Hiszpańskie święta Julena, Angela, Alexa i Daniego
24.12.2018, 09:50
News Poza boiskiem

Hiszpańskie święta Julena, Angela, Alexa i Daniego

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

Kieleccy Hiszpanie opowiadają o tym, jak spędzą święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok i święto Trzech Króli. Kto na Wigilii je ślimaki, kto bierze udział w noworocznym wyścigu, a kto najlepiej z gwiazdkowych prezentów wspomina playstation? Alex i Daniel Dujshebaev, Angel Fernandez oraz Julen Aginagalde przybliżają świąteczne tradycje w ich kraju.

– Jak byłem mały, dostałem na święta koszulkę Real Sociedad – Julen zamyśla się na chwilę, jakby przywołując w pamięci moment odpakowywania skrzętnie owiniętego w kolorowy papier prezentu – Mama zrobiła mi psikusa, powiedziała, że w tym roku nie ma pieniędzy i dlatego dostanę po prostu jakąś koszulkę. Ja trzymam tę paczuszkę w rękach, otwieram ją, a tu.. TA koszulka! To najlepszy prezent, jaki dostałem!

Prezenty to immanentny element hiszpańskiego okresu świątecznego, choć jak się okazuje, niekoniecznie samych świąt Bożego Narodzenia i raczej nie Wigilii, jak to jest w Polsce.

– Według baskijskiej tradycji prezenty dajemy sobie 25 grudnia, rano, tak jak w Stanach – mówi Julen – ale też 6 stycznia, w święto Trzech Króli.

– Angel, a jaki prezent świąteczny Ty wspominasz najlepiej? – Angel nadstawia ucha na zadane w języku polskim pytanie, a Julen asekuracyjnie tłumaczy skrzydłowemu jego treść na hiszpański. Ten, z kolei po angielsku, odpowiada bez zastanowienia:

– Rower! Jak byłem mały, marzyłem o rowerze. Co ciekawe, był żółty, bo żółty to mój ulubiony kolor – śmieje się Hiszpan.

No, to z barwami klubowymi trafiliśmy idealnie. Do rozmowy dołącza Dani.

– A dla mnie w święta najważniejsze jest bycie z rodziną. To dla mnie największy prezent – uśmiecha się starszy z braci Dujshebaevów. Koledzy taktownie tłumią śmiech.

– Dobra, dobra, powiedz, że playstation! – wykrzykuje Julen.

Dani waha się przez chwilę kręcąc szyją, jakby chciał narysować w powietrzu przewróconą ósemkę, ale w końcu ulega presji.

– No dobrze, może playstation – szczerzy się – Często grywamy z Alexem i na któreś święta dostaliśmy je, było super!

O wilku mowa. Alex właśnie wędruje ku nam z szatni. Siedzimy na trybunach Hali Legionów przed jednym z ostatnich listopadowych treningów kielczan.

– Alex, teraz Ty! Jaki świąteczny prezent sprawił Ci najwięcej frajdy? – rozgrywający dostaje pytaniem w twarz, gdy tylko zbliża się wystarczająco blisko, by usłyszeć nasze głosy.

– No… nie wiem… – zastanawia się przez chwilę, powoli pokonując kolejne stopnie. Dochodząc do odpowiedniego rzędu, spogląda na brata – Playstation?

Hiszpanie wybuchają śmiechem. Rozmowa o świętach przebiega w nadspodziewanie ciepłej atmosferze. Zawodnicy z ekscytacją dzielą się swoimi wspomnieniami z tego okresu, wymieniają poglądy i sami siebie zaskakują tradycjami charakterystycznymi dla ich domów. Widać, że święta to dla nich naprawdę ważny czas, w którym mogą naładować mocno wyeksploatowane sezonem baterie i spędzić piękne chwile z rodzinami, z którymi tak rzadko się widują.

– Dużo ludzi mówi, że nie lubi świąt, a ja je uwielbiam! – mówi Julen – Ja zresztą urodziłem się w grudniu, to fajny czas. U mnie akurat nie ma może zbyt dużego świętowania, szczególnie 24 i 25, zdecydowanie więcej uwagi poświęcamy sylwestrowi i świętu Trzech Króli.

– Ale zanim jeszcze przyjdą święta, w Hiszpanii macie pewne wydarzenie, które przykuwa wzrok całej Hiszpanii, prawda? – pytam.

