PGE VIVE KIELCE

Aktualności

I want to mówić po polsku - gotowi, do startu, start!

Autor: Magda Pluszewska, fot. Patryk Ptak Dodano: 2018-07-31, 15:53 0

We wtorkowy poranek drużyna PGE VIVE Kielce odbyła trening biegowy, a następnie zajęcia na siłowni. Zawodnicy dzielnie znieśli tropikalne warunki pogodowe i z uśmiechem odpowiedzieli na pytania dziennikarzy. Zaskoczenie na twarzach przedstawicieli mediów wywołały urocze próby mówienia po polsku, podjęte przez nowych zawodników.

Ukrop leje się z nieba. Ani jednej małej chmurki, ani jednego podmuchu wiatru, który schłodziłby kapiące z czoła krople potu, rozgrzane w promieniach lipcowego słońca. Zawodnicy PGE VIVE Kielce dzielnie pokonują kolejne okrążenia bieżni na stadionie lekkoatletycznym. Zaczął się najtrudniejszy okres. Okres, w którym trzeba zmusić mięśnie do nadludzkiego wysiłku po dwóch miesiącach odpoczynku od regularnych treningów. Ponoć w tym tygodniu mamy do czynienia z najgorętszymi dniami w roku, więc jeśli zawodnicy przetrwają takie warunki, to chyba nic w tym sezonie nie będzie im straszne. Wchodzimy w okres niezbyt lubiany przez sportowców, okres przygotowawczy, w którym trzeba dużo biegać, podnosić żelastwa, ale wiemy, że jest to potrzebne, by przetrwać pierwsze półrocze – mówi kapitan PGE VIVE Kielce, Michał Jurecki.

Tym razem, w porównaniu do zeszłego roku, przed drużyną bardzo intensywny miesiąc. Już w połowie sierpnia kielczanie wyjadą do Kalisza, gdzie w dniach 17-19.08. zagrają w turnieju Szczypiorno Cup. Następnie na chwilę wrócą do Kielc i zaraz wylecą na sparing z HC Erlangen do Niemiec, a stamtąd do Zaporoża na kolejny turniej. Co roku jest podobnie, ale teraz są małe zmiany – komentuje Michał – Widoczne jest to, że rozgrywamy dużo więcej sparingów, niż w poprzednich latach, a pierwszy mecz ligowy gramy już 31 sierpnia, czyli tydzień wcześniej, niż zwykle.

Trener Talant Dujszebajew tłumaczy zaistniały stan faktyczny. Mamy bardzo mocny początek Ligi Mistrzów – mówi – Wyjeżdżamy do Veszprem, u siebie gramy z Rhein Neckar Löwen, a następnie jedziemy do Montpellier. Od razu musimy więc być w bardzo dobrej formie. Przed pierwszym europejskim spotkaniem chciałem mieć około dziesięć meczów, siedem sparingowych i trzy ligowe, stąd tak intensywne przygotowania w tym roku.

Dziś zawodnicy zmierzyli się z bieganiem i zajęciami na siłowni. Wszyscy dawali z siebie wszystko, choć warunki atmosferyczne uparły się, by możliwie im to utrudnić. Dzielnie zmagał się z nimi także Uros Zorman, który od lipca objął stanowisko drugiego trenera PGE VIVE Kielce, a jednak solidarnie zaliczał z zespołem kolejne okrążenia. Trochę sobie jeszcze pobiegam z chłopakami, ale to już bardziej dla siebie. Uwierzcie mi, jak wczoraj patrzyłem na nich trenujących w hali, uznałem, że naprawdę nie chce mi się już w to bawić! – śmieje się Słoweniec.

Jeszcze dzielniej, bo nie tylko z pogodą, ale i z ograniczeniami własnego organizmu, walczył dziś o poranku Bartłomiej Bis. Obrotowy jest już na ostatniej prostej wielomiesięcznej rehabilitacji, którą przechodzi po zerwaniu więzadła w kolanie. Jak sam przyznaje, sprawność jeszcze nie ta, ale praca wre i być może zawodnikowi uda się wrócić na parkiet już we wrześniu, czyli około dwa miesiące wcześniej niż początkowo zapowiadano.

Będę przychodził na treningi i pracował z zespołem na tyle, na ile będę mógł – zapewnia Bisu – Nie wolno mi wykonywać ćwiczeń, w których następuje nagła zmiana kierunku lub są duże obciążenia. Gdy chłopaki robią coś takiego, ja pracuję indywidualnie z Tomkiem Mgłośkiem. Mam swoje cele na sierpień. Muszę poprawić technikę biegu, bo jak na razie trochę kuśtykam, stawiam dziwne kroki, podświadomie zaburzając wzorzec ruchu. Muszę popracować też nad siłą mięśniową, obudować kolano mięśniami, by było coraz bardziej stabilne. Ten miesiąc będzie długi i ciężki, ale we wrześniu może będę stawiał już pierwsze kroki w obronie.

Największym zainteresowaniem wśród miejscowych dziennikarzy cieszyli się oczywiście nowi zawodnicy. Na pierwszy ogień pod gradobiciem pytań znalazł się Arkadiusz Moryto. O, to chyba ostatnia osoba, z którą porozmawiamy po polsku – żartowali. Figa z makiem! Zagraniczni zawodnicy zaskakiwali, zaawansowanym jak na dwu-, trzydniowy pobyt w Polsce, poziomem polszczyzny. Luka Cindrić, co prawda udzielał wywiadu w towarzystwie doskonale władającego już naszym językiem Filipa Ivicia, ale np. Angel Fernandez popisywał się płynnym liczeniem do dziesięciu oraz znajomością dni tygodnia, a z Artsemem Karalekiem spokojnie można było rozmawiać po polsku. Zawodnik sam mówił po angielsku, ale rozumiał wszystko, co mówiło się do niego w naszym języku.

Przyjezdni chwalili miasto i egzotyczną pogodę. Temperatura jak w Chorwacji! – cieszył się Luka. Kielce to bardzo ładne miasto, małe, więc nie ma korków, to super! – mówił Angel – Dzisiaj jest naprawdę gorąco, bardzo trudno jest trenować, ale w perspektywie sezonu wyjdzie nam to pewnie na dobre. Hiszpan najbardziej rozbawił dziennikarzy swoimi lingwistycznymi popisami. I want to mówić po polsku! Jeden, dwa, csy, ctery, poniesjalek, wtorek, sroda, zwartek, piontek! – wymieniał beztrosko kolejne wyrazy, dobrze się przy tym bawiąc – Będę uczył się polskiego! Za dwa, trzy miesiące, myślę, że już będę śmigał. Sprawdzimy!

Pierwsza połowa zaplanowanych na dzisiaj zajęć upłynęła wszystkim w doskonałych humorach. Przed drużyną jeszcze wieczorny trening w hali przy ul. Warszawskiej, na którym w ruch pójdą piłki. W takim rytmie miną zawodnikom najbliższe dwa tygodnie, a następnie zespół wyjedzie do Kalisza. Do kolegów na razie nie dołączył Mariusz Jurkiewicz, który przechodzi leczenie urazu dłoni w Gdańsku. Więcej informacji o stanie zdrowia rozgrywającego TUTAJ, a o planie sierpniowych przygotowań TUTAJ.

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!