Pierwszy dzień Turnieju Przyjaźni dla Węgrów!
21.03.2019, 16:16
News Młodzież

Pierwszy dzień Turnieju Przyjaźni dla Węgrów!

  • Karolina Zielonka
  • Tekst

karolina zielonka (1)

  • Sebastian Kozubek
  • Foto

Sebastian Kozubek

  • Anna Benicewicz-Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

Pierwszy dzień zmagań polsko-węgierskiego Turnieju Przyjaźni rozpoczął się od spotkania pomiędzy węgierskim Pick Szeged a Orlenem Wisłą Płock. Najpierw wysoką przewagę wypracował Pick, roztrwonił ją pod koniec pierwszej połowy, znów ją podwyższył, by na koniec ponownie grać na styku i walczyć do ostatnich sekund o triumf. Mecz pomiędzy gospodarzami, PGE VIVE Kielce, a Telekomem Veszprem okazał się być niestety przesądzony już od pierwszych minut. Kielczanie próbowali za wszelką cenę nawiązać walkę z Węgrami, lecz ta sztuka nie udała im się.

PGE VIVE Kielce – Telekom Veszprem 24:32 (8:13)

PGE VIVE Kielce: Wałach, Kuczkowski – Urbanowski, Szyc, Fąfara 2, Murzec 2, Wójcik 1, Surgiel, Kordos 2, Mazur, Cender, Szaniawski 1, Włodarski 11, Cieszkowski, Balawejder, Zdziech 5, Pinda

Telekom Veszprem: Nagy, Palasics – Szava, Markovics, Nkousa 1, Bakos 4, Szranka 1, Kohegyi 1, Czegledy 2, Csanyi 1, Hornyak 6, Melnyicsuk 3, Krucz 3, Szuharev 2, Dobi 2, Bendicsek 6

Spotkanie lepiej rozpoczęli Węgrzy. PGE VIVE nie potrafiło przełamać ani szczelnej obrony, ani pokonać bramkarza Kristofa Palasics. Obijali słupki, nie trafiali w światło bramki lub podawali piłkę bezpośrednio w dłonie przeciwnika. Gdy Veszprem zdobyło cztery trafienia z rzędu, których autorami byli Bence Hornyak i Laszlo Czegledy, trener gospodarzy poprosił o czas. Okazało się to być dobrym ruchem, gdyż kielczanie za sprawą Michała Włodarskiego zdobyli swoje drugie trafienie. Na tablicy wyników widniała już siedmiobramkowa przewaga na korzyść Telekomu Veszprem. Wtem, jakiś pozytywny impuls natchnął PGE VIVE i szybko, w zaledwie trzy minuty, po rzutach Filipa Zdziecha i Michał Murzec, gospodarze zniwelowali straty do pięciu trafień 6:11. Sytuację próbował ratować nasz bramkarz, Miłosz Wałach, który odbił trzy, bardzo ważne piłki, lecz jego koledzy w ataku nie wykorzystali szansy na zmniejszenie strat. Pierwszą część spotkania zakończył rzut wolny bezpośredni dla Veszprem, jednak goście go nie wykorzystali.

Włodarski show! Tak można było nazwać drugą część spotkania. „Włodek” na kole był nie do pokonania. Rozpychał się łokciami na linii szóstego metra, walczył o każdą piłkę i wykorzystał wszystkie szanse jakie nadarzyły mu się na zdobycie bramki, zarówno w ataku jak i w rzutach karnych. Nie udałoby mu się to bez pomocy kolegów z zespołu, którzy swoimi podaniami przyczynili się do jego celnych rzutów. Kielce posiadały mocnego zawodnika na linii bramkowej, a w Telekomie Veszprem brylował Akos Bendicsek  – zdobywca sześciu bramek. Do niecodziennej sytuacji doszło w czterdziestej minucie spotkania. Sędziowie podyktowali rzut karny dla PGE VIVE. Miał go wykonać Filip Zdziech, który najpierw trafił w słupek, złapał piłkę, obił poprzeczkę i znów sędziowie zadecydowali o kolejnym rzucie z siedmiu metrów. Niestety, mimo ogromnych chęci i starań, nasza drużyna nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej węgierskiej maszyny. 

