Piękne zwycięstwo na koniec Ligi Mistrzów w tym roku!
30.11.2019, 16:30
Mecz

Piękne zwycięstwo na koniec Ligi Mistrzów w tym roku!

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

W meczu 10. kolejki fazy grupowej drużyna PGE VIVE Kielce pewnie pokonała HC Meshkov Brest 30:24. Spotkanie do około czterdziestej piątej minuty był wyrównane, ale w końcówce świetne interwencje Andreasa Wolffa oraz kontrataki jego kolegów z boiska dały naszemu zespołowi kilkubramkową przewagę. W ostatnim meczu Ligi Mistrzów w tym roku zdobyliśmy dwa ważne punkty!

PGE VIVE Kielce – HC Meshkov Brest 30:24 (12:11)

PGE VIVE Kielce: Wolff (1-60 min) - Fernandez, Jurkiewicz, Kulesh 3, Pehlivan, Karacić 4, D. Dujshebaev 3, Vujović 6, Lijewski, A. Dujshebaev 2, Janc 7, Aginagalde 1, Guillo, Karalok 4

HC Meshkov Brest: Pesić (1-60 min) - Razgor 1, Yurynok, Shkurinskiy 4, Obradović, Accambray 6, Obranović 3, Malus 2, Panić 2, Valiupau 1 - Djukić 5, Selviasiuk, Kankaras

Pierwsza siódemka: Wolff – Janc, Vujović – Lijewski, Karacić, Kulesh, Jurkiewicz, Aginagalde – Guillo

Trener Talant Dujshebaev rozpoczął od innej siódemki, niż te, do których zdążył nas przyzwyczaić w Lidze Mistrzów. Na prawy rozegraniu rozpoczął Branko Vujović, który do obrony zmieniał się z Krzysztofem Lijewskim, a na lewym skrzydle Mariusz Jurkiewicz, który do obrony zbiegał na pozycję drugiego obrońcy. Atakiem ze środka kierował Igor Karacić, na kole grał Julen Aginagalde, a do defensywy na środku zmieniał go Romaric Guillo. Na lewej „połówce” rozpoczął Uladzislau Kulesh, a na prawym skrzydle Blaz Janc.

Pierwsze dwie bramki w spotkaniu zdobyli kielczanie, Branko Vujović i Uladzislau Kulesh, ale potem ze stanu 2:0 zrobiło się 2:4.Chwilowy zastój w dziesiątej minucie przełamał Igor Karacić po indywidualnej akcji pokonując Ivana Pesicia. W pierwszej części spotkania Brześć jednak cały czas utrzymywał się na prowadzeniu. Dobrze funkcjonowała druga linia rywali z Marko Paniciem, Alexandrem Shkurinskiym i Sandro Obranoviciem.

W drużynie PGE VIVE ciężar gry wziął na siebie Igor Karacic. Chorwackiego rozgrywającego przy stanie 7:7 sfaulował Sandro Obranović, za co na dwie minuty został odesłany na ławkę. Igor zasygnalizował ból w okolicach żeber, ale szybko podniósł się i zdobył dla nas ósme trafienie.

Po około kwadransie trener Talant Dujshebaev wpuścił na parkiet Alexa Dujshebaeva, Angela Fernaneza, Arcioma Karaloka i Doruka Pehlivana. Gra trochę wymknęła się obu zespołom spod kontroli, a piłka zaczęła w szybkim tempie krążyć od bramki do bramki. Bardzo ważne dwie interwencje z rzędu zanotował Andreas Wolff, który najpierw powstrzymał w kontrze Alexandra Shkurinskiego, a następnie ze skrzydła Simona Razgora. W ataku natomiast zaczęliśmy dogrywać do Arcioma Karaloka i wkrótce przejęliśmy pałeczkę prowadzenia od Brześcia, wychodząc na rezultat 11:9.

Również po stronie Brześcia dobrze zaczął sprawować się bramkarz. Ivan Pesić obronił rzut karny Angela Fernandeza, potężny rzut Vlada Kulesha i akcję z koła Arcioma Karaloka. Chorwata swoim sprytem pokonał dopiero Daniel Dujshebaev, posyłając ku niemu precyzyjny rzut z biodra. W ostatnich sekundach pierwszej połowy rzut Williama Accambraya powstrzymał Andi Wolff, ocalając minimalne prowadzenie PGE VIVE, 12:11.

Do dziwnej sytuacji doszło na początku drugiej połowy. Igor Karacić został sfaulowany i wymagał pomocy fizjoterapeutów. Podczas udzielania pomocy na boisku sędzia wymierzył w naszego rozgrywającego dwa palce symbolizujące dwie minuty kary. Decyzja ta wywołała protesty zawodników PGE VIVE Kielce i oburzenie kibiców na trybunach. Z pomocą fizjoterapeutów Igor zszedł z boiska i usiadł na ławce.

Po upływie dwóch minut Igor nie wrócił na boisko, a na środku rozegrania zastąpił go Alex Dujshebaev. Mecz toczył się w szybkim tempie. Świetną akcję przeprowadzili około czterdziestej minuty Arciom Karalok i Branko Djukić. Białoruski obrotowy wybił piłkę rywalom i podał ja do rozgrywającego, który lawirując jeszcze między wracającymi do defensywy zawodnikami zdobył dla nas siedemnastą, a swoją szóstą bramkę. Prowadziliśmy 17:16.

Znów bardzo dobrze sprawował się w bramce Andreas Wolff, który w pewnym momencie bronił każdą kolejną akcję gości, mocno psując niektórym zawodnikom statystyki. Potężny rzut z drugiej linii Marko Panicia? Żaden problem! Kontra Andreia Yurynoka? Nic z tego! Piruet na kole Branko Kankarasa, a za chwilę rzut karny Darko Djukicia? A proszę bardzo! Ręce i nogi Andiego Wolffa za każdym razem znajdowały się dokładnie tam, gdzie powinny, a Hala Legionów zatrząsła się w posadach od okrzyku kibiców. WOLFF, WOLFF ANDREAS! – cieszyły się żółte gardła!

Kielczanie zdobywali kolejne bramki i na dziesięć minut przed końcem spotkania prowadziliśmy 23:20. Wydawało się, że już nic złego nie może się w tym meczu wydarzyć. Nasi zawodnicy emanowali pewnością siebie i spokojnie egzekwowali kolejne trafienia, w tym piekielnie szybkie kontry w wykonaniu Blaza Janca. Andi Wolff jakby bawił się z rywalami i w ostatnich czterech minutach spotkania ani razu nie pozwolił się pokonać. Wygraliśmy 30:24!