M. Sánchez-Migallón: Gdyby nie Talant, nie zostałbym piłkarzem ręcznym
06.07.2021, 12:16
Wywiad

M. Sánchez-Migallón: Gdyby nie Talant, nie zostałbym piłkarzem ręcznym

  • Maciej Szarek
  • Tekst

Nowy zawodnik drużyny Łomża Vive Kielce daje poznać się jako bardzo pozytywny i otwarty rozmówca. “Jestem jeszcze młody, więc mam ochotę zagrać w nowej lidze, nauczyć się nowego języka i poznać kawałek świata” – mówi nam 26-letni Miguel Sánchez-Migallón. Hiszpan to prawdziwy pasjonat piłki ręcznej. “Jestem z Ciudad Real, więc nie mogło być inaczej!” – tłumaczy.

Łomża Vive Kielce: Miguel Sánchez-Migallón Naranjo (czyt. Migel Sanczes Migajon Naranho) można się pogubić!

Miguel Sánchez-Migallón: (śmiech) I często tak jest! Za każdym razem za granicą nazywają mnie inaczej. Raz na boisku jest Sánchez, raz Migallón, a raz Naranjo. Ale nie mam z tym problemu i nie robi mi to większej różnicy. Na klubowej koszulce w Logroño widnieje jednak Sanchez-Migallón, nie wiem jeszcze jak będzie w Kielcach. Całe zamieszanie wynika z tego, że w Hiszpanii obowiązuje zasada, że pierwsze nazwisko dziecka pochodzi od ojca, a drugie od matki. Kobiety nie przejmują u nas bowiem nazwisk mężów po ślubie. Mój tata ma dodatkowo nazwisko złożone, stąd Sánchez-Migallón. Naranjo jest po mamie.

W sezonie 2021/22 dołączysz do drużyny Łomża Vive Kielce, przechodząc z BM Logroño La Rioja. Jak doszło do tego transferu?

W Logroño występowałem już bardzo długo (od 2013 roku przyp. red.). Jestem tu szczęśliwy, ale mam 26 lat i czułem, że to odpowiedni moment, żeby zrobić krok do przodu w mojej karierze. W transferze bardzo dużą rolę odegrał trener Talant Dujshebaev, którego znam od czasów juniorskich w Ciudad Real i Atletico Madryt.

Kiedy w trakcie sezonu Dani Dujshebaev doznał kontuzji, Łomża Vive Kielce potrzebowała specjalisty w obronie i pojawiła się szansa, bym do was dołączył. To dla mnie wielka okazja, której nie mogłem odrzucić. W Kielcach jest zespół, który może wygrać Ligę Mistrzów i każdy chciałby być jego częścią. Jeśli chodzi zaś o kulisy transferu, zaskoczyło mnie to, jak szybko wszystko zostało przeprowadzone. To nie były żadne miesięczne negocjacje, bo od pierwszego telefonu do finalizacji umowy nie minął nawet tydzień!

To będzie dla Ciebie pierwszy klub poza Hiszpanią. Nie boisz się przeprowadzki?

Skąd! Wręcz cieszę się na taką możliwość, bo jestem jeszcze młody, więc mam ochotę zagrać w nowej lidze, nauczyć się nowego języka i poznać kawałek świata. Jestem bardzo zadowolony z mojego wyboru. Języka polskiego uczę się już od dwóch miesięcy, ale jest bardzo trudny. Choć mówię po angielsku i francusku, polski za nic w świecie nie jest do nich podobny! Nauka języka od zera jest bardzo wymagająca.

W Kielcach na pewno rozwinę się zatem jako człowiek, ale mam też ambicje sportowe. Poza podniesieniem poziomu swojej gry, wraz z zespołem chciałbym skutecznie powalczyć o wszystkie możliwe tytuły. Moim małym marzeniem jest awans do Final Four Ligi Mistrzów.

Do Kielc przenosisz się sam czy zabierasz ze sobą rodzinę?

Na początku przyjadę sam, bo moja dziewczyna zostanie w Hiszpanii, w pracy. Jest dziennikarką i pracuje w telewizji, więc nie może wykonywać tego zdalnie. Na pewno jednak przyjedzie do mnie na kilka miesięcy. Już wcześniej rozmawiałem z nią o tym, że chciałbym zagrać poza Hiszpanią. Wiedzieliśmy, że wówczas nie będzie dało się połączyć obu naszych zawodów, ale uznaliśmy, że damy sobie radę.

Twój kontrakt ma tylko roczną datę ważności. Jak Ty do tego podchodzisz?

Umowa jest na 12 miesięcy, ale zrobię wszystko, żeby zostać dłużej! Od pierwszego dnia będę chciał przekonać do siebie Talanta, a wiem, że jest trenerem, który daje szansę wszystkim swoim zawodnikom. Tylko ode mnie zależy czy ją wykorzystam.

