Bez punktów w Barcelonie
04.11.2018, 20:36
Mecz

Bez punktów w Barcelonie

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Grzegorz Trzpil
  • Foto

Grzegorz Trzpil

W meczu 6. Kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów przegraliśmy na wyjeździe z Barçą Lassa 27:31. Kielczanie mieli w spotkaniu lepsze i gorsze momenty, seriami tracili i zdobywali bramki, a wydawało się, że czasem brakował nam po prostu szczęścia, którym dysponowała Barcelona. Z ośmioma punktami na koncie pozostajemy więc na czwartym miejscu w grupie A. W spotkaniu nie zagrali Bartłomiej Bis, Marko Mamić i Uladzislau Kulesh. W składzie znalazł się Michał Jurecki, ale ze względu na naciągniętą pachwinę, zawodnik nie wyszedł na parkiet.

Barça Lassa – PGE VIVE Kielce 31:27 (14:11)

Barça Lassa: Perez de Vargas, Møller – Mortensen, Tomas, Entrerrios, Sorhaindo, Andresson, Arino, N’guessan, Gomez, Syprzak, Goncalves Dos Santos, Dolenec, Mem, Palmarsson, Fabregas

PGE VIVE Kielce: Ivić, Cupara – Jurecki, A. Dujshebaev, Aginagalde, Jachlewski, Janc, Lijewski, Jurkiewicz, Moryto, Cindrić, Fernandez, D. Dujshebaev, Karalok

Pierwsza siódemka: Cupara – Janc, Lijewski, A. Dujshebaev, Cindrić, Karalok, Jachlewski

Dość nietypowo zaczęli kielczanie, bo z Alexem Dujshebaevem na środku rozegrania i Luką Cindriciem na lewej połówce. Ten ostatni do defensywy zbiegał na pozycję skrajnego obrońcy, tuż obok Mateusza Jachlewskiego, a za Alexa na środek obrony, u boku Arcioma Karaloka, pojawiał się Mariusz Jurkiewicz. Początkowo mieliśmy duże problemy ze skończeniem akcji w ataku, co poskutkowało czterema bramkami z rzędu dla Barcelony i jej prowadzeniem 6:2 po dziesięciu minutach spotkania. Dość łatwo miejsce na kole kielczan znajdował sobie Ludovic Fabregas, z dystansu skutecznie atakowali Dika Mem, N’guessan i Gomez.

Zawodnicy PGE VIVE Kielce długo budowali akcje w ataku pozycyjnym wielokrotnie krzyżując się, zabiegając i podejmując próby wdarcia w strefę Katalończyków. Wkrótce trener Dujshebaev zaczął wpuszczać na boisko kolejnych zawodników. Niestety nadal nie radziliśmy sobie zbyt dobrze w ataku. Co jakiś czas dobre interwencje w bramce odnotowywał na szczęście Vladimir Cupara. Serb jakby trzymał wynik na regulowanej smyczy, którą raz poluzowywał, a raz stanowczo ciągnął do siebie, nie dając mu odbiec zbyt daleko. Na linii siódmego metra nie zawodził Arkadiusz Moryto, a wreszcie w polu obudzili się jego koledzy. W jednej z akcji przepiękną bramkę zdobył Daniel Dujshebaev. Rozgrywającego, niczym w walcu wiedeńskim, zakręcił tuż przed polem bramkowym jeden z obrońców Barcy, a jednak Dani zdołał podczas tego piruetu namierzyć cel i trafić w dziurę obok Pereza de Vargasa. Po serii czterech bramek kielczanie dogonili rywali na 10:11.

W końcówce niestety nie mieli szczęścia, albo obijając słupki albo Pereza de Vargasa. Katalończycy dobrze to wykorzystali w tuż przed przerwą odjechali gościom na trzy trafienia, schodząc do szatni przy prowadzeniu 14:11.

Na początku drugiej połowy Barca realizowała styl gry, przed którym przestrzegali przed meczem nasi zawodnicy. Obrona i kontra – tymi elementami gospodarze obejmowali kontrolę nad spotkaniem. Po siedmiu minutach przegrywaliśmy 14:19. Wtedy Gonzalo Perez De Vargas w dodatku po raz pierwszy obronił rzut karny wykonywany przez Arka Morytę.

Trochę to trwało, ale wreszcie kielczanie zebrali się w sobie! Pojawiło się trochę więcej sprytu i konsekwencji w obronie, Dani Dujshebaev popisał się piękną wrzutką, a za chwilę Luka Cindrić przerwał kontrę Katalończyków i sam pomknął w kierunku ich bramki, zdobywając dwudzieste trafienie dla swojej ekipy. W siedemnastej minucie przegrywaliśmy już tylko 20:22.

Niestety wówczas rozpoczął się początek końca. Rozrzucał się Aron Palmarsson, a w bramce Barcelony „rozbronił” się Perez de Vargas. Gra ewidentnie nam się nie układała, choć nie można odmówić naszym zawodnikom determinacji. Przejawiała się jednak ona w indywidualnych akcjach i dość swobodnych w formie zrywach, wciąż brakowało systematyczności, dokładności, a czasem chyba po prostu szczęścia. Choć po serii czterech trafień kielczanom udało się ze stanu 24:30 dojść do 27:30, czas spotkania nieodwołalnie zmierzał ku końcowi i ostatecznie przegraliśmy z Barceloną 27:31.