#dD 20/21: Specyfika gry na środku obrony
11.12.2018, 13:03
#dawajDAWAJ

#dD 20/21: Specyfika gry na środku obrony

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Anna Benicewicz -Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

  • Tomasz Fąfara
  • Foto

Tomasz Fąfara

  • Grzegorz Trzpil
  • Foto

Grzegorz Trzpil

„Na boisku masz ręce całe w kleju i tak naprawdę wystarczy, że stoisz obok zawodnika, jego koszulka przyklei ci się do ręki i wygląda to tak, jakbyś go targał za ciuchy” – Koza uśmiecha się niewinnie wzruszając ramionami – „A one ci się tylko przykleiły. Zdarza się, że od razu za takie coś dostaniesz dwie minuty. Z drugiej strony, za co mam złapać rywala na kole? Za włosy nie mogę, za rękę też nie, to łapię go za koszulkę. I on zrobi to samo ze mną, to działa w dwie strony”.

Z daleka może sprawiać wrażenie niedostępnego, szorstkiego gościa, z którym lepiej uniknąć spotkania w wąskiej uliczce, o zmroku. W gruncie rzeczy to jednak bardzo ciepły facet z sympatycznie kąśliwym poczuciem humoru. „Słoweniec szczerzy się w zawadiackim uśmiechu?” – Koza zerka zaczepnie znad gazetki poświęconej Urosowi Zormanowi, czytając na głos ostatnie zdanie tekstu – „Dobra, to wywiad ze mną będzie musiał iść do autoryzacji!”- oświadcza, tłumiąc śmiech.

  • DLACZEGO MATEUSZ GRA W KIELCACH GŁÓWNIE W OBRONIE?
  • DLACZEGO ŚRODKOWI OBROŃCY DOSTAJĄ NAJWIĘCEJ KAR?
  • JAK POWSTRZYMAĆ ATAKUJĄCEGO ZAWODNIKA?
  • CZYM RÓŻNI SIĘ GRA NA ŚRODKU OD GRY NA „DWÓJCE”?
  • NA CZYM POLEGA WSPÓŁPRACA ŚRODKOWYCH I BOCZNYCH OBROŃCÓW?
  • CO WOLNO, A CZEGO NIE WOLNO OBROŃCY?

„Różnie o mnie mówią, ale nigdy nie uważałem, żebym był jakimś strasznym chamem, żebym komuś coś strasznego zrobił” – Mateusz zamyśla się na chwilę – „No dobra, Gorbokowi złamałem nos ostatnimi czasy, to jedno z większych moich przestępstw, ale nikomu nie wyrwałem ręki, myślę, że są gorsi zawodnicy. To jest kontakt, jak idziesz jeden na jeden, takie wypadki są wpisane w grę, natomiast nikomu nie obijam żeber czy nerek. Wszystko dzieje się w dopuszczalnych granicach. Tego ode mnie oczekują w drużynie.”

JESTEM OBROŃCĄ I DOBRZE MI Z TYM

Mateusz Kus, choć, można by rzec, jest w pełni wykwalifikowanym piłkarzem ręcznym, który zarówno w ataku jak i w obronie grać potrafi, w Kielcach przez trenera Talanta Dujszebajewa wykorzystywany jest głównie w defensywie. Dlaczego w ogóle tak się dzieje, że jedni zawodnicy grają i z przodu i z tyłu, a na innych stawia się tylko w ataku lub tylko w obronie?

„Nie można zmienić wszystkich do ataku i do obrony, warunki meczowe na to nie pozwalają.  Zmienianie trzech obrońców to maks, choć każdy chce tego uniknąć i najczęściej zmienia tylko jednego” – wyjaśnia Koza – „W praktyce wybiera się tego, który albo najsłabiej gra w obronie, albo gra na pozycji tego, który najlepiej gra w obronie i ci zawodnicy rotują się między sobą. Bywa też tak, że ktoś mocno wykorzystywany jest w ataku i nie ma siły na to, by na tak wysokim poziomie pracować w defensywie. Zdarza się, że jeśli ktoś gra tylko w ataku, to gra super, a jeśli gra i w obronie i w ataku, to w jednym z tych elementów wypada gorzej.”

Którym z tych przypadków jest Mateusz Kus? „W Kielcach Julen jest o wiele lepszy w ataku, a trener uważa, że jest trochę gorszy w obronie, więc po prostu się uzupełniamy, wymieniając między sobą” – ocenia zawodnik – „Ja zawsze lubiłem grać w obronie, nie postrzegam tego jako kary czy czegoś gorszego. Oczywiście, lubię grać też w ataku, ale jeśli występuję tylko w defensywie, to nie mam z tym problemu. Wolę być dobrym obrońcą niż słabym ogólnym zawodnikiem”.

