Wróciliśmy w świetnej formie!
14.10.2020, 20:20
Mecz

Wróciliśmy w świetnej formie!

  • Maciej Szarek
  • Tekst

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

Dwa tygodnie meczowej pauzy i ciężkich treningów przyniosły efekt. Łomża Vive Kielce pokonała w 4. kolejce Ligi Mistrzów białoruski Meshkov Brest 34:27 (18:11). Mistrzowie Polski bardzo szybko wypracowali sobie solidną zaliczkę, już na przerwę schodzili bowiem mając siedem bramek zapasu. Mimo zmasowanych nacisków gości w drugiej części spotkania, nasza ekipa dość pewnie dotarła z przewagą do mety.


Łomża Vive Kielce - HC Meshkov Brest 34:27 (18:11)

Łomża Vive Kielce: Wolff, Kornecki - Vujović 3, Sićko 3, A. Dujshebaev 4, Tournat 4, Karacić 4, Lijewski, Moryto 1, Surgiel 1, Fernandez 2, Kaczor, D. Dujshebaev 2, Gębala 2, Karalek 4, Gudjonsson 4

HC Meshkov Brest: Pesic, Matskevich - Santalov 2, Panic 2, Shkurinskiy 5, Yurynok, Skube 3, Usik, Shumak 6, Baranau, Razgor, Paczkowski, Selviasiuk 4, Vailupau 5, Malus

Pierwsza siódemka: Andreas Wolff - Sigvaldi Gudjonsson, Alex Dujshebaev, Igor Karacić, Szymon Sićko, Angel Fernandez, Artsem Karalek

Pierwsze minuty spotkania zdawały się potwierdzać to, co wiadome było jeszcze przed meczem. Drużyny przed środowym spotkaniem sąsiadowały w grupowej tabeli, spodziewaliśmy się więc trudnej i zaciętej potyczki. Worek z bramkami rozwiązał najskuteczniejszy w tym sezonie w ekipie rywali Marko Panic, błyskawicznie odpowiedział mu jednak Sigvaldi Gudjonsson. Pierwszą paradą popisał się golkiper gości, Ivan Matskevich, po sekundzie udaną interwencję na koncie miał też Andreas Wolff.

Z minuty na minutę okazywało się jednak, że to zawodnicy Łomża Vive Kielce grają ciut szybciej, dokładniej i bardziej zdecydowanie. W 8. minucie pierwszy raz odskoczyli rywalom na dwie bramki (5:3).

Choć akcje Meshkova prowadzone były z dużym pietyzmem, bezpośrednia gra kielczan przynosiła lepsze skutki. Ekipa Talanta Dujshebaeva grała bardzo różnorodnie, a to stosując “szybki środek” czy atak w drugie tempo, ale kiedy trzeba mistrzowie Polski bardzo mądrze zwalniali grę i czekali na pewną pozycję do rzutu. Właśnie w taki sposób Artsem Karalek podwyższył prowadzenie do trzech trafień (7:4, 11. min.).

Zaliczka kielczan urosła do pięciu “oczek”, gdy dwie bramki z rzędu zanotował bezbłędny w trakcie pierwszego pół godziny Sigvaldi Gudjonsson (11:6, 17 min.). To przelało czarę goryczy trenera Raula Alonso, który poprosił o czas. Uwagi hiszpańskiego szkoleniowca nie mogły jednak nic zdziałać na rozpędzającego się od początku meczu Andreasa Wolffa. Dzięki interwencjom Niemca Białorusini nie tylko nie mogli zbliżyć się do gospodarzy, ale dystans dzielący obie ekipy wciąż rósł. Schodząc do szatni Łomża Vive Kielce prowadziła aż 18:11.

Jeśli goście myśleli, że po zmianie stron będzie nieco łatwiej, już po kilkudziesięciu sekundach wybił im to z głowy Wolff, popisując się najefektowniejszą w meczu, podwójną paradą. Igor Karacić trafił na 19:11 i kielczanie wyszli na najwyższe jak dotąd prowadzenie. W kolejnych minutach mistrzowie Polski nie forsowali już tempa i starali się utrzymywać bezpieczną przewagę.

Gdy do końca pozostał kwadrans, Białorusini zdecydowali się na ostatni zryw. W ekipie rywali najczęściej punktował Viachaslau Shumak (6 razy), trener Alonso wykorzystywał manewr gry w ataku 7 na 6. Zdobywając cztery bramki z rzędu, goście zbliżyli się na dystans czterech trafień różnicy (22:26). Reagować musiał Talant Dujshebaev. Była 48. minuta.

Po czasie na żądanie jeszcze raz kolegom z pola kilkukrotnie pomógł Wolff, a chwilową niemoc zespołu w ofensywie przełamał za to Szymon Sićko. Pozwoliło to ustabilizować wynik na tyle, że na boisku pojawili się Cezary Surgiel czy Sebastian Kaczor. Fenomenalną końcówkę między słupkami zanotował także Mateusz Kornecki. Przewaga naszej drużyny nie tylko nie spadła już choćby o jedno “oczko”, ale kielczanie zdołali nawet odbudować wcześniejszą różnicę. Lomża Vive Kielce zwyciężyła 34:27.