PGE VIVE KIELCE

Aktualności

Lijewski: Uwe chciał zrobić krok naprzód

Autor: Magda Pluszewska Dodano: 2017-11-02, 16:53 0

Po wysoko wygranym spotkaniu z Mielcem, który był pierwszym meczem po przerwie na zgrupowania kadr, kielczan czeka ogromny skok poziomów. W niedzielę, 5 listopada, o godz. 17:00, wparyskim Stade Pierre de Coubertin, PGE VIVE Kielce zmierzy się z Paris Saint-Germain HB. Od czasu, gdy drużyny walczyły ze sobą w Kolonii, podczas Final Four sezonu 2015/16, drużyna z Paryża trochę się zmieniła, a wśród nowych twarzy znalazł się między innymi znany Krzysztofowi Lijewskiemu z okresu gry dla Rhein Neckar Löwen, Uwe Gensheimer. „Uwe powiedział mi kiedyś w prywatnej rozmowie, że gdyby miał zmienić klub, to tylko na zagraniczny, bo nie wyobraża sobie w Niemczech grać dla innych barw, jak tylko dla Rhein Neckar Löwen” – zdradza Lijek.

 

Zadanie na Mielec było takie, by zawodnicy, którzy nie uczestniczyli w zgrupowaniach kadr, wrócili do rytmu meczowego. W jakim stopniu zadanie to zostało zrealizowane?

Powiem inaczej: zadanie na ten mecz było takie, by dużo biegać, bo dużo biegania czeka nas w niedzielę. Drużyna z Paryża robi to bardzo szybko i chętnie. Trener chciał, żebyśmy także my spróbowali zwiększyć tempo, dlatego założenia na mecz z Mielcem były takie, a nie inne. Mieliśmy każdą piłkę pchać do przodu. Na początku byliśmy troszeczkę ospali i troszkę nam to nie wychodziło, ale kilka kluczowych uwag trenera z ławki nam pomogło. Poprzez szybsze rozgrywanie piłki faktycznie nabraliśmy odpowiedniego tempa i weszliśmy w rytm gry.

Czeka was dłuższy okres poza domem, bo po powrocie z Paryża, od razu udajecie się do Gdańska.  Ty słyniesz z tego, że lubisz w drogę zabrać dobrą książkę. Jaki tytuł weźmiesz na najbliższe kilka dni?

Lubię czytać, to prawda. Ostatnio skończyłem nową książkę Dana Browna, pt. „Początek”. Mam nową książkę nowego autora kontynuującego serię Millenium, po zmarłym Stiegu Larssonie, ale zostawiam ją sobie na grudzień, gdy będziemy mieli więcej wolnego czasu. Na tę podróż żadnej książki nie wezmę. Będę po prostu odpoczywał, jak będzie okazja, będę chciał rozprostować starszawe już kości i jak najszybciej się regenerować.

W takich skomplikowanych warunkach trudniej przygotować się do nadchodzących meczów?

To nie jest skomplikowany wyjazd, w dzisiejszych czasach podróż Warszawa – Paryż, Paryż – Warszawa i Warszawa – Gdańsk to nie jest nic strasznego. Pamiętam, że za czasów juniorów, jeździłem pociągami pół dnia spędzając w wagonie i wychodziłem od razu na mecz – to był dramat (śmiech)! Teraz, w tych warunkach, które mamy, podróż to nie jest żadne obciążenie.

Już w Kolonii, podczas Final Four, graliście z naszpikowanym gwiazdami zespołem PSG. Od tego czasu skład uzupełnił m.in. Uwe Gensheimer, którego znasz ze wspólnej gry w Mannheim. Gość po kilkunastu sezonach spędzonych w jednej drużynie udaje się do obcego kraju. Czy według Ciebie, dla niego była to trudna decyzja na tym etapie kariery?

Wydaje mi się, że w swojej wcześniejszej drużynie on był już spełniony. Zdobył z nią mistrzostwo Niemiec i Puchar EHF, wydaje mi się więc, że chciał zrobić jakiś krok naprzód, zmienić troszeczkę otoczenie i wyszło mu to na dobre, bo jest jednym z wiodących zawodników w swojej drużynie. Widać, że wszyscy na niego stawiają, bo gra od deski do deski każdy mecz. Nie wiem, jak to wygląda w lidze francuskiej, bo na co dzień nie mam okazji śledzenia poczynań PSG w lidze, ale w Lidze Mistrzów schodzi na ławkę tylko wtedy, gdy dostanie dwie minuty kary. Widać zatem, że ma zaufanie w oczach trenera i spłaca je dobrą grą. W Lwach Uwe osiągnął to, co miał osiągnąć. Zresztą, powiedział mi kiedyś w prywatnej rozmowie, że gdyby miał zmienić klub, to tylko na zagraniczny, bo nie wyobraża sobie w Niemczech grać dla innych barw, jak tylko dla Rhein Neckar Löwen.

Poza skrzydłowym, do zespołu PSG dołączyli też m.in. Nedim Remili, Sander Sagosen czy znany z płockiej Wisły Rosdrigo Corrales. Jak bardzo przez to zmienił się obraz gry rywala?

Grają po prostu jeszcze lepiej, niż wtedy. Mają bardzo dobrych zawodników, pominę już ten temat, skoro sama ich wymieniłaś. Grając u siebie, są jeszcze bardziej niebezpieczni, wydaje mi się, że w obronie będą jeszcze bardziej agresywni, niż na wyjazdach. Mam nadzieję, że nie damy naszym przeciwnikom szans na rzucanie wielu łatwych bramek poprzez kontratak – zarówno wspomniany Uwe jak i Luc Abalo to nie tylko gwiazdy swoich reprezentacji, ale w ogóle światowego handballu. Na każdego zawodnika będziemy musieli uważać, ale przede wszystkim należy  skupić się na sobie. Na tym, co będziemy grać w ataku i w obronie. Przede wszystkim, jak też Talant uczula nas odkąd zebraliśmy się wszyscy po przerwie na reprezentacje, musimy szybko wracać do obrony. Nie możemy pozwolić sobie na to, by w niedzielę nasi przeciwnicy zdobywali łatwe bramki.

Są oczekiwania kibiców, jest presja medialna, ale to kwestie drugoplanowe. Na pewno wy sami też na pewno już chcielibyście wygrać coś w Lidze Mistrzów na wyjeździe. Jak nastawiasz się do niedzielnego spotkania?

Na pewno patrząc na czyste cyfry i statystyki, nie napawa to optymizmem, ale nie patrzymy na to. Skupiamy się na kolejnym naszym przeciwniku, którym jest Paryż. Nie okłamujmy się, to ten zespół będzie w tym meczu faworytem, ale nigdzie nie jest napisane przed meczem, że ta drużyna z nami wygra. Jedziemy tam walczyć i pokazać swój najlepszy handball, ale przede wszystkim jedziemy tam po punkty. To jest słowo najważniejsze. Nie jedziemy tam jako drużyna beniaminka, która chce się tylko pokazać. Chcemy udowodnić, że jesteśmy jedną z pięciu, sześciu top drużyn w Europie. Że z nami trzeba się liczyć. Na pewno tego meczu nie odpuścimy, będziemy walczyć i robić swoje.

 

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!