Bis 3, Kus 1, Aginagalde, Bielecki 6,  Jachlewski 5, Janc 2, Lijewski 5, Jurkiewicz 5, Zorman 3, Mamić, Djukić 1

NMC Górnik Zabrze: Kornecki, Galia – Gluch 2, Daćko 8, Fąfara, Tomczak 3, Gromyko 1, Sluijters 1, Bushkou, Tatarintsev 2, Gliński 1, Gogola, Tokaj, Matuszak, Francik, Adamuszek 1

Pierwsza siódemka: Szmal – Bielecki, Mamić, Zorman, Aginagalde, Jurkiewicz, Janc

Dość oryginalnie rozpoczęli to spotkanie kielczanie. Podczas gdy na lewym rozegraniu do ataku wystawiony został Marko Mamić, Karol Bielecki zajął pozycję… lewego skrzydłowego, który w toku gry wbiegał na drugie koło obok Julena Aginagalde. Na prawej połówce natomiast pojawił się Mariusz Jurkiewicz i to właśnie on zdobył pierwszą bramkę dla naszego zespołu. Po drugiej stronie Zabrzanie wystartowali ze swoją sztandarową obroną 4-2 z wysuniętymi Iso Sluijtersem i Rafałem Glińskim.

Doskonale od pierwszych minut w naszej bramce sprawował się Sławomir Szmal. Gdy kielecka obrona zaspała i w czternastej minucie spotkania zrobiła się ogromna dziura na kole dla kołowego Marka Daćki, który otrzymał piłkę od swoich kolegów, Kasa widowiskowo powstrzymał zawodnika, a wkrótce w kontrze w drugie tempo naszej drużyny niecodzienną bramkę na 6:3 ze skrzydła zdobył Karol Bielecki.

Już po kilku minutach od pierwszego gwizdka Marko Mamicia w ataku zastąpił Michał Jurecki, a wkrótce dołączyli do niego kolejni zmiennicy z ławki. Podobnie do Górnika, kielczanie również postanowili skorzystać z wysuniętej defensywy, ale w kombinacji 5-1. Przynosiło to efekty, bo stosunkowo często dokonywaliśmy przechwytów, które z większym lub mniejszym szczęściem wykorzystywaliśmy w kontrataku. W dwudziestej siódmej minucie linię podania Iso Sluijtersa do Rafała Glińskiego na środku rozegrania przerwał Mateusz Jachlewski, który po kilku susach w kierunku Martina Galii dał naszemu zespołowi czternaste trafienie. Za chwilę piłkę na lewej połówce wyłapał Darko Djukić i błyskawicznie podał ją do Siwego, który ponownie pokonał bramkarza gości. Prowadziliśmy 15:7, a w ciągu ostatniej minuty pierwszej połowy wynik zmienił się do stanu 16:9.

Po przerwie na parkiet wyszliśmy w takim samym ustawieniu, co na początku i znów pierwszą bramkę dla naszego zespołu zdobył Mariusz Jurkiewicz. Ponownie między słupkami straszył też Sławek Szmal, który dla gospodarzy stał się istną ścianą płaczu odbijającą piłki rzucane z wszelkich możliwych pozycji. Nic dziwnego, że po dziesięciu minutach prowadziliśmy 20:13.

W drużynie gości ładnie zaczęła funkcjonować współpraca z obrotowym. W ciągu pięciu minut Marek Daćko trzykrotnie z linii sześciu metrów trafiał między słupki kielczan. Żółto-biało-niebiescy utrzymywali bezpieczną dziesięciobramkową przewagę nad Górnikiem, więc na ostatni etap spotkania między słupki wszedł Miłosz Wałach. Nasz młody zawodnik tak wystraszył podopiecznych Rastislava Trtika, że ci przez jakiś czas nie byli w stanie oddać rzutu w światło bramki. Zrobił to dopiero po pięciu minutach Marek Daćko z czystej pozycji w kontrataku. Kolejne trzy musiały upłynąć, by w kolejnej kontrze Miłosza pokonał Jurij Gromyko.

Choć mecz był już przesądzony, gra nie traciła na zaciętości. W ostatnich chwilach potkania dwóch brutalnych fauli na naszych skrzydłowych dopuścili się Jurij Gromyko i Michał Adamuszek. W pierwszym starciu ucierpiał Darko Djukić, a w drugim Blaz Janc. W obu przypadkach konieczna była pomoc fizjoterapeutów, ale na szczęście nasi zawodnicy o własnych siłach zeszli z boiska. Trener Trtik zapewniał po meczu, że żaden z jego zawodników nie chciał zrobić krzywdy naszym graczom, po prostu górę wzięły emocje. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 33:20.

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!