DINART VERSUS VORI

Wzorem środkowego obrońcy jest dla Mateusza obecny trener i były obrotowy reprezentacji Francji, Didier Dinart. Kto oglądał go w akcji, wie, że gość potrafił niemal wynieść przeciwnika na swoim ciele z szóstego metra na dziewiąty. Raz był tu, raz tam. Szybki jak błyskawica i cwany jak lis. „Didier uwielbiał grać w obronie, to była jego robota” – uśmiecha się Koza – „Umiał przylać tak, że nie dostawał kar, choć czasem oczywiście mu się zdarzało. Nie dość, że grał twardo, to umiał robić to z głową.” 

Są i zawodnicy, którzy głowy zbyt często na boisku nie używają i z premedytacją szukają okazji do nieczystych zagrań. Jednym z graczy okrytych niechlubną sławą jest Igor Vori. „On lubi czasem wbić komuś łokieć, gdy nikt nie patrzy” – przyznaje Mateusz, nakreślając granicę sportowego zachowania na boisku – „Jak masz dwa siniaki na żebrach, to normalne. Złamany nos na przykład, to tak naprawdę jedna z lepszych kontuzji. Nikomu nie życzę, ale nie jest to uraz nogi czy ręki, który przeszkadza ci do końca życia. Dobra, możesz trochę chrapać, albo jak nie jesteś żonaty, możesz mieć problemy w znalezieniu żony” – śmieje się – „Ale następnego dnia możesz już wrócić do gry. Najgorsze sytuacje są takie, gdy np. wyskakuje skrzydłowy, a ktoś go próbuje złapać za rękę z tyłu. To są głupie rzeczy, bo naprawdę można komuś rozwalić bark i sprezentować półroczną albo i dłuższą przerwę”.

KARY, FAULE, WYKLUCZENIA

Obrotowy zaznacza jednak, że obecnie sędziowie są mocno wyczuleni na tego typu zachowanie i coraz mniej tolerują wszelkie przejawy agresji. „Kiedyś było większe przyzwolenie na walkę. To, ile można, często zależy też od tego, kto sędziuje i co to za liga. Na arenach międzynarodowych pozwala się na trochę więcej, niż na polskim podwórku. Poza tym, sędziowie mają swoje preferencje. Jedni uważają, że delikatny kontakt już zasługuje na karę, inni, że musi polać się krew, by wlepić dwie minuty.”

À propos kar, to właśnie środkowi obrońcy dostają ich w meczu najwięcej. Dlaczego tak się dzieje? „Na pewno wynika to z tego, że na środek idzie najwięcej akcji, czyli prawdopodobieństwo kontaktu z zawodnikiem podczas oddawania rzutu jest największe” – wyjaśnia Koza – „Tam jest po prostu najwięcej walki. Poza tym rozgrywający są też nastawieni na to, żeby nas wykluczyć, osłabić drużynę. Zdarza się każdemu, ciężko jest w obronie walczyć tylko blokiem, nie dotykając zawodników.”

Oczywiście, faul to często również konsekwencja błędu obrońcy. Mateusz na własnym przykładzie prezentuje taki mechanizm. „Nigdy nie potrafiłem powiedzieć sobie: dobra, już przegrałem, niech rywal sobie idzie. Zawsze walczę do końca, co czasem obraca się przeciwko mnie. Jeśli środkowy mi ucieka albo kołowy złapie piłkę, wszyscy mi mówią: zostaw go, a ja i tak do końca próbuję mu przeszkodzić. Tak już mam.”

PRZYZWYCZAJENIA ŚRODKOWYCH OBROŃCÓW

Tego typu błędy częściowo mogą także wynikać z nawyków, które uwidaczniają się po przesunięciu środkowego obrońcy na „dwójkę”. Choć wydawać by się mogło, że to zmiana o ledwie kilka metrów i nadal po prostu trzeba bronić dostępu do bramki, to jednak zadania środkowych i bocznych obrońców nieco się od siebie różnią.

„Gra na każdej pozycji obronnej jest specyficzna i to widać, jeśli na przykład przesuniemy środkowego obrońcę na pozycję numer dwa. Wychodzą wtedy pewne przyzwyczajenia środkowego i dochodzi do błędów” – mówi Koza – „Środkowi obrońcy przyzwyczajeni są do tego, że przeciwnicy „naganiani są” do środka, a oni mają za zadanie łatać dziury, wszystkich powstrzymać. Na drugim w obronie ja mam tendencję do zbytniej pomocy środkowemu, bo właśnie za bardzo zamykam do środka i najczęściej mój zawodnik ucieka mi na zewnątrz. Staram się nad tym pracować, ostatnio trochę więcej gram na drugim w obronie, ale ciężko wyplenić takie przyzwyczajenia. Najwięcej akcji przechodzi przez środek, więc jest tam najwięcej pracy, nie ujmując oczywiście pracy na „dwójce” czy na skrzydle. Między środkowymi lub między środkowym a drugim obrońcą często jest także obrotowy rywali, więc gra się w osłabieniu liczebnym, dwóch na jednego, lub trzech na dwóch i trzeba sobie z tym radzić”.

