PGE VIVE KIELCE

Aktualności

W Mannheim liczy się tylko zwycięstwo!

Autor: Magda Pluszewska, fot. A. Benicewicz-Miazga, G. Trzpil Dodano: 2018-04-01, 06:30 0

Po świątecznym śniadaniu w Niedzielę Wielkanocną, 1 kwietnia, zespół PGE VIVE Kielce wyjdzie na parkiet SAP Areny w Mannheim postawić kropkę nad i w walce o ćwierćfinał Ligi Mistrzów. By awansować wystarczy pozwolić gospodarzom tego meczu wygrać ilością mniejszą, niż dwadzieścia cztery bramki, ale członkowie drużyny zgodnie zapowiadają, że cel mają bardziej ambitny i z Rhein-Neckar Löwen zamierzają zwyciężyć, a nie jedynie przegrać jak najmniejszą liczbą trafień.

Wszystko wskazuje na to, że po pierwszym, tragikomicznym epizodzie dwumeczu o 1/4 finału Ligi Mistrzów, w którym Lwy z Mannheim wystawiły swoją drugą drużynę, stan rzeczy wróci do normy i tym razem zmierzymy się z pierwszą ekipą Rhein-Neckar Löwen.

Teoretycznie kielczanie mogliby jechać do Niemiec z misją obrony 24-bramkowej przewagi, ale zapowiadają, że zadanie na niedzielny mecz jest zupełnie inne. Mentalność naszego zespołu jest taka, że nigdy nie gramy po to, by przegrać jak najmniej – mówi Tomasz Strząbała – Zwłaszcza, że gramy z dwukrotnym mistrzem Niemiec i liderem Bundesligi. Pojedziemy więc do Mannheim z nastawieniem, by zagrać jak najlepsze zawody i by tam wygrać.

Drugi trener PGE VIVE Kielce podkreśla, że nie ma mowy o myśleniu, że nadchodzące spotkanie miałoby być jedynie formalnością. Dopóki drugi mecz się nie rozstrzygnie, można powiedzieć, że mamy bardzo dobrą zaliczkę bramkową i nic więcej – mówi.

Jedziemy walczyć o wygraną – potwierdza Krzysztof Lijewski – Będziemy chcieli zagrać jak najlepiej i wygrać. To mecz bardzo prestiżowy, bo mistrz Niemiec zagra z mistrzem Polski. Dwadzieścia cztery bramki to duża zaliczka, ale nie będziemy o tym myśleć w ten sposób. Trenerzy Talant i Tomek na pewno dobrze nas przygotują przed tym meczem, a analiza wideo  odbędzie się niejednokrotnie.

Jeszcze dosadniej wypowiada się Darko Djukić. Musimy wygrać tak, jak wygraliśmy tutaj, by pokazać, że możemy walczyć i z pierwszym zespołem niemieckiej ligi – mówi skrzydłowy.

Jak zaznacza trener Strząbała, niedzielny mecz wymaga zupełnie innych przygotowań, niż to zwykle bywa w przypadkach spotkań rewanżowych. Normalnie w takich sytuacjach analizuje się to, co można poprawić i zmienić po pierwszym meczu, a tu gramy przecież z całkiem innym zespołem – wyjaśnia szkoleniowiec – Dobrze, że tydzień temu trener Dujszebajew stworzył dwa warianty, będziemy mogli to teraz wykorzystać.

Niemiecka ekipa zapowiada mobilizację przed własną publicznością, przed którą będzie chciała stworzyć jak najlepsze widowisko i odrobić tyle, ile to możliwe. Podrażniony lew może być naprawdę groźny, ale żółto-biało-niebiescy wcale się nie boją. Nie jest dla mnie istotne nastawienie Lwów, my mamy cel przejścia do kolejnej rundy i o to będziemy walczyli – zapewnia Sławek Szmal.

A choć w tę niedzielę wypada święto psikusów, kielczanie pozostają wybitnie, jak na ten dzień, poważni. Wiemy, że jest prima aprilis – mówi Lijek – Żarty żartami, ale my do tego meczu na pewno nie podejdziemy w kategorii ‘zróbmy sobie psikusa’, ale ‘zagrajmy dobre spotkanie’, by potem móc sobie spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć ‘wykonaliśmy dobrą robotę’. Wiadomo, że pierwszy mecz w Hali legionów był troszeczkę inny, niż każdy się tego spodziewał, ale drugi taki mecz się nie powtórzy i trzeba będzie się bić o zwycięstwo.

Dziwne rzeczy podziały się w ten weekend w Lidze Mistrzów. W 1/8 finału odpadły FC Barcelona i Telekom Veszprem. Katalończycy nie zdołali odrobić u siebie zaledwie trzybramkowej straty do Montpellier HB i wygrywając 30:28 odpadli z zawodów. Węgrzy natomiast zwyciężyli 34:29 ze Skjern Handbold, co oznacza, że zabrakło im dwóch trafień do wyrównania straty z pierwszego meczu.

Nie wydaje się zatem możliwe, by Lwy mogły zmienić bieg wydarzeń w niedzielny wieczór. Nie wydaje się możliwe, by kielczanie, którzy w ostatnim okresie pokazywali, że doskonale wytrzymują obciążenia sezonu i błyszczą formą, byli w stanie przegrać jakikolwiek mecz dwudziestoma pięcioma bramkami. Czy znam zespół, który przegrał spotkanie taką różnicą? Znam, ale to był zespół koszykówki! - śmieje się Darko Djukić.

Pomimo tego, że tu wszystko wydaje się być rozstrzygnięte, jesteśmy pewni, że obie drużyny będą chciały dzisiaj coś udowodnić na boisku. Jeśli nie instytucjom czy kibicom, to sobie. Dzięki temu mecz zapowiada się na wspaniałe widowisko, które o godz. 19 rozpocznie się w SAP Arenie. Transmisję będzie można śledzić od godz. 18:55 w Canal+ Sport i w Eleven Sports 1.

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!