K. Paluch: Mamy jeszcze cały sierpień, by osiągnąć nasz cel
30.07.2020, 10:51
Wywiad

K. Paluch: Mamy jeszcze cały sierpień, by osiągnąć nasz cel

  • Karolina Zielonka
  • Tekst

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

Za nami pierwszy tydzień oficjalnych przygotowań drużyny PGE Kielce do nowego sezonu. Zawodnicy nie próżnowali i pod okiem członków sztabu trenerskiego porządnie przepracowali ten czas, a wcześniej samodzielnie realizowali indywidualne plany ćwiczeń. Co zawierały w sobie wakacyjne rozpiski treningowe, kto jak przykładał się do zajęć i w jaki sposób można to sprawdzić, opowiada trener przygotowania motorycznego Krzysztof Paluch.

PGE Kielce: Do tej pory w trakcie porannych treningów zawodnicy najpierw biegali, a potem przenosili się na siłownię. Dlaczego w tę środę od razu odbył się trening z piłkami?

Krzysztof Paluch, trener przygotowania motorycznego drużyny PGE Kielce: Ustaliliśmy z trenerem Talantem Dujshebaevem, że będziemy trenować systemem 2-2-1. W poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki mamy dwa treningi. W trakcie porannych skupiamy się na motoryce i fizyczności, czyli biegamy i ćwiczymy na siłowni. Po południu pracujemy nad zagadnieniami taktycznymi. W środy i soboty natomiast mamy po jednej jednostce treningowej, na których skupiamy się na obronie i ataku, a tylko delikatnie wplatamy jakieś akcenty motoryczne.

Żółto-biało-niebiescy rozpoczęli przygotowania trzy tygodnie przed przyjazdem do Kielc. Jakie treningi mieli wtedy wykonywać?

Zawodnicy mieli skupić się na bieganiu i podnoszeniu ciężarów na siłowni. Wszystko było precyzyjnie rozpisane i poukładane, więc mogli stosować progresję. Jeśli mieli trenować z obciążaniem 75%, to wiedzieli ile powtórzeń z danym ciężarem muszą wykonać albo ile przebiec w danym czasie. Dzisiejsza technika pozwala nam na korzystanie z aplikacji, dzięki którym możemy samodzielnie wszystko wyliczyć. Zawodnicy już się tego nauczyli, kontrolują to ze mną. Nie idzie to na marne, bo widać postęp w budowaniu ich formy. Dzięki trzem tygodniom przepracowanym przed przyjazdem do Kielc nie widać po zawodnikach, że dopiero rozpoczęliśmy przygotowania.

Zawodnicy musieli zdawać relację z wykonanych treningów?

Nie, nie musieli. Ja stosuję taki sposób, że po przyjeździe do Kielc robię im test siły kończyn dolnych i górnych. Dokładam jeszcze do tego bieganie. Tak naprawdę, po dwóch takich testach z precyzją 99% można powiedzieć kto dobrze wykonywał moje polecenia, a kto odpuścił treningi i leniuchował.

A jak wyglądały te testy?

Ze strony biegowej robimy „beep test”, czyli wielostopniowy bieg wahadłowy, na podstawie którego wyznaczamy wydolność krążeniowo-oddechową zawodników. Zaczynamy od prędkości 8,5km/h i stopniowo ją zwiększamy. Na siłowni każdy deklaruje liczbę powtórzeń jaką zrobi danym ciężarem. Po kilku takich testach wrzucam to wszystko do specjalnego programu komputerowego, który wylicza mi, jaki jest „maks” danego zawodnika, czyli maksymalny ciężar jaki jest on w stanie podnieść, ile to dla niego 80% czy 85%.

Którzy zawodnicy byli najlepsi w trakcie testów?

Oczywiście, jak zawsze na bieżni dobrze spisali się skrzydłowi, m. in. Arek (Moryto – przyp. red.), Angel (Fernandez – przyp. red.), ale zdominował ich nasz nowy zawodnik, Sigvaldi Gudjonsson. Jest bardzo dobrze przygotowany fizycznie, tak samo siłowo, mimo tego, że jego postura tego nie pokazuje. Na siłowni dobrze spisali się Andi (Andreas Wolff – przyp. red.), Arczi (Artsem Karalek – przyp. red.) i Tomek Gębala, ale zaskoczyli mnie również Alex (Dujshebaev – przyp. red) i Igor (Karačić – przyp. red.). Widać, że bardzo profesjonalnie przygotowali się do sezonu.

Czyli drużyna PGE Kielce nie miała problemów z wejściem „na wyższe obroty” po takiej przerwie?

Dzięki wcześniejszemu rozpoczęciu treningów, wszystko poszło całkiem sprawnie. Widać, że zawodnicy są przygotowani bardzo dobrze siłowo. Musimy jeszcze troszkę popracować nad kondycją, bo jak na razie nie osiągamy progów, na których nam zależy. Na szczęście to dopiero początek okresu przygotowawczego, więc mamy jeszcze cały sierpień, by osiągnąć nasz cel.

Wśród dwudziestu zawodników jeden ma kontuzję. Haukur niedawno przeszedł operację śródstopia. Jak wyglądają jego treningi?

Na razie nie może biegać, więc pracuje indywidualnie z fizjoterapeutami. Po wykonanych ćwiczeniach zostaje mu tylko przyglądanie się chłopakom i analizowanie zagrań taktycznych czy to w obronie, czy w ataku. Cały sztab pracuje nad jego szybkim powrotem do zdrowia, a gdy już wróci, to będziemy mogli lepiej się nim zająć – popracować nad motoryką, wprowadzić ćwiczenia z piłkami.

Czy przyszłotygodniowy mecz z MKS Kalisz wpłynie na zmianę intensywności, rodzaju treningów w następnym tygodniu?

Pierwsze sparingi traktujemy jak normalną jednostkę treningową. W następnym tygodniu będziemy trenować tak, jak w tym. W trakcie tego sparingu chcemy, mówiąc kolokwialnie „przepalić się”. Mamy bardzo dużo zawodników, więc będziemy robić wiele zmian, żeby wszyscy porządnie pobiegali.

Czy po pierwszym tygodniu przygotowań jest Pan już najbardziej znienawidzonym członkiem sztabu trenerskiego?

Przyzwyczaiłem się już, że przed sezonem wszyscy mnie lubią, chodzimy na kawę. Jak rozpocznie się okres przygotowawczy, to już nikt nie chce ze mną chodzić nawet na herbatę. Pod koniec przygotowań rzadko kto poznaje mnie na mieście (śmiech)!

W tym sezonie mamy wyjątkowo młody zespół. Wpływa to jakoś na przebieg treningów?

Sytuacja jest wyjątkowo dobra. Tylko Krzysiek, Angel i Igor mają więcej niż 30 lat. Reszta chłopaków jest młodsza. Nasi zawodnicy są w najlepszym wieku do budowania fizyczności, czyli siły i kondycji. Jest to dla mnie duży komfort, bo tak naprawdę mogę z nimi robić wszystko!