#dD 16: Oni stawiają zawodników na nogi!
03.08.2018, 08:18
#dawajDAWAJ

#dD 16: Oni stawiają zawodników na nogi!

Magda Pluszewska

fot. A. Benicewicz-Miazga

T. Fąfara

P. Ptak

BACKSTAGE: ONI STAWIAJĄ ZAWODNIKÓW NA NOGI

TOMEK I ROBERT - DUET DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Najtrudniejszy w tej pracy jest kontakt z człowiekiem – Tomek, dobrze zbudowany facet o kamiennej twarzy, krząta się po ciemnym pokoju maserów, szukając jakiegoś specyfiku – Jakby nie było, cały czas jesteś w tej samej grupie ludzi, a to przecież kilkunastu charakternych mężczyzn. W końcu zawsze pojawiają się tarcia, napięcia dają o sobie znać, a wtedy trzeba chwilę od siebie odpocząć.

Trzeba to lubić, bo inaczej się tu nie wytrzyma – dodaje Robert z promiennym uśmiechem na twarzy. Mówią na niego Messi, bo wzrostem przypomina argentyńskiego napastnika. No i ponoć ma bajeczną technikę piłkarską.

Jest ranek któregoś dnia roboczego. Za chwilę drużyna rozpoczyna trening. Nagle do pomieszczenia wpadają Mateusz Kus, Karol Bielecki i Krzysiek Lijewski. Od razu rozpierzchają się na różne strony, buszując po pokoju jak małe dzieci, którym udało się pod nieobecność rodziców zakraść do spiżarni. Koza nurkuje do szafki stojącej nieopodal łóżka do masażu, Karol wyciąga coś z regału, a Lijek dopada do różowego shakera, przygotowując sobie jakąś mieszankę na później.

– Co to jest? – pytam z zaciekawieniem.

–  BCAA i glutamina – Lijek podnosi głowę, przyjmując pozę modela z reklamy suplementów diety – Na regenerację i odbudowę zniszczonych włókien mięśniowych po treningu – bezbłędnie recytuje odpowiedź, jakby zaliczał wiersz na ocenę z języka polskiego.

– I to jest nasza edukacja! – zakrzykuje Tomek wymieniając radosne spojrzenia z Robertem.

– Dobrze powiedziałem?! – szczerzy się Lijek.

– Brawo! Jestem pod wrażeniem! Oto przyszły trener, który później będzie uświadamiał swoich podopiecznych!

  • Jak wygląda praca klubowych fizjoterapeutów?
  • Jak przebiega prawidłowo przeprowadzona rozgrzewka piłkarza ręcznego?
  • Co podczas treningów i meczów piją zawodnicy?
  • Jak regenerują się po dużym wysiłku fizycznym?

JAK MATKA I OJCIEC

Tomek Mgłosiek i Robert Dziwoń to bardzo ciekawy duet. Jeden wyższy, o żołnierskiej posturze i energicznym usposobieniu, drugi nieco niższy, wiecznie uśmiechnięty, epatujący dobrą energią. Obaj wybitnie charyzmatyczni i przede wszystkim biegli w swoim fachu. Bez tych dwóch rzeczy, profesjonalizmu i mocnego charakteru, nie mieliby w klubie czego szukać. Choć wydaje się, że to przecież same przyjemności – sauna, masaże, pogawędki podczas zabiegów – praca fizjoterapeuty kieleckiego zespołu to robota dla prawdziwych twardzieli.

„Jeśli nie miałbym charakteru, nie miałbym posłuchu, bez posłuchu nie miałbym autorytetu, zawodnicy nie podporządkowaliby się. Maszeruj albo giń!” – śmieje się Tomek – „Każdy wybiera takie zajęcie, jakie lubi. Jeśli chciałbym zajmować się starszymi ludźmi i mieć spokój, pracowałbym w sanatorium.”

Sami o sobie mówią, że są dla zawodników jak matka i ojciec. Który jest który? „Messi to ojciec, Tomek jest matką” – żartuje Lijek. „Macochą” – poprawia go Tomek. Abstrahując od tego typu szczegółów, rzeczywiście, są zupełnie różni i to jest ich największą siłą. „Dlatego właśnie jesteśmy tu we dwóch. Mamy się uzupełniać, a nie powielać” – kwituje Robert.

NA GRANICACH LUDZKICH MOŻLIWOŚCI

Obaj panowie to fizjoterapeuci, którzy dbają o jak najlepsze przygotowanie organizmów zawodników do ogromnego wysiłku, doświadczanego w trakcie sezonu. „W sporcie bardziej zużywamy swoje ciało niż w przeciętnym życiu, jest ono narażone na więcej kontuzji, bardzo ważny jest więc w naszej pracy aspekt regeneracji” – opowiada Tomek – „Organizm ma swoje granice, a my przecież cały czas pracujemy właśnie na granicach jego możliwości. Musimy pilnować, by je skutecznie przesuwać, by organizm jak najszybciej był znów w stanie podjąć trening, by zagrać mecz w jak najlepszej formie, by nie było destrukcji.”

