PGE VIVE KIELCE

Aktualności

Plan wykonany: mamy piętnasty Puchar Polski!

Autor: Magda Pluszewska Dodano: 2018-05-13, 18:31 1

Mamy to! Pierwsze w tym roku trofeum zdobyte! W finale PGNiG Pucharu Polski, rozegranym w Kaliszu, PGE VIVE Kielce wygrało z Azotami Puławy 35:29 (20:18). Po pierwszej połowie żółto-biało-niebiescy nieznacznie przegrywali z rywalami, ale po przerwie uruchomili znany już na polskim podwórku piąty bieg, na którym odjechali puławianom na dystans, którego ci nie zdołali już pokonać. Tym samym kielczanie zdobyli piętnasty w historii klubu i dziesiąty z rzędu Puchar Polski. Najlepszym zawodnikiem finału został Alex Dujshebaev. W meczu nie wystąpili kontuzjowani Bartłomiej Bis i Krzysztof Lijewski.

Azoty Puławy – PGE VIVE Kielce 29:35 (20:18)

Azoty Puławy: Bogdanov, Koshovy – Kuchczyński 1, Podsiadło 3, Łyżwa 3, Skrabania, Panić 9, Grzelak 2, Masłowski 2, Titow, Kowalczyk, Jurecki 7, Ostroushko 1, Prce 2, Gumiński, Seroka

PGE VIVE Kielce: Szmal, Ivić – Jurecki 4, Dujshebaev 7, Kus, Aginagalde 2, Bielecki 4, Jachlewski 5, Strlek 4, Janc 4, Jurkiewicz 1, Zorman 1, Mamić 1, Bombac 3, Djukić

Pierwsza siódemka: Szmal – Strlek, Jurecki, Aginagalde, Bombac, Dujshebaev, Janc

Kielczanie wyszli na rywali przetestowaną już wielokrotnie w najtrudniejszych warunkach obroną 5:1 z wysuniętym wysoko Blazem Jancem. Nie wystraszyła ona jednak zbytnio puławian, przynajmniej na początku, którzy całkiem nieźle sobie z nią radzili. Szczególnie zaś Marko Panić, który w ciągu zaledwie siedmiu minut zdobył z prawej połówki trzy z pięciu bramek dla swojej ekipy. Swoje parę groszy dokładał Piotr Masłowski, który w jednej z kontr przechytrzył Sławomira Szmala podczas próby przechwytu celnie rzucając do pustej bramki.

Podopieczni Daniela Waszkiewicza od początku nieznacznie prowadzili, ale była dystans w pełni kontrolowany przez nasz zespół. Kielczanie trzymali się bardzo blisko, a puławianie z pewnością czuli oddech rywala na swoich karkach. Po kilkunastu minutach, na parkiecie pojawiła się „druga zmiana” żółto-biało-niebieskich, która objęła również bramkę. Sławomira Szmala zastąpił Filip Ivić, który na dzień dobry obronił rzut Pawła Podsiadły. Przegrywaliśmy 10:13, a po skutecznej interwencji Chorwata i skutecznej kontrze Mariusza Jurkiewicza zbliżyliśmy się do Azotów na dwa trafienia.

Cały czas jednak nie mogliśmy znaleźć sposobu na Marko Panicia, który nieprzerwanie bombardował naszą bramkę z drugiej linii. Gdy, pracujący na „jedynce” Mateusz Jachlewski zaczął bardziej pilnować rozegrania, a Sławek Szmal wreszcie zatrzymał Panicia, doskonale odczytując jego zamiar rzutu w prawy dolny róg, puławianie przenieśli ciężar gry na wyprowadzanego często kołowego, Bartosza Jureckiego. Starszy brat naszego kapitana zdobył dwa trafienia z rzędu, dając swojej drużynie prowadzenie 17:14. Do przerwy zdołaliśmy odrobić jedną bramkę i na przerwę schodziliśmy przegrywając 18:20.

Choć jak na razie na boisku dominowali nasi rywale, w pojedynku kibiców wyraźnie prowadzili kielczanie, którzy jeszcze podczas rozgrzewki wypełnili niemal cały przysługujący im sektor, tworząc ruchomą żółtą ścianę, żywo dopingującą naszych zawodników. Ci, niesieni wsparciem, po dziewięciu minutach drugiej partii wreszcie doszli puławian na remis, a chwilę później na pierwsze prowadzenie 25:24 PGE VIVE Kielce wyniósł Dean Bombac.

Minimalną przewagę szybko podnieśliśmy do trzech trafień za sprawą wykorzystanego przez Karola Bieleckiego rzutu karnego oraz regularnej akcji wykończonej przez Alexa Dujshebaea. Przy stanie 28:25 dla żółto-biało-niebieskich Daniel Waszkiewicz poprosił o czas. Nie przyniosło to zamierzonego efektu i ani trochę nie wybiło z rytmu naszej ekipy, która stopniowo powiększała prowadzenie nad Azotami. Duża w tym zasługa Sławomira Szmala. Im bliżej końca spotkania, tym Kasa zachwycał kibiców coraz bardziej widowiskowymi akcjami, z których w ataku mogli czerpać jego koledzy z pola.

Przy stanie 30:26 nasz bramkarz niemal przy linii środkowej boiska przechwycił piłkę podaną do kontry przez Valentyna Koshovego, za którą w pogoń zdążyło się już rzucić z pół tuzina zawodników, co wyglądało trochę tak, jakby samotny gołąb wleciał w stado pędzących żurawi. Kasa jednak zwinnie, z finezją skowronka, a nie gołębia, złapał piłkę, unikając zderzenia z rywalami. Po chwili powstrzymał Wojciecha Gumińskiego w rzucie karnym, a po kolejnej, Marko Panicia wyskakującego do potężnego rzutu z dystansu.

Na sześć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego, po serii pięciu kontr, w wykonaniu Alexa Dujshebaeva, Mateusza Jachlewskiego i Blaza Janca, prowadziliśmy już 33:26. Mniej więcej w tym momencie w szeregi obu zespołów wkradło się nieco chaosu sprowadzającego się do strat piłki i gonitw wzdłuż boiska, ale ostatecznie wysokie, sześciobramkowe zwycięstwo przypieczętowaliśmy piękną wrzutką, godną finału Pucharu Polski. Ostatnie trafienie w tym meczu zdobył Alex Dujshebaev, który po siatkarsku wbił piłkę podaną przez Darko Djukicia między słupki puławian. Wynikiem 35:29 wygraliśmy więc piętnasty w historii klubu i dziesiąty z rzędu Puchar Polski!

Ocena:

Komentarze (1)

Dołacz do dyskusji
  • zpolskiegopala :
    + -2 -

    Brawo Vive, Brawo Iskra, Brawo Magda !!!!!!!!!!!!!!!!!!!


    zgłoś do usunięcia

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!