Jak sam wspomniałeś, przychodzisz pomóc głównie w defensywie. Sam siebie określiłbyś jako obrońcę?

Obrona to z pewnością moja specjalizacja, ale kiedy trzeba, potrafię też zagrać w ataku na skrzydle. W zeszłym roku, w lidze hiszpańskiej zdobyłem w ten sposób ponad 80 bramek (dokładnie 84 przyp. red.).

Jeśli chodzi o obronę, dobrze odnajduję się w centrum, zarówno w systemie 6-0, jak i 5-1. W tym drugim ustawieniu nierzadko występowałem także na pozycji wysuniętego, ze względu na mój wzrost (200 cm przyp. red.). Staram się grać taktycznie, jestem dość szybki na nogach i to jest mój atut. Prezentuję hiszpańską obronę, czyli taką, w której jest dużo ruchu, współpracy z kolegami i ciągłego wypychania rywali poza dziewiąty metr. Powiedzmy, że to inteligentna defensywa. Kiedy byłem młody, dużo podpatrywałem i uczyłem się od Virana Morrosa. Teraz zwracam uwagę na Thiagusa Petrusa z Barcelony.

Jaki jest Twój przepis na dobrą defensywę?

Dla mnie najważniejsze są pierwsze minuty i to, żeby ukraść rywalom piłkę raz czy dwa. Jeśli w ekipie przeciwnej jest wyróżniający się gracz, trzeba go szybko powstrzymać. Jeśli wymusimy jego błąd, jest duża szansa, że straci pewność siebie i kolejne jego ataki będą słabsze. To trochę wojna psychologiczna. Oprócz tego oglądam bardzo dużo materiałów wideo. Lubię samemu analizować grę innych zespołów i zawodników. Szukam schematów, powtarzalnych zagrań, by móc potem uniemożliwić ich wykonanie przeciwko mnie.

A jak się czujesz pod bramką przeciwnika?

Kiedy miałem 18 lat, grałem głównie na rozegraniu ze względu na wzrost. Teraz jednak najlepiej odnajduję się na lewym skrzydle. Bez problemu mogę pomóc drużynie na tej pozycji, jeśli tylko trener uzna to za potrzebne. Wtedy staję się jednym z naprawdę nielicznych zawodników na świecie, którzy występując na skrzydle zbiegają do środka obrony! To ciekawa możliwość dla trenerów, bo mogą w ten sposób zaoszczędzić na zmianach.

Jeśli mówimy o trenerach, z Talantem Dujshebaevem znasz się niemal od początku kariery.

Prawda jest taka, że gdyby nie Talant, nie wiem czy zostałbym profesjonalnym piłkarzem ręcznym. Gdy miałem 15 czy 16 lat i występowałem w juniorskich zespołach Ciudad Real, mojego rodzinnego miasta, to właśnie on wraz z Raulem Gonzalezem wypatrzyli mnie i zaprosili do treningów z pierwszą drużyną. W tamtym okresie nie byłem zawodnikiem, który by się wyróżniał, a on zaufał mi od pierwszej chwili. Dzięki niemu miałem możliwość treningów z takimi graczami jak Didier Dinart, Viran Morros czy Mariusz Jurkiewicz. To mnie ukształtowało, a do tego bardzo poprawiłem się fizycznie, bo dużo czasu spędzałem na siłowni. Po upadku klubu utrzymywałem bliski kontakt z synami Talanta, Alexem i Danim. Dużo rozmawiałem zwłaszcza z tym drugim. Wszyscy we trójkę co roku przyjeżdżali zresztą do Ciudad Real na wakacje i mieliśmy okazję się spotkać.

W Kielcach do niedawna występował jeszcze jeden Twój dobry znajomy, czyli Angel Fernandez.

Z Angelem jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi. Nasza przyjaźń pochodzi jeszcze z czasów, gdy obaj graliśmy w Logroño. Od tego okresu co tydzień rozmawiamy przez telefon. Oczywiście, że bardzo pomógł mi w transferze do Kielc. Po pierwsze, zawsze mówił mi o klubie tylko pozytywne rzeczy i podkreślał, jak dobrze się tutaj czuł. Potem pomógł mi załatwić podstawowe kwestie w mieście, jak mieszkanie czy samochód. Wskazał na przykład w jakiej części miasta znaleźć dom. Będę mieszkał blisko Daniela i Alexa.

Cieszysz się, że spotkamy się z Angelem w fazie grupowej Ligi Mistrzów? Fernandez podpisał kontrakt z Barceloną.

To zawsze dodatkowa motywacja zmierzyć się z przyjacielem. Gratuluję mu transferu, bo Barca to najlepszy klub w Hiszpanii, który pozwala też walczyć o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Życzę mu wszystkiego najlepszego, oczywiście poza meczem z nami!