STRONA ROBI RÓŻNICĘ

Mateusz Kus zdecydowanie lepiej czuje się na środku, aniżeli z boku. Podobnie, jak Mariusz Jurkiewicz, który w pierwszym numerze #dawajDAWAJ opowiadał o specyfice gry na pozycji drugiego obrońcy i zaznaczał, że jest duża różnica w ustawieniu „na dwójce” po lewej i po prawej stronie, tak i Koza przyznaje, że na środku również strona robi różnicę.

 „Jestem bardziej przyzwyczajony do tego, że atakuje mnie praworęczny. Gdy jestem z drugiej strony, dochodzi leworęczny, a wtedy inaczej trzeba się nastawić na rękę, na rzut, zawodnicy robią zwody w drugą stronę” – tłumaczy –„Mamy też takie zasady, że bardziej bronimy w silniejszą stronę rywala, czyli np. idziemy w prawo, a odpuszczamy w lewo. Jeśli więc zmienimy stronę, to wszystko się miesza, a tu nie ma czasu na myślenie. Działasz szybko, na naturalnych instynktach i wtedy najczęściej można popełnić błąd. Ja właśnie jestem przyzwyczajony do grania z prawej strony, ale trener często rotuje nami na treningu. Zmieniam się z drugim środkowym, bronię na „dwójce”, bo jeśli robimy zmiany do obrony, to mnie najbliżej jest stanąć właśnie tam, a ten który jest drugi, przesuwa się na środek. Zmieniamy się dopiero wtedy, gdy jest chwila oddechu, a piłka pójdzie gdzieś na drugą stronę.”

KAŻDY ZAWODNIK JEST ŚRODKOWEGO

Inaczej też wygląda praca na środku w zależności od tego, kto stoi obok, na „dwójce”. „Z każdym zawodnikiem mamy swoje umowy, np. z Krzyśkiem Lijewskim wzajemnie „napędzamy” sobie rywali.  Jeśli gram z Blazem Jancem czy Alexem Dujshebaevem, którzy są troszeczkę mniejsi i słabsi fizycznie, to oni są wysunięci, zamykają zawodnika wysoko, a ja się bardziej martwię o koło, żeby oni nie dostali zasłony, bo z kołowym mieliby mniejsze szanse”.

Skoro już o wysunięciu mowa, zwróćmy uwagę na to, że ostatnimi czasy kielczanie coraz częściej używają obrony 5:1, która dla środkowych obrońców jest dużo trudniejszą formacją niż klasyczne 6:0.

„Najłatwiej jest grać 6:0, bo partnerzy są bliżej, więc jest mniej miejsca dla zawodników atakujących” – wyjaśnia Mateusz – „Gdy gramy 5:1, ja jestem sam na środku, „dwójki” są daleko ode mnie, „jedynki” jeszcze dalej. Jest strasznie dużo roboty i śmiejemy się z chłopakami, że co by się nie działo, każdy zawodnik jest środkowego. To na pewno jedna z gorszych obron dla zawodników na mojej pozycji.”

ZAMYKAJ OCZY I SKACZ!

Z poziomu ustawienia zejdźmy teraz niżej, do indywidualnego warsztatu zawodnika. Jako obrońca, Mateusz albo wchodzi w kontakt z rywalem, albo broni dostępu do bramki blokiem, gdy rzut oddawany jest z dystansu. „Blok to zdecydowanie jeden z moich mankamentów” – przyznaje Koza. „Wynika to z tego, że gra blokiem zawsze była dla mnie ostatecznością, gdy się spóźniłem, nie wyszedłem odpowiednio i nie powstrzymałem zawodnika. Tak mnie nauczyli, mówili: wtedy skacz do bloku, zamykaj oczy i staraj się coś tam bramkarzowi zasłonić” – śmieje się – „Nie no, nie zamykam oczu, ale rzuty są tak szybkie, że ciężko ocenić gdzie zawodnik prowadzi rękę, a gdzie ty masz wsadzić swoje. Dużo rozmawiałem na ten temat ze Sławkiem Szmalem, staramy się współpracować, choć Sławek liczy na palcach moje bloki. Umawiamy się, bym zasłonił przynajmniej jeden róg, a on to widzi i stara się iść w drugi.”