Temu służy właśnie fizjoterapia, czyli oddziaływanie na organizm bodźcami fizykalnymi, prowadzące do jego regeneracji, czy też odnowy biologicznej. Poza regenerowaniem organizmów zawodników Tomek i Robert zajmują się także rehabilitacją, czyli przywracaniem sprawności narządu ruchu, np. stawów, więzadeł, ścięgien, po kontuzjach. Obu elementów jest w ich pracy mniej więcej tyle samo. „Jeśli jest mniej regeneracji, to jest więcej rehabilitacji i odwrotnie” – mówi Messi. „Nie da się tego wydzielić, przy sezonie takim jak nasz, gdzie jest bardzo dużo spotkań i mamy kadrowiczów, to wszystko idzie równolegle” – dodaje Tomek.

ODŻYWCZE NAPOJE

Tomek i Robert uzupełniają się nie tylko charakterologicznie ale i zadaniowo. Wszystko musi działać jak w zegarku, bo harmonogram jest napięty, zawodników jest wielu, a czasu mało. Gdy rozmawiamy w pokoju maserów Robert akurat przygotowuje napoje na trening.

– Co w nich jest? – pytam.

– To napoje hipotoniczne, które uzupełniają witaminy, pozwalają szybciej przyswoić płyny podczas wysiłku. Są różne, na przykład jedni wolą z mniejszą ilością cukru, inni z większą, mają różne preferencje smakowe.

– Czyli jesteś takim klubowym barmanem?

– Nie, akurat dzisiaj przyszedłem wcześniej, więc ja przygotowuję napoje. Jeśli Tomek jest przede mną, to on zaczyna to robić, wszystkie obowiązki dzielimy między sobą.

Napoje różnicuje się m.in. pod względem pozycji, na jakich grają zawodnicy, ale i intensywności treningu. „Jeśli wysiłek trwa do godziny czasu, to możemy podać im zwykłą wodę” – mówi Tomek – „Im bardziej intensywny trening, tym więcej substancji odżywczych musi być w napoju. Najważniejsze, by napój był izotoniczny lub hipotoniczny, co pozwala na zasadzie dyfuzji szybko uzupełnić to, czego mamy braki, czyli mikro- i makroelementy, które wypacamy. Dodatkowo chcemy zawodnika nawodnić. Pragnienie czujemy dopiero wtedy, gdy mamy 3-5% odwodnienia, więc to już jest niedogodna sytuacja pod kątem regeneracji”.

ROZGRZEWKA WG ZASADY R.A.M.P.

Kolejnym aspektem, o który dbają fizjoterapeuci, jest rozgrzewka, którą akurat zawsze prowadzi Tomek. „Rozgrzewka to przygotowanie zawodnika do wysiłku, więc po pierwsze musimy zwrócić uwagę na to, by każdy staw, każde ścięgno i więzadło było w optymalnym stanie. Zawodnik nie ma nam umrzeć po rozgrzewce, tylko ma się rozgrzać” – mówi Tomek.

Ile takie ćwiczenia powinny trwać? „Kiedyś rosyjska szkoła mówiła, że im dłużej, tym lepiej, czyli nawet pół godziny czy czterdzieści minut. Teraz jest międzynarodowa zasada R.A.M.P., wg której powinna ona trwać do piętnastu minut.” – tłumaczy. Według tego wzorca rozgrzewka składa się z następujących faz:

  1. Raise – wzrost temperatury ciała i tętna,
  2. Activate – aktywizacja kluczowych grup mięśniowych,
  3. Mobilise – mobilizacja bazująca na aktywnym strechingu,
  4. Potentiate – faza nasilenia intensywności.

„Podnosimy temperaturę ciała, mobilizujemy stawy, a później prowadzimy funkcjonalną rozgrzewkę w łańcuchach złożonych, gdzie w tym samym czasie pracuje wiele stawów. Po takiej rozgrzewce zawodnik ma więcej ochoty i energii na właściwy trening” – uzupełnia Tomek – „Oczywiście przed każdym wysiłkiem rozgrzewka jest nieco inna. Przed wysiłkiem biegowym dodajemy element szybkościowy, przed siłownią rozgrzewka jest bardziej statyczna”.

MASAŻE, SAUNA I ZIMNE KĄPIELE

Wreszcie przechodzimy do kwintesencji pracy fizjoterapeutów, czyli manualnej pracy z zawodnikami. „Masaże mogą odbywać się przed treningiem czy meczem i po nich” – wyjaśnia Robert – „Przed treningami rzutowymi i przed spotkaniami przychodzi do mnie zawsze na przykład Krzysztof Lijewski, który ma problem z barkiem, więc woli go trochę bardziej rozgrzać”. „Zgadza się” – mówi Lijek – „Do Messiego zawsze przychodzę przed treningiem, bo potrzebuję dodatkowej stymulacji, by rozgrzać operowany bark”.

