#dD 10: Atak pozycyjny z Michałem Jureckim
22.07.2018, 10:12
#dawajDAWAJ

#dD 10: Atak pozycyjny z Michałem Jureckim

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Anna Benicewicz -Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

  • Tomasz Fąfara
  • Foto

Tomasz Fąfara

ZAWODNIK NUMERU: MICHAŁ JURECKI

TAJNIKI GRY: ATAK POZYCYJNY

„Często mówi się, że w piłce ręcznej najważniejsza jest obrona, bo to z niej można skutecznie przeprowadzić kontrę” – mówi Michał Jurecki – „Wiadomo, każdy szuka łatwej zdobyczy bramkowej, szybkich akcji, dzięki czemu nasza dyscyplina jest bardzo dynamiczna. Nie zawsze jednak da się wykorzystać szybki środek czy błędy przeciwnika.” I wtedy dopiero zaczyna się zabawa.

  • JAKIE SĄ NAJWAŻNIEJSZE ELEMENTY ATAKU POZYCYJNEGO?
  • OD CZEGO ZALEŻY STYL ATAKU POZYCYJNEGO DANEGO ZESPOŁU?
  • JAK WAŻNA JEST ROLA ZAWODNIKÓW BEZ PIŁKI?
  • JAK DO GRY W ATAKU PRZYGOTOWUJE SIĘ MICHAŁ JURECKI?

Mogłoby się wydawać, że ostatnimi czasy atak pozycyjny w piłce ręcznej traci nieco na znaczeniu. Coraz większy nacisk kładzie się na szybki środek i kontry, dyscyplina przyspiesza, a akcja toczy się tak prędko, że gdy widz nie podąży od razu za piłką wyrzucaną do przodu przez bramkarza, bo będzie chciał pokontemplować jego widowiskową „cieszynkę”, może się okazać, że właśnie przegapił równie widowiskowe trafienie. „W dzisiejszym handballu bardzo liczy się twarda defensywa i bramkarz, który dobrze broni. Wtedy wykorzystuje się szybkie skrzydła, wymusza się natychmiastowy powrót do obrony, nie ma czasu na rozpaczanie po straconej bramce, bo od razu leci się do ataku” – komentuje Michał Jurecki – „Trzy podania i można już dojść do klarownej pozycji”.

W dalszym ciągu jednak bez ataku pozycyjnego ani rusz. Nawet najlepiej przygotowani kondycyjnie zawodnicy nie przebiegają całego meczu w tę i we w tę, a najskuteczniejsi wreszcie się pomylą w kontrze i trzeba będzie na spokojnie skleić jakąś akcję.

GRA WSTĘPNA, A POTEM IM DŁUŻEJ, TYM LEPIEJ

Nazwa ataku pozycyjnego, jak łatwo można się domyślić, wywodzi się od pozycji zajmowanych przez graczy na boisku. W prostej wersji może być przeprowadzany bez zmian pozycji, w trudniejszej – tej, której obserwujemy na co dzień w zmaganiach zespołów na sensownym poziomie – zawodnicy wymieniają się na swoich „stanowiskach”, zabiegając i krzyżując się ze sobą. „Chodzi o to, by stworzyć koledze z boiska dogodną pozycję do rzutu” – mówi Dzidziuś.

Atak pozycyjny dzieli się na trzy fazy: wstępną, przygotowawczą i atak właściwy. Pierwsza z nich następuje po nieudanym ataku szybkim lub przy celowym przejściu do ataku pozycyjnego. Zespół zajmuje wówczas swoje pozycje, ewentualnie wymienia zawodników, rozpoznaje defensywę rywala i podejmuje decyzję o zagraniu, jakie zaraz wykona. To ten moment, gdy środkowy pokazuje na palcach tajemne znaki, piłka krąży w obiegu stosunkowo powoli, a kibic może namrugać się na zapas, by nie przegapić niczego z tego, co wydarzy się za moment.

W fazie przygotowawczej zawodnicy zaczynają truchtać, biegać, zmieniać pozycje między sobą czy wręcz całe ustawienie na boisku, gdy np. skrzydłowy wbiega na tzw. drugie koło. W ostatnim etapie akcję należy skończyć, czyli wypracować któremuś z kolegów pozycję, z której ten będzie mógł oddać rzut. „Oczywiście może dojść do tego wcześniej, gdy złamie się obronę, ale generalnie, im dłużej rozgrywa się piłkę, tym większa jest szansa, że dalej pozycja będzie jeszcze lepsza” – wyjaśnia Michał.