W tym miejscu zwróćmy uwagę na ułomność sportowych statystyk, które czasem zupełnie nie odzwierciedlają wkładu defensorów w skuteczność obrony, którą mierzy się najczęściej ilością bloków lub przechwytów, a tych czasem obrońca w ogóle nie ma na koncie. „Można by wtedy mówić, że przez cały mecz nic nie zrobiłem dla zespołu. A blok nie zawsze jest najważniejszy, czasem wystarczy, że zasłonię jeden róg, a bramkarz złapie piłkę w drugim. Połowa zasługi jest wtedy dla mnie. Z drugiej strony, jeśli piłka pójdzie po rękach obrońcy, a bramkarz ją złapie, to nie liczy mu się to jako interwencja. Trochę to bez sensu.”

BARK CZY BIODRO?

No dobrze, ale gdy zawodnik jednak nie oddaje rzutu z dystansu, lecz podchodzi bliżej, blok na nic się zda. „Ogólnie są takie zasady, że po przejściu dziewiątego metra przez rywala, gra się kontakt” – wyjaśnia Mateusz – „Jeszcze z dziesięć lat temu najczęściej stosowało się wtedy klincze. Szło się jeden na jeden i spawało gościa  w imadło. Teraz jednak rzadko się to zdarza, zawodnicy starają się od nas uciekać jak najdalej i tym nas gubią.”

Według podręczników do nauczania piłki ręcznej, zgodnych z metodyką EHF-u, w momencie dojścia do rywala, należy zdecydowanie zaatakować rękę z piłką (a nie piłkę, bo trudno to wykonać), a druga ręka obrońcy powinna znaleźć się na przeciwnym do ręki rzutowej barku atakującego. W szkołach jednak często uczy się dzieci ułożenia drugiej ręki nie na barku, a na biodrze rywala. Jak to jest w praktyce? „W praktyce ta druga ręka często ląduje na twarzy” – uśmiecha się Koza – „Szczerze mówiąc, trudno pójść z nią na bark, bo łatwo jest się minąć, trafić w okolice szyi, a nawet jak się trafi w bark, to ręka może się ześlizgnąć i to od razu będzie kara. Ja też jestem nauczony, by łapać za biodro, myślę, że to daje większą kontrolę na zawodnikiem. Ale teraz gra jest tak szybka, a zawodnicy tak zwinni, że w ogóle rzadko udaje się kogoś tak złapać.”

Vademecum obrońcy wg Mateusza Kusa

SIATKARZ, ZAPAŚNIK I SZACHISTA

To jak sobie z takimi zawodnikami radzić? „Ha! No właśnie!” – Koza wychyla się krześle, żywo gestykulując rękami – „Najczęściej środkowi obrońcy mają spore gabaryty, czyli są wolniejsi, a środkowi rozgrywający to coraz częściej skróty po 1,5 m, których największym atutem jest szybkość, czym nadrabiają swój brak siły. Najważniejsza jest więc pozycja wyjściowa, by „zaganiać’ sobie zawodnika konkretnie w daną stronę. Jeśli stoi się dokładnie naprzeciwko niego, to on ma do wyboru pójść albo w prawo, albo w lewo, a reakcja obrońcy zawsze jest spóźniona. Powinniśmy więc być o krok przed nim, bo na szybkości rzadko można kogoś takiego wyprzedzić. Przesuwamy się więc bardziej na rękę, uzyskując przewagę. Ale to wszystko jest teoria, gdyby to było tak proste, to nie bramki ze środka w ogóle by nie padały.”

Cały czas musimy pamiętać też o tym, że środkowy obrońca, poza śledzeniem ruchu piłki przed sobą, musi uważać na, biegającego mu gdzieś za plecami, obrotowego. Z racji tego, że zmysł wzroku w tym przypadku zawodzi, bo niestety nie mamy oczu jak kameleon, który jednocześnie może patrzeć w dwie różne strony, trzeba zdać się bardziej na dotyk i orientację przestrzenną. „Lubię czuć obrotowego, wiedzieć dokładnie, gdzie on jest. Najgorzej, gdy nie masz pojęcia, gdzie jest, myślisz sobie: Aaa, to pewnie go nie ma. A on czai się gdzieś z tyłu. Najlepiej jest więc mieć go na plecach, cały czas go czuć.”

Jak widać, warsztat środkowego obrońcy to bardzo skomplikowana sprawa. Trzeba być silnym i mocno pracować na nogach jak zapaśnik, wysoko skakać do bloku niczym siatkarz i przy tym wszystkim starać się przewidywać ruch przeciwnika jak rasowy szachista. „Jest wiele elementów siłowych, nogi są tak naprawdę ważniejsze, niż ręce, trzeba się poprzepychać, poprzewracać” – wymienia Mateusz Kus – „Przede wszystkim jednak po prostu trzeba to lubić” – kwituje.

Tekst pochodzi z podwójnego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ 20/21, przygotowanego na mecze z Sandrą SPA Pogoń Szczecin i Gwardią Opole (17 - 20.03.2018r.).

#dawajDAWAJ nr 20/21