Sama grupa, którą wylosowaliśmy, to najmocniejsza stawka, jaką widziałem kiedykolwiek w tych rozgrywkach. Z jednej strony to ogromne wyzwanie, ale z drugiej wielka szansa na udowodnienie swojego poziomu i jakości. Jestem pewien, że kieleccy kibice będą zachwyceni mając możliwość obejrzeć tyle spotkań na najwyższym poziomie. Liczę, że bardzo pomogą nam, by w domu wygrywać z każdym! Dla mnie Liga Mistrzów to najlepsze rozgrywki, w jakich brałem udział i bardzo chcę do nich powrócić (ostatni raz Miguel występował w LM w sezonie 2016/2017 przyp. red.).

Mówiliśmy, że pochodzisz z Ciudad Real. Wydaje się, że to miasto bardzo podobne do Kielc. Nie jest wybitne duże, ale wybitnie zakochane w piłce ręcznej. Coś w tym jest?

Tak, w tym małym mieście (ok. 80 tys. mieszkańców przyp. red.) przez długie lata był jeden z najlepszych klubów piłki ręcznej na świecie. Każdy mieszkaniec był kibicem. Gdy klub przestał istnieć ze względu na problemy finansowe, to był dla nas wielki cios. Teraz miasto próbuje odbudować drużynę. Drużyna z Ciudad Real występuje w 2. lidze, ale nie ma już tyle wsparcia, co wcześniej. Po tamtych wydarzeniach ludzie byli źli, obrażeni i dopiero teraz jest chęć budowy czegoś nowego. Z opowieści znajomych wiem, że Kielce także żyją piłką ręczną.

Pochodzenie zdeterminowało Twoją pasję?


Tak! Od dziecka mam bzika na punkcie handballu! Nawet gdy jeszcze nie rozumiałem za dobrze tego sportu, chodziłem z całą rodziną na mecze, bo moi bliscy też uwielbiają ten sport, jak każdy w Ciudad Real. Zawsze chciałem zostać piłkarzem ręcznym, a gdy skończę grać, chcę zostać przy sporcie w jakiś sposób. Nie wiem jeszcze tylko w jakiej roli. Może jako trener albo psycholog? Na co dzień oglądam bardzo dużo meczów. Zwłaszcza Ligi Mistrzów oraz kolejnych przeciwników mojego klubu czy reprezentacji.

Psycholog? Skąd taki pomysł?

Przed rokiem skończyłem studia licencjackie na tym kierunku. Teraz jestem w trakcie magisterki z psychologii sportowej i szukam uczelni, która pozwoli mi kontynuować studia na odległość, kiedy będę w Polsce. Chcę zostać na studiach, a kwestie psychologiczne bardzo mnie interesują. Oprócz tego chcę zrobić kurs trenerski. Słowem wszystko, co się da i na co znajdę czas.

Poza piłką ręczną uwielbiam kino, a zwłaszcza horrory. Mam subskrypcję chyba na wszystkich platformach streamingowych (śmiech). Lubię też książki, ale nie aż tak jak Angel. On je pochłania!

Skoro oglądasz tyle meczów, miałeś okazję rzucić okiem na PGNiG Superligę?

Widziałem kilka spotkań odkąd podpisałem kontrakt w Kielcach. Nazwy klubów są bardzo trudne! Lomsa Vive Kielse, Wisla Plok, Asote Pulawy i emene men te… (Miguel z trudem próbuje wymówić nazwy polskich zespołów przyp. red.)

...MMTS Kwidzyn?

Tak, dziękuję! (śmiech) Jeśli chodzi o zawodników to przychodzą mi do głowy na przykład Przemysław Krajewski, Michał Jurecki czy Niko Mindegia.

Rozmawiamy, gdy siedzisz w pokoju hotelowym podczas zgrupowania reprezentacji. Na koniec zapytam o szanse na Twój wyjazd na igrzyska olimpijskie w Tokio.

Do Japonii poleci tylko 14 zawodników, bardzo ciężko będzie dostać się do tego grona. Na razie jest nas 18, to już drugi etap przygotowań, w trakcie którego zagramy mecz towarzyski z Portugalią (8 lipca przyp. red.). Siłą naszej reprezentacji jest to, że wszyscy się dobrze znają, zawodnicy są w kadrze od lat i wspólnie wygrali niemal wszystko, co się da. Dlatego trudno jest przebić się komuś nowemu. Niemniej robię, co mogę i cieszę się tym, że tu jestem. Nawet jeśli ta przygoda skończy się dla mnie tylko na zgrupowaniu, wierzę, że zaprocentuje, ale wciąż nie tracę nadziei!