Byliśmy na początku trochę zestresowani - skomentował po meczu trener PGE VIVE Kielce, Aleksander Litowski - Zrobiliśmy za dużo błędów na początku spotkania i to później odbiło się na wyniku. Graliśmy z Veszprem w styczniu, przegraliśmy ponad dziesięcioma trafieniami, więc możemy powiedzieć, że teraz poszło nam lepiej. Ekipa z Węgier jest mocniejsza fizycznie niż my, gra mocniej w ataku i obronie. To dało im ogromną przewagę. Jutro zrobimy wszystko, aby wygrać mecz z Płockiem.

Pick Szeged – Orlen Wisła Płock 32:31 (15:14)

Pick Szeged: Marczika, Gemes – Lorincz 6, Jozsa 1, Csiki 4, Nagy 3, Serfozo 5, Rea 2, Bajusz 5, Balan, Kurai, Tokes 5, Oltvanyi 1

Orlen Wisła Płock: Więckowski – Zagroba 1, Lemanowicz 2, Goleniewski 1, Pedryc 1, Petyn, Fuksiński, Fabianowicz 2, Grabowski, Ziemiński 3, Kowalski 5, Czapliński 5, Stawecki 1, Zadrożny 2, Jankowski 4, Ludwiczak 1, Glinka 3

Mecz lepiej rozpoczęła ekipa z Segedynu. Po dwóch indywidualnych akcjach Norberta Balana, Węgrzy wyszli na prowadzenie 4:1. Bardzo dobra dyspozycja ich bramkarza Barnabasa Marczika, pozwoliła im na wypracowanie jeszcze wyższej zaliczki bramkowej. Marczika wybronił trzy rzuty z rzędu, a jego koledzy z zespołu zakończyli celnie wszystkie kontry. Wówczas ujrzeliśmy wynik 9:4. Mogło się wydawać, że mecz został już przesądzony, jednak płocczanie, po udanych interwencjach swojego bramkarza, zmobilizowali się do walki i w zaledwie dwie minuty, zniwelowali straty. Bramkę przeciwników bombardował Szymon Ludwiczak oraz Jakub Glinka. Golkiper Picku dosłownie dwoił się i troił. Podczas jednej z interwencji rzucił się w stronę piłki niczym rasowy bramkarz piłki nożnej, gdy rzut został skierowany w samo okienko bramki. Niestety, jego powietrzne akrobacje nie przyniosły efektu i po trzydziestu minutach Pick prowadził zaledwie jednym trafieniem.

Druga część spotkania okazała się być prawdziwą wojną nerwów. Rozpoczęła się od parady obron w wykonaniu obu bramkarzy, Barnabasa Marczika z Węgier i Wiktora Jankowskiego z Płocka. Przez trzy minuty bramkarze zamurowali przestrzenie pomiędzy swoimi słupkami, tak szczelnie, że nikt nie mógł przebić tych murów. Potem nastąpiła gra bramka za bramkę. Trwała ona przez blisko dwadzieścia minut. Została przerwana przez zawodnika Picku Szeged – Marcela Lorincza, który wykorzystał dwa rzuty karne, zdobył jedno trafienie z akcji i znów prowadzenie objęła węgierska drużyna. Pięć trafień na korzyść podopiecznych Petera Velky, trzy minuty do końca meczu. Wydawać się mogło, że wszystko jest już jasne, jednak ekipa z Płocka znów udowodniła, że walczy do końca. Bramkarz Picku został ponownie postawiony pod ostrzałem płocczan. Nie udało mu się odbić żadnego rzutu, co spowodowało, że trzydzieści sekund przed końcową syreną, jego zespół prowadził zaledwie jedną bramką. Polacy stanęli przed szansą na wyrównanie, niestety nie wykorzystali jej i ponieśli minimalną porażkę, 31:32.