Michał Jurecki: Chciałbym wprowadzić do zespołu spokój
28.05.2019, 17:09
Wywiad FINAL4

Michał Jurecki: Chciałbym wprowadzić do zespołu spokój

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

pluszewska 2

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

Już tylko niespełna cztery doby pozostały nam do pierwszego meczu VELUX EHF FINAL4, w którym zmierzymy się z węgierskim Telekomem Veszprem. Od jego rezultatu zależeć będzie to, czy dane będzie nam powtórzyć sukces z 2016 roku. Choć Michał Jurecki nie będzie mógł pomóc kolegom na boisku, to jednak będzie blisko zespołu, gotów pomagać mu w każdej chwili. Kapitan drużyny podczas tych intensywnych dni w Kolonii chce przede wszystkim wnieść do drużyny PGE VIVE Kielce spokój.

 

PGE VIVE Kielce: Nie będziesz mógł pomóc kolegom na boisku w Kolonii, ale będąc z drużyną na miejscu nadal będziesz jej bardzo ważnym ogniwem. Jak możesz pomóc chłopakom poza boiskiem?

Michał Jurecki, kapitan PGE VIVE Kielce: Przede wszystkim nie chciałbym im przeszkodzić. Jeśli chodzi o rozwiązania taktyczne czy to, co będzie działo się w szatni, mogłoby się zdarzyć, że mój wpływ byłby negatywny. Przy takich meczach jest dużo emocji, dużo informacji, naprawdę dużo się dzieje. Wolałbym spokojnie do tego wszystkiego podejść i wprowadzić do zespołu spokój, a nie dodatkowo go pobudzać.

Ty i spokój? To chyba nie idzie w parze.

Jeśli trzeba, to potrafię być spokojny (śmiech)! Wiem, ze jestem znany z żywiołowości, zwłaszcza na boisku, ale na co dzień staram się być zupełnie inny. Kiedyś mi to ciężko wychodziło, ale teraz wydaje mi się, że już lepiej kontroluję emocje.

To chyba nie dotyczy meczów, bo jak obserwuję Cię na ławce za zawodnikami w Hali Legionów, to co chwilę wstajesz, gestykulujesz do kolegów lub sędziów.

Tak, na meczach reaguję jak prawdziwy kibic (śmiech)! To dlatego, że na boisku nie mogę się wyszaleć, więc próbuję dać upust emocjom w inny sposób. Bardzo przeżywam wszystkie spotkania i mogę zdradzić, że mecz w Paryżu był dla mnie bardzo ciężki. Drugiej połowy praktyczne nie oglądałem, siedziałem z boku i słuchałem! Na szczęście chłopaki spisały się na medal!

Czego spodziewasz się w półfinale z Veszprem?

Na pewno wiele osób będzie mówiło, że to jakiś rewanż za 2016 rok, ale my do tego tak nie podchodzimy. Sporo się zmieniło, teraz to są dwie różne drużyny i dwie różne historie. Jeśli chodzi o nas, to za nami duże zmiany kadrowe. Wtedy było wielu doświadczonych zawodników, teraz jesteśmy w przebudowie. Mamy wielu młodych, utalentowanych zawodników, którzy w trakcie sezonu już pokazywali się z bardzo dobrej strony. To zaowocowało awansem do Final4, a pamiętajmy, że ta drużyna nie była przecież budowana na to, by w tym roku awansować, ale by w kolejnych latach cyklicznie dochodzić bardzo daleko. Jeśli chodzi o Veszprem, to oni mieli swoje problemy. Zakontraktowanie Vranjesa i potem zwolnienie go, takie przejścia z trenerami to nie jest nigdy łatwa sprawa dla samych zawodników. W tym roku nie mieli też wyśmienitego początku, ale awansowali i to dla nich sukces. Grupa wybacza błędy, ale play-offy już nie, można się potknąć, ale od razu trzeba to odrobić w kolejnym meczu.

A VELUX EHF FINAL4 wybacza?

Turniej trwa dwa dni. Jak złapiemy dobry wiatr w żagle, to może nas on daleko ponieść. Talant zawsze powtarza – i ma rację – że trudniej jest się dostać do Final4 niż Final4 wygrać. Faktycznie tak jest, bo historia pokazywała, że nie zawsze to faworyci triumfowali.

Jak rozłożyć siły podczas tych dwóch dni?

Zawsze trzeba dawać z siebie sto procent, obojętnie, czy to jest pierwszy mecz, czy drugi. Nie ma co myśleć i zostawiać rezerwy na drugi mecz. Jak damy z siebie 70-80% na pierwszym, to mogłoby to być za mało. Pamiętam, że jak w 2016 wygraliśmy półfinał, to pierwsze emocje były typowo radosne, cieszyłem się, że wygraliśmy, ale od razu w głowie zapalała się lampka, że spokojnie, teraz trzeba odpocząć. Po ostatnim gwizdku chyba podszedłem do Sławka Szmala i powiedziałem „No, Kasa, dawaj jeszcze taraz spokój, jeszcze jeden mecz przed nami”. Nie cieszyliśmy się zbyt długo z kibicami, ja wiedziałem, po co tam przyjechałem. Trzeba było szybko się przestawić i od razu zacząć myśleć o drugim meczu.

Takie opanowanie chyba nie należy do najłatwiejszych, gdy właśnie wygrało się mecz w Kolonii?

Wydaje mi się, że to dla mnie było łatwe. Nie pierwszy raz byłem na dużej imprezie, nie raz awansowałem już do półfinału, czy finału. Dla mnie było o tyle łatwiej, że już wtedy miałem wiele sukcesów na koncie, więc potrafiłem się odnaleźć. Do Kolonii przyjechałem w jednym celu, a po półfinale cel jeszcze nie był zrealizowany.

Wielu kibiców jedzie do Kolonii, ale jeszcze więcej będzie wspierać Was w strefie kibica w Kielcach.

Biletów dla naszych kibiców nie było za wiele, dlatego musiało dojść do losowania. Szkoda, że na dwadzieścia tysięcy pojemności hali kluby otrzymują tylko po pięćset sztuk. Ale w Kielcach będzie strefa kibica, telebim, to świetna opcja na spędzenie weekendu dla kibiców, wiemy, że będą nas wspierać i zawsze czujemy to wparcie.