– Tak, Loteria de Navidad! To taka wielka, ogólnopaństwowa loteria, która odbywa się 22 grudnia, ale ja nie wiem o co z tym chodzi, serio! Chyba ludzie w tygodniu przed świętami dostają jakieś ekstra pensje i za nie kupują losy! – śmieje się obrotowy.

– Ja nie kupuję, nie ma szans wygrać! – dołącza Angel.

– Mój brat ze swoim zespołem kupują taki los, bo to właśnie raczej na tym polega – wyjaśnia Julen – losy są drogie, więc kupuje się je grupowo, np. ja zrzucam się z przyjaciółmi.

– A jakie jeszcze tradycje okołoświąteczne praktykowane są w Hiszpanii?

– W moim regionie mamy silnie zakorzenioną tradycję kolędowania – Julen doskonale sprawdza się w roli wodzireja tej pogawędki – Chodzimy po domach, śpiewamy, domownicy dają nam za to coś do picia albo drobniaki, które zbieramy i za to robimy kolację. Ja długo sam tak chodziłem ze znajomymi, to była świetna zabawa! Od kilku lat już tego nie praktykuję. Mamy też Olentzero, czyli baskijską wersję Św. Mikołaja.

– To taki grubszy pan, ubrany w łachmany i lubiący sobie popić?

– Zgadza się! – cieszy się Julen – Mój brat, w ostatnie święta, przebierał się za Olentzero, jeździł nocą po domach w swoim miasteczku i rozdawał prezenty.

– A w mojej wiosce, Astillero, wspólnie z rodziną i przyjaciółmi bierzemy udział w popularnym wyścigu, ale do dopiero w Sylwestra – wtrąca Angel – Trzeba poprzebierać się w jakieś dziwne, śmieszne stroje!

– U nas też ważniejszy jest Nowy Rok i Święto Trzech Króli, gdy po całej Hiszpanii chodzą orszaki, rozrzucając dla dzieci wokół karmelowe cukierki – opowiada Dani – Sylwestra świętujemy razem z rodziną.

– I na imprezę idziecie razem?! – dopytuję zdziwiona.

– Nie, nie! – śmieje się Alex – Na samą imprezę już ze znajomymi, ale 31 grudnia spędzamy razem. Mamy taki zwyczaj, że o północy na każde wybicie zegara…

– Ding! Ding! – Julen świetnie się bawi imitując zegar.

– …trzeba zjeść jedno winogrono. W sumie dwanaście. Tak na szczęście. – kończy Alex.

– A impreza kończy się śniadaniem, na którym koniecznie trzeba zjeść churros! – wykrzykuje Angel.

– Albo zupę czosnkową… – wtrąca Julen ironicznie, a wszyscy wybuchają śmiechem. Chyba dobrze znają tę historię – Kiedyś śniadanie jadłem u mojego znajomego i on akurat miał tradycję jedzenia na śniadanie zupy czosnkowej, która wyglądała jak… piwko! Serio! No to wziąłem i wlałem w siebie to piwko. Szybko zorientowałem się, że coś z nim nie tak!

– A propos jedzenia, to co w ogóle jecie na kolacji wigilijnej?

– Ślimaki! – wykrzykuje Julen.

– Tak – przytakuje Angel.

– Serio? Alex, Daniel, wy też?

– Nie, my nie – śmieje się Alex – Ale na stole są krewetki, w ogóle owoce morza, do tego szynka, dużo, dużo różnych potraw.

– A o której zaczynacie kolację, bo chyba dużo później, niż my w Polsce?

– Ok 21, 22 – odrzeka Julen.

– U mnie o 22 – mówi Angel – jemy, rozmawiamy, a później gramy w gry, np. Bingo czy gry karciane.

– A u nas tak gdzieś o 21:30 – uzupełnia Alex – Do północy spędzamy czas z rodziną, a później wychodzimy ze znajomymi.

– Tak, tak, po północy wychodzi się na imprezę – dopowiada Julen – Ja tak kiedyś chciałem wyjść ze znajomymi, pojechałem do domu przebrać się i… obudziłem się następnego dnia rano śpiąc na łóżku w tym samym ubraniu.

Pozostali ponownie wybuchają śmiechem. Ależ imprezowicz z tego naszego Julena! I jaki gawędziarz. Po chwili na przyjacielską szyderę z kumpla, Alex, Dani i Angel poklepują go po ramieniu, a Julen odrobinę poważnieje i podsumowuje święta jednym zdaniem.

– Na co dzień jesteśmy tak daleko, a najważniejsze jest bycie z rodziną, dlatego uwielbiam wracać do domu na święta.