BRAK ALGORYTMU

Co do zasady, gra toczy się według umówionego wcześniej schematu, w którym każdy z zawodników wykonuje konkretne zadanie. Ustalona jest droga i tempo poruszania się, kierunek podania piłki i sposób rozwiązania sytuacji. Gdyby jednak tak przebiegała każda akcja, to – umówmy się – handball nie wymagałby od graczy zbyt wiele myślenia, bo zawsze przy linii bocznej mógłby stać trener, który po prostu rzucałby nazwę zagrywki i patrzył, jak jego podopieczni automatycznie wykonują kolejne etapy algorytmu. Piłka ręczna nie jest jak algorytm. Jest raczej jak seks – choć teoretycznie wiesz, co robić, a czego unikać, by spektakularnie zdobyć gola, nigdy nie wiesz, jak druga strona zareaguje na konkretny ruch i czasem akcja może zakończyć się wcześniej, niż to było spodziewane.   

 „To normalna rzecz w piłce ręcznej, czasem obrońcy nie zachowają się tak, jak się spodziewaliśmy i trzeba na szybko coś zmienić, np. pobiec prosto, a nie krzyżować się z kolegą” – tłumaczy Michał – „To właśnie charakteryzuje dobrych zawodników. Nie wykonują bezrefleksyjnie tego, czego nauczyli się wcześniej, lecz wykorzystują każdy ruch przeciwnika, dostosowując się do niego. To nawet często się zdarza, bo każdy przygotowuje się do meczu, ogląda wideo. Na początku zespoły trzymają się swoich schematów, ale później jeden z nich widzi, że np. obrona sobie nie radzi, więc coś zmienia. Rywal wtedy też musi dostosować się z zagrywką, by złamać przeciwnika na nowo. My na przykład ostatnio stosujemy obronę 5-1, ale w Aalborgu zupełnie nam ona nie wyszła, więc od razu zareagowaliśmy i zaskoczyliśmy przeciwników systemem 6-0.”

Filary ataku pozycyjnego

ANALIZA PRZY PORANNEJ KAWIE

Michał za podstawę dobrego ataku pozycyjnego uważa analizę wideo. „To, co w ramach analizy pokazuje nam Talant, bardzo często sprawdza się na boisku, w ataku czy w obronie” – zaznacza zdecydowanie – „Ja sam też we własnym zakresie robię taką analizę. Przed meczem oglądam dwa, trzy ostatnie występy rywali. Rozpracowuję nie tylko ich poruszanie się po boisku, ale też np. jakie zwody lubią stosować, jakie rzuty oddawać, czy z wyskoku, czy z biodra, a może koło głowy. To bardzo pomaga”.

Rozgrywający przeznacza na nią swój czas wolny. „Mając dwa mecze w tygodniu, na przygotowanie się do każdego z nich mam średnio około trzech dni. Gdy siedzę w domu, biorę sobie komputer z rana, kawkę do tego i oglądam. Czasem robię to wieczorem, nie mam jakiegoś rytuału. Zwykle córek nie ma wtedy w domu, potrzebuję ciszy, by się skoncentrować. Jeśli jesteśmy na wyjeździe, robię to w autokarze lub w samolocie”.

Ale rywale też robią analizę. Michał przyznaje, że grając w obronie, często po pierwszych ruchach przeciwnika wie, jakiej zagrywki może się spodziewać. Tylko, że jedną zagrywkę można rozegrać na wiele różnych sposobów, a przede wszystkim, jak już zostało wspomniane, można zupełnie odejść od schematu.

