To był mecz pełen sentymentów
11.09.2019, 20:59
Komentarze

To był mecz pełen sentymentów

Środowy mecz PGE VIVE Kielce z NMC Górnikiem Zabrze sportowo trzymał w napięciu tylko przez trzydzieści minut, ale poza tym krył w sobie kilka wątków. Bracia Lijewscy kolejny raz zwarli się w zawodniczo-trenerskich szykach. Mateusz Kornecki po raz pierwszy stanął na przeciwko swojej byłej drużyny, Górnika Zabrze, a Bartek Bis pierwszy raz mierzył się z zespołem, w którym się wychował. I to w dodatku w Hali Legionów. Koniec końców mecz zakończył się zwycięstwem PGE VIVE 34:24, a pomeczowa mixed zona pełna była ciepłych słów z obu stron. "Mam duży sentyment do tego miejsca i cieszę się, że mogłem w nim znowu zagrać, a przez kibiców bardzo miło zostałem przywitany" - mówił Bartłomiej Bis.

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Dzisiaj obaj bramkarze grali po piętnaście minut w pierwszej i w drugiej połowie. Było to zaplanowane, by i Mateusz i Andi mogli poćwiczyć grę z obroną 5-1 i 6-0. Myślę, że z drugiej połowy możemy być zadowoleni, o pierwszej za dużo nie chciałby mówić. W szatni, w przerwie nie działo się nic szczególnego, po prostu powiedzieliśmy sobie, że musimy zagrać to, co potrafimy.

Uladzislau Kulesh, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Zawsze chcemy dobrze grać, ale w pierwszej połowie zrobiliśmy dużo błędów i stąd taki wynik. Nie wiem, z czego wynikały, Zabrze po prostu bardzo dobrze grało. W szatni było spokojnie, przedyskutowaliśmy to, co musimy poprawić, bardziej skupiliśmy się na grze i dobrze wyszło. Graliśmy dziś różne style obrony, lepiej czujemy się w obronie 6-0, ale wciąż musimy ćwiczyć 5-1.

Mateusz Kornecki, bramkarz PGE VIVE Kielce: Przed meczem był sentyment do starej drużyny, ale w meczu już go nie było. Potraktowałem to tak, jakbym grał z nimi na treningu (śmiech). Ja ich znam, oni znają mnie i oby stronom to pomagało w pewnych momentach, ale summa summarum wygraliśmy, więc się cieszę. Indywidualnie z pierwszej połowy nie jestem zadowolony. Źle się to zaczęło, dostałem parę piłek i zacząłem inaczej funkcjonować. Z drugiej połowy jestem bardziej zadowolony. W pierwszej połowie graliśmy systemem 5-1, w drugiej 6-0 i ten nam lepiej wychodzi.

Marcin Lijewski, trener NMC Górnik Zabrze: Pierwsze trzydzieści minut było w miarę do przyjęcia. Zespół nie ustrzegł się błędów, ale nie było źle. Uczulałem moich zawodników przed meczem, że kielczanie przyjdą do szatni, trener powie im kilka gorących słów i będzie fala uderzeniowa w drugiej połowie, ale chyba nie dotarło to do nich (śmiech). Kilka niewymuszonych błędów w drugiej, kilka piłek, które Mati złapał, kosztowało nas dziesięć bramek straty i było po meczu. Reszta spotkania to była kosmetyka wyniku. Ja jestem z tym zespołem od półtora miesiąca, może trochę dłużej. Rzeczy, których staram się nauczyć zawodników, są dla nich nowe i na razie spędziliśmy więcej czasu ćwicząc grę przeciwko obronie 6-0. Bartek Bis jest przefajny, ma niesamowity etos pracy, poświęca się w stu procentach, jeszcze ma oczywiście braki, niedoskonałości, ale trudno, by w tym wieku był to kompletny zawodnik. Więcej takich charakterów nie tylko u nas, ale w całej piłce ręcznej i będzie dobrze.

Bartłomiej Bis, obrotowy NMC Górnik Zabrze: Dziwnie było wchodzić do hali z drugiej strony, dziwnie było wychodzić na prezentację jako pierwsza drużyna. Mam duży sentyment do tego miejsca i cieszę się, że mogłem w nim znowu zagrać, a przez kibiców bardzo miło zostałem przywitany. Przyjechaliśmy zmotywowani i w pierwszej połowie kielczanie chyba jeszcze się nie rozkręcili, my staraliśmy się nawiązać walkę i wyglądało to nieźle. Myślę, że w drugiej połowie chyba właśnie nie tyle my się przestraszyliśmy, co Kielce się rozkręciły. My niepotrzebnie się spieszyliśmy, było dużo chaosu, głupich błędów, z których poleciały kontrataki. Do tej pory dużo lepiej czuliśmy się grając przeciwko obronie 6-0, dużo tego ćwiczyliśmy. Przeciwko obronom wysuniętym praktycznie dopiero od półtora tygodnia próbowaliśmy grać, więc jesteśmy jeszcze „na świeżo”, fajnie, że takie świeże zagrywki dobrze nam wychodziły. Dużo ciężej było mi przepychać się między Julenem i Arczim w warunkach meczowych. Myślałem, że na treningach to był ciężki orzech do zgryzienia, ale nie, na boisku jest jeszcze gorzej (śmiech). Ale myślę, że to dobrze dla mnie, że mogłem się poprzepychać na poważnie z takimi zawodnikami, to z pewnością będzie procentowało.