Oprócz łóżek do masażu, w czeluściach Hali Legionów kryje się również sauna i mały basen dla zawodników. „Po meczu najważniejsze jest, by usunąć metabolity, czyli substancje szkodliwe z przemiany materii, które zalegają po ciężkim wysiłku. Organizm nie jest w stanie na bieżąco tego wszystkiego ewakuować. W saunie serce zaczyna szybciej pracować, pompować więcej krwi, zaczynamy się pocić i przez skórę tracimy szkodliwe substancje” – tłumaczy Tomek. „Po saunie możemy przeprowadzić masaż, bo mięśnie są już odpowiednio rozgrzane, możemy więc zająć się sednem sprawy” – dodaje Robert.

„ Stosujemy też zimne kąpiele po to, by jak najszybciej obkurczyć naczynia krwionośne, które później się rozszerzają, kurczą i znowu rozszerzają. To tzw. efekt falowy żyły, a powstałą autostradą organizm jest w stanie ewakuować wszystkie metabolity” – opowiada dalej Tomek – „Mamy też masaże podwodne pod ciśnieniem nawet pięciu barów, dzięki temu docieramy bardzo głęboko, a przy okazji jest to przyjemne dla zawodnika, bo jest w wodzie. Gdybyśmy na tą samą głębokość doszli kciukiem, to byłoby to bolesne, w wodzie zabieg jest od razu relaksacyjny”.

Tomek i Robert pełnią również funkcję swoistego sita – filtrują urazy doznawane na co dzień przez zawodników, decydując o tym, którymi mogą zająć się sami, a które należy skonsultować ze specjalistami. „Jeśli chcielibyśmy w sporcie tak urazowym wzywać lekarza do każdej dolegliwości, to on musiałby być z nami dwadzieścia cztery godziny na dobę. My przesiewamy urazy, jeśli coś nas niepokoi, dzwonimy do lekarza albo w ustalony dzień zgłaszamy mu przed treningiem daną sprawę, a on decyduje, co dalej z tym robimy” – wyjaśnia Tomek.

ZAWSZE NA POSTERUNKU

Obaj fizjoterapeuci są z zespołem zawsze, gdy tylko to możliwe. Przed treningami, w ich trakcie i po nich, na meczach, na wyjazdach. „Praca zawodników polega na zdrowiu, na cielesności, fizyczności” – kontynuuje – „Każda chwila, którą można przeznaczyć na ten aspekt, jest dla nas bardzo cenna, a w tak intensywnym sezonie czasu nie ma zbyt wiele. Jeśli zawodnik jest kontuzjowany, nie może normalnie trenować, to spędza te chwile z nami, a wchodzi na boisko tylko na pewne elementy, by stracił jak najmniej zajęć”.

Współpraca z zespołem opiera się przede wszystkim na zaufaniu. Zawodnicy wiedzą, że mogą przyjść do chłopaków z każdym najdrobniejszym problemem i zawsze otrzymają pomoc. „To jest podstawa naszej współpracy, dlatego właśnie jesteśmy jak matka i ojciec” – uśmiecha się Messi. „Zdarza się, że przychodzą do nas zapytać, co mają zrobić ze swoim dzieckiem czy żoną, bo się martwią. Często powtarzamy, że jesteśmy jedną, wielką sportową rodziną i to prawda. Każdy chce dla drugiego jak najlepiej” – dodaje Tomek.

Jak na członków rodziny przystało, Robert i Tomek służą więc zawodnikom nie tylko fizjoterapią ale i zwykłą rozmową, wsparciem. Messi dobrotliwie kiwa głową: „O to w tym wszystkim chodzi. Nie tylko o to, by kogoś uklepać, ugnieść, ale w jakiś sposób po prostu do niego dotrzeć. Częściowo trzeba być psychologiem, trzeba wysłuchać drugiego człowieka…”

„…doradzić, zmotywować” – uzupełnia Tomek, po czym dodaje stanowczo – „Pamiętajmy jednak, że to są zawodowcy, a nie hipochondrycy. Mają ciężką pracę, sport bardzo urazowy. Gdybyśmy my wzięli udział w jednym treningu, na drugi dzień pewnie obudzilibyśmy się i narzekali, ze wszystko nas boli. Oni uprawiają tę dyscyplinę wiele lat, mają prawo odczuwać skutki.”

Jedno jest pewne. Zawodnicy zawsze wychodzą z pokoju maserów pozytywnie naładowani i często do niego wracają. „Oni wylatują stąd jak petarda!” – śmieje się Tomek. A to, że w trakcie krótkiej rozmowy przed treningiem, do pomieszczenia co chwilę wesoło zaglądały kolejne ciekawskie twarze, tylko to potwierdza. Dobrze, że mamy ich w tym zespole.

Tekst pochodzi z szesnastego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ, przygotowanego na mecz ze Spójnią Gdynia (27.02.2018r.).