JEDNA ZAGRYWKA, WIELE WARIANTÓW

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych zagrywek w piłce ręcznej jest tzw. JUGO, czyli zmiana od piłki środkowego rozgrywającego. „Od piłki” oznacza, że zawodnik biegnie w kierunku przeciwnym do podania. „Jest to w zasadzie wstęp do zagrywki. Środkowy podaje piłkę do prawego rozgrywającego i odchodzi na pozycję lewego, który z kolei nabiega do środka i otrzymuje podanie od prawego. Potem następuje główna część ataku, która ma na celu doprowadzenie do pozycji rzutowej, ale wariantów może być wiele. Środkowy sygnalizuje, który wykonamy” – mówi Dzidziuś – „Innym przykładem znanej zagrywki jest tzw. wyprowadzenie koła. Środkowy wyprowadza obrotowego podając mu piłkę, a on później różnie może się zachować. To samo z wyprowadzeniem skrzydła. Można też na wiele sposobów zrobić tzw. szyję (krzyżówka bocznego rozgrywającego ze środkowym; boczny atakuje pomiędzy drugiego i trzeciego obrońcę, podczas gdy środkowy obiega go, otrzymuje od niego podanie, po czym boczny oddala się na pozycję na wprost centralnego obrońcy – przyp. red.). Taką, że nic ona nie da i gra się dalej, ale i taką, że po kilku ruchach jest już super pozycja do rzutu, np. gdy zawodnik pójdzie mocno na zwodzie albo wyjdzie do góry i ściągnie na siebie obrońców.”

Jeden zespół stosuje mnóstwo różnych zagrań i ich wariantów. „Jest ich bardzo wiele. Zdarza się, że zagrywki są przygotowane tylko na danego przeciwnika, by wykorzystać jego słabe ogniwo w obronie. To nie jest tak, ze przez cały rok gramy to samo. Lekko modyfikujemy atak, by wykorzystać słabości rywala. Po raz kolejny podkreślę: bardzo przydatna jest do tego analiza wideo” – wyjaśnia Michał. Zawodnik na bazie własnego doświadczenia przyznaje, że te same zagrywki w różnych zespołach mogą być różnie nazywane i sygnalizowane. „Czasami trenerzy albo środkowi sami nazywają zagrywkę i trzeba to po prostu zapamiętać” – śmieje się.

Zdarza się też, że niektóre drużyny grają tak charakterystycznie, że pewne akcje otrzymują u trenerów rywali ich nazwy. W Lidze Mistrzów na time-outach czasem można usłyszeć, jak szkoleniowcy każą swoim zawodnikom grać „Veszprem”, „Paryż” czy „Kielce”. Niektóre nazwy wychodzą też z mody. „Na przykład zagranie dwa na dwa z kołowym kiedyś nazywano Litwą, ale dawno już nie słyszałem takiej nazwy” – przyznaje Dzidziuś.

 

TRZEBA WYKORZYSTAĆ ATUTY

Najważniejsze w ataku pozycyjnym jest to, by był dobierany do zawodników, którymi dysponuje dana drużyna. Jeden zespół będzie bazować na szybkości, inny na indywidualizmie, a trzeci na rzutach z dystansu. Jak podkreśla Michał, bardzo ważne jest, by szkoleniowiec dokładnie wiedział, co każdy z jego zawodników robi najlepiej i jaką wnosi wartość dodaną do ekipy. „Nie każemy przecież Urosowi rzucać z dziesiątego metra, gdy mamy Karola. Jako zespół pracujemy na to, by właśnie Karolowi zrobić pozycję, a Urosowi stworzyć warunki do gry jeden na jeden” – wyjaśnia – „Są zawodnicy, którzy w ogóle w ataku za bardzo się nie sprawdzają i grają typowo w obronie, gdzie z kolei są świetni. Moim zdaniem, zdarza się, że trenerzy nie wykorzystują do końca potencjału graczy.”

Michał akurat miał szczęście do trenerów, którzy dawali mu możliwość spełniania się na wielu płaszczyznach. Inną sprawą jest to, że generalnie jest to dość uniwersalny zawodnik, do zadań specjalnych, którego, szczególnie gdy włączy swój bieg terenowy w tank-mode, nic go nie powstrzyma.

„Akurat z tymi trenerami, których miałem, zawsze robiłem to, co umiem najlepiej, czyli grałem na kontakcie. Jak miałem okazję, to oddawałem też rzuty z drugiej linii. Żaden trener mnie nie blokował, nie zabraniał mi wykonywania pewnych elementów. Może dlatego, że potrafię odnaleźć się w każdej sytuacji, grać jeden na jeden, minąć, więc nie miałem czegoś takiego, że któryś mówił mi: Nie rzucaj, nie rób tego, albo rób właśnie to. Wiadomo, gdy grałem  w reprezentacji u trenera Bieglera także na środku, bardziej musiałem się skupić na rozegraniu, dobraniu dobrej zagrywki pod innych zawodników. Z lewej strony miałem Karola, więc musiałem umożliwić mu wykonanie potężnego rzutu, doprowadzić jego do pozycji rzutowej, a niekoniecznie siebie” – wspomina.

