Emocje dopiero w końcówce
24.04.2021, 15:19
Mecz

Emocje dopiero w końcówce

  • Maciej Szarek
  • Tekst

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

Drużyna Łomża Vive Kielce pokonała Energę MKS Kalisz 33:28 w ramach 21. serii PGNiG Superligi. Choć kielczanie w trakcie meczu wypracowali nawet dwanaście bramek przewagi, w końcówce gospodarze zniwelowali straty do jedynie trzech trafień. Najskuteczniejszy na parkiecie był Nicolas Tournat. 

Energa MKS Kalisz - Łomża Vive Kielce 28:33 (11:21)

Łomża Vive Kielce: Wałach (4/21 = 19%), Wolff (7/18 = 39%) - Vujović 2, Olejniczak, Sićko 2, A. Dujshebaev 3, Tournat 6, Karačić 1, Kulesh 3, Moryto 5, Surgiel 2, Gębala 3, Fernandez 3, Gudjonsson, Kaczor 3

Energa MKS Kalisz: Krekora, Zakreta - Krępa 3, Kamyszek 5, Kacper Adamski 3, Kus 2, Drej, Misiejuk 1, Góralski 1, Wróbel, Szpera 4, K. Pilitowski 2, M. Pilitowski 5, Makowiejew, Kamil Adamski 2

Pierwsza siódemka: Wolff - Surgiel, Gębala, Karačić, A. Dujshebaev, Moryto, Tournat

Mistrzowie Polski w Kaliszu wrócili na parkiet po dwóch tygodniach przerwy w rozgrywkach. Pauza wyzwoliła w naszym zespole ogromny głód gry, który widać było od pierwszego gwizdka arbitrów. Rywale, piąta drużyna w ligowej tabeli, z początku nie miała za wiele do powiedzenia w starciu z dobrze dysponowanymi kielczanami.

Spotkanie rozpoczęło się od trafień Tomasza Gębali oraz Nicolasa Tournata. Chwilę potem rzut karny egzekwowany przez Mateusza Góralskiego zatrzymał Andreas Wolff. Gębala oraz Tournat zdobyli kolejne bramki, a konto po stronie gospodarzy wciąż pozostawało puste. Otworzył je dopiero Robert Kamyszek po siedmiu minutach gry, ale kielczanie mieli wówczas już cztery trafienia na liczniku.

Kolejne bramki dla Łomża Vive Kielce padały dość łatwo. Świetnie funkcjonowała zwłaszcza współpraca z obrotowym, bo w ledwie kwadrans sam Nicolas Tournat pięć razy pokonał Łukasza Zakretę. Energa Kalisz każde trafienie okupować musiała za to ogromnym wysiłkiem. Między słupkami dobrze czuł się Wolff (40% skutecznych interwencji po pierwszej połowie), któremu skutecznie pomagała kielecka defensywa. Efektem po kwadransie gry Mistrzowie Polski prowadzili aż 11:4.

Postawę swojej drużyny ożywić chciał nieco Tomasz Strząbała, jednak czas na żądanie przyniósł krótkotrwały efekt. Kilka dobrych interwencji Zakrety oraz bramki Marka Szpery pozwoliły toczyć chwilowo wyrównany bój, ale końcówka pierwszej partii znów należała w pełni do kielczan, którzy ze spokojem i uśmiechem na twarzy realizowali wytrenowane schematy. Już schodząc na przerwę różnica dzieląca obie ekipy wynosiła dziesięć “oczek” (21:11).

Po zmianie stron żółto-biało-niebiescy skoncentrowali się na utrzymaniu przewagi. Wolffa w bramce zastąpił Miłosz Wałach (i też popisał się np. obroną rzutu karnego), na nowej dla siebie pozycji, prawym skrzydle, z powodzeniem występował zaś Sebastian Kaczor. Po kilku minutach przewaga kielczan wzrosła do 25:13, a bramkę za bramką notował Arkadiusz Moryto.

Przez długie minuty różnica utrzymywała się na stabilnym poziomie, lecz przełamanie przyszło siedem minut przed końcem meczu. Kolejne bramki Macieja Pilitowskiego, obrony Mikołaja Krekory oraz straty Mistrzów Polski pozwoliły gospodarzom zmniejszyć straty o połowę. Było 31:25, kiedy trener Talant Dujshebaev prosił o przerwę, by porozmawiać ze swoimi graczami.

Mimo to Energa Kalisz kontynuowała odrabianie strat. Po powrocie do gry kaliszanie zdobyli kolejne trzy bramki z rzędu, łącznie notując serię pięciu trafień bez odpowiedzi rywala (28:31). Przez chwilę na parkiecie zrobiło się nerwowo. Złą passę naszego zespołu przerwał dopiero najskuteczniejszy w meczu Nicolas Tournat, pieczętując zwycięstwo Łomża Vive Kielce, a chwilę potem końcowy wynik ustalił Alex Dujshebaev.