PGE VIVE KIELCE

Aktualności

Bartłomiej Bis: Najważniejsze dopiero przede mną

Autor: Magda Pluszewska Dodano: 2018-05-03, 12:02 0

Już dwa miesiące minęły od feralnego meczu ze Spójnią Gdynia, w którym Bartłomiej Bis zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Obrotowy PGE VIVE Kielce jeszcze w marcu przeszedł zabieg rekonstrukcji więzadeł, a następnie rzucił się w wir ciężkiej pracy rehabilitacyjnej pod czujnym okiem klubowych fizjoterapeutów. Wychowanek kieleckiego klubu opowiada o codziennych treningach, wizytach kontrolnych w Bieruniu oraz o tym, jak po dłuższej nieobecności na zajęciach radzi sobie na uczelni na ostatniej prostej przed sesją.

PGE VIVE Kielce: Jak minęły Ci ostatnie dwa miesiące?

Bartłomiej Bis, obrotowy PGE VIVE Kielce: Najgorsze były pierwsze dwa, trzy tygodnie, gdy noga bolała i nie mogłem robić zbyt wiele. Dużo czasu spędzałem w łóżku, więc dłużyło mi się bardzo, bo zostawałem na pół dnia sam w domu. Ile można pstrykać pilotem czy bawić się telefonem? Starałem się czytać książki, ale to też nie to samo, co wyjście gdzieś ze znajomymi. Później, gdy zacząłem wychodzić do ludzi, zaczęło to jakoś iść, a teraz, gdy od kilku tygodni już stawiam się w hali i pracuję z Tomkiem (Mgłośkiem, klubowym fizjoterapeutą – przyp. red.), to czas leci już bardzo szybko.

Postępy są mocno widoczne i w zasadzie możesz już chyba normalnie funkcjonować?

Jeszcze nie do końca. Chodzę normalnie i spokojnie radzę sobie z codziennymi czynnościami, ale nie mam jeszcze pełnego zakresu ruchu, więc nie wszystko mogę wykonać. Skakać mogę, ale biegać nie do końca, bo noga nie jest na tyle gotowa, bym mógł ją aż tak obciążać. Biegam więc na bieżni antygrawitacyjnej. Polega to na tym, że zakłada się spodenki, wchodzi się w specjalny worek, który napełnia się powietrzem. Daje to efekt, jakby się biegało w wodzie. Mogę też jeździć na rowerku stacjonarnym, bo to nie obciąża kolan, a mam już taki zakres ruchu, że mogę spokojnie kręcić. Powoli idzie to więc w dobrą stronę.

A czego Ci nie wolno?

Biegać i skakać na twardym podłożu. Jeśli skaczę, to z wykorzystaniem trampoliny lub materaca, by powierzchnia była miękka i niestabilna, bo wtedy kolano bardziej się wzmacnia. No a przede wszystkim nie wolno mi grać. Zresztą, nawet bym się nie odważył, wiem, że noga nie jest jeszcze gotowa.

Kiedy czeka Cię następna kontrola lekarska?

Na kontrole jeżdżę do Bierunia co dwa tygodnie. Teraz byłem niedawno, a następna będzie po 15 maja.

Jak takie kontrole przebiegają?

Najpierw ogląda mnie prof. Ficek, mam więc opiekę z najwyższej półki. Pan profesor patrzy, jak wygląda noga, co jest dobrze, a co źle. Na razie nie mówił, by coś było źle, co bardzo mnie cieszy. Po wizycie u niego idę do rehabilitanta, któremu pan profesor mówi, co chciałby, by ze mną zrobił, na co ma zwrócić uwagę. Na ćwiczeniach z nim spędzam około dwóch godzin.

A jak ćwiczysz na co dzień?

Wcześniej ćwiczyłem więcej, obecnie ograniczam się do dwóch treningów dziennie, ponieważ zwiększyła się intensywność ćwiczeń, są to na przykład wszelkiego rodzaju przysiady, podskoki, w których noga pracuje mocniej. Nie ma sensu nadmiernie jej obciążać, bo jak mówi Tomek, czasu i tak nie przyspieszę, rehabilitacja i tak nie będzie trwała krócej niż pół roku. A jak przesadzę, noga może zacząć puchnąć i boleć, a cały proces tylko by się wydłużył. Na szczęście tutaj, w klubie, czuwają nade mną, więc wiem, że nie przeholuję. Robię dokładnie tyle, ile mogę.

Czy jesteś w stanie w tym momencie określić perspektywę czasową Twojego powrotu na boisko?

Na razie jest za wcześnie. Naszym priorytetem jest teraz uzyskanie pełnego zakresu ruchu, ponieważ prostuję nogę, ale nie mogę jej do końca zgiąć. Dopiero, jak mi się to uda, co powinno nastąpić do trzynastu tygodni od zabiegu, czyli mam na to jeszcze około miesiąc, mogę zacząć myśleć o wejściu na wyższy poziom, czyli o regularnym bieganiu i pracy na siłowni z pełnym obciążeniem. Wtedy będziemy starali się odbudować siłę mięśniową. Sam czuję, że strasznie zanikła. Być może wtedy będziemy mogli coś więcej powiedzieć o tym, kiedy uda mi się wrócić. Jak na razie dobrze to wygląda, ale najważniejsze dopiero przede mną.

Także poza boiskiem, bo przed Tobą sesja. Wypadłeś na jakiś czas z obiegu na uczelni, jak udało Ci się z tym poradzić?

Kwiecień to była gonitwa, bo trzeba było nadrobić zaległości z marca, ale na szczęście mam wyrozumiałych prowadzących. Na początku na uczelnię chodziłem jeszcze o kulach, więc jak widzieli gościa, który podczłapuje do nich powoli i pokazuje zwolnienie lekarskie, to widzieli, że coś jest nie tak, więc przymykali trochę oko. Tak czy inaczej, musiałem się trochę sprężyć.

Magia PGE VIVE Kielce działa w takich sytuacjach?

Zawodnikiem jestem w klubie, a na uczelni jestem studentem. Nie ukrywam natomiast, że prowadzący może i trochę przychylniej na mnie patrzą, bo kojarzą klub. Mieszkając w Kielcach, ciężko nie znać zespołu, który dwa lata temu wygrał Ligę Mistrzów. Trochę więc działa, ale staram się tego nie wykorzystywać.

Co wyciągniesz dla siebie z tego sezonu?

Nigdy do tej pory nie dotykały mnie tak poważne urazy. To mój najpoważniejszy i mam nadzieję, że ostatni. Nauczyło mnie to, że kontuzja może dotknąć każdego i to w najmniej spodziewanym momencie, ale staram się na to patrzeć pozytywnie. Długi okres gry mnie ominął, miałem przymusowy odpoczynek, a teraz będę miał czas na to, by się odbudować i wrócić w jeszcze lepszej formie, niż byłem przed kontuzją.

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!