Charakterystycznym dla Michała zagraniem jest sekwencja, w której po otrzymaniu piłki wykonuje trzy kroki, następnie wyskakuje, zawisa wysoko w powietrzu, robi kozioł, po czym błyskawicznie opada i po kolejnych trzech krokach oddaje rzut, czasem z wyskoku, a czasem już niemal z parteru, jak obrotowy. „Nie jest to szczególnie trudne, ale nie zawsze mogę to zrobić. Muszę wyczuć moment, gdy obrona idzie do bloku, a ja mogę skozłować i gdzieś tam sobie w nią wjechać. To nie jest coś, co mogę sobie założyć przed akcją. No i nie zawsze wychodzi” – uśmiecha się zawodnik.

Z PIŁKĄ CZY BEZ PIŁKI?

Oglądając mecz piłki ręcznej, intuicyjnie śledzimy przede wszystkim zawodnika z piłką, podczas gdy w tej samej drużynie jest w polu jeszcze pięciu graczy bez piłki. Jak duża jest ich rola w kreowaniu ataku pozycyjnego? „Oj, bardzo duża!” – odpowiada Michał – „Zwłaszcza kołowego, który może podzielić strefę, zrobić zasłonę. Także skrzydłowi wbiegający bez piłki na koło, są bardzo ważni, bo można ich tam dobrze obsłużyć”. Ruch bez piłki jest szczególnie istotny przy agresywnej obronie rywali, takiej jak 5-1 czy 3-2-1. Na kole robi się wtedy więcej miejsca, co wykorzystuje się na zabiegnięcie kołowego, skrzydłowego czy nawet środkowego.

A co przy obronie 6-0? „Na pewno rzut z drugiej linii. Obrona stoi płasko, więc trzeba przeciwników wyciągnąć. Nie zawsze ma się tylu graczy, którzy potrafią dobrze rzucić z dystansu, dlatego liczy się też szybkość w rozegraniu – szybkie puszczanie piłki, szybkie krzyżówki – a także gra obrotowego, który w odpowiednim momencie powinien podsłonić, by szybcy zawodnicy mogli to wykorzystać. Znów: to zależy od zawodników, których ma się do dyspozycji. Niscy zawodnicy potrafią wykorzystać rzut z podłoża, który też zda egzamin”.

MAGIA LICZB

Ciekawą prawidłowością w handballu jest to, że choć wyróżnia się kilka ustawień w ataku, w zależności od ilości zawodników na danych pozycjach, to nie używa się wobec nich określeń numerycznych, pomimo tego, że oficjalnie po cyfrach właśnie się je wyróżnia. W piłce nożnej bardzo często rozmawia się o ustawieniach typu 4-4-2 czy 4-2-3-1. W piłce ręcznej też one istnieją.

Standardową formacją ofensywną jest 2-1-3, czyli dwóch skrzydłowych, jeden obrotowy i trzech rozgrywających, którą praktycznie zawsze zaczyna się atak. Relatywnie często gra się też w systemie 2-2-2, czyli z dwoma obrotowymi. Poza tym, podręczniki wyróżniają ustawienia: 2-0-4 bez obrotowego, a z czterema rozgrywającymi, 1-2-3 z jednym skrzydłowym, dwoma obrotowymi i trzema rozgrywającymi, a ostatnio także 2-2-3 w sytuacji, gdy ściąga się bramkarza, wstawiając dodatkowego atakującego w pole gry.

Dlaczego nie używamy cyferek? „Myślę, że w ręcznej jest tak samo, jak w koszykówce, czyli dlatego, że wszyscy idziemy do ataku i wszyscy bronimy. Bardziej mówi się o ustawieniu obronnym, 6-0, 5-1, 3-2-1 albo nawet każdy swego. To właśnie te symbole można porównać do cyferkowych ustawień w piłce nożnej, a w ataku coś takiego nie funkcjonuje” – wyjaśnia Michał.

Tekst pochodzi z dziesiątego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ, przygotowanego na mecz z Aalborg Handbold (18.11.2017 r.).

dd 10 jurecki