10.02.2024, 16:30
News

Znakomity bramkarz Puław to za mało. Industria Kielce wygrywa z Azotami

Świetny Wojciech Borucki to za mało - tak po sobotnim meczu z Industrią Kielce powiedzą na pewno fani Azotów Puławy. Mistrzowie Polski mimo znakomicie dysponowanego bramkarza zespołu z Lubelszczyzny wygrali pewnie 39:28 . Osiem bramek dla żółto-biało-niebieskich zdobył Szymon Sićko.

- Na moje bramki pracuje cały zespół, a ich zdobywanie nie jest wcale proste. Gramy twardo w obronie i to przekłada się na kontrataki - powiedział w przerwie sobotniego meczu Szymon Sićko. Po pierwszej połowie starcia 20. serii Orlen Superligi w Puławach z Azotami Industria Kielce pewnie prowadziła 21:13. Choć początek zupełnie nie zapowiadał, że będzie to jednostronne spotkanie. Mistrzowie Polski pierwszą bramkę zdobyli dopiero w piątek minucie, a wcześniej zmarnowali dwie dobre okazje. Gospodarze zaś w ataku byli bezbłędni i prowadzili 2:0. Jednak już po siedmiu minutach był remis, a na prowadzenie zawodnicy trenera Talanta Dujshebeava wyszli w 10. min. za sprawą trafienia Szymona Sićki. 

Tuż przed upływem pierwszego kwadransa wpłynąć na swój zespół podczas przerwy na żądanie postanowił trener Azotów Sergej Bebeszko. Ten doświadczony były szkoleniowiec m.in. Motoru Zaporoże i selekcjoner reprezentacji Ukrainy to złoty medalista olimpijski z 1992 roku. Co ciekawe, jest to kolega z tej drużyny Talanta Dujshebaeva. Najjaśniejszym punktem w ofensywie gospodarzy byli niewątpliwie Piotr Jarosiewicz i Ivan Burzak (obaj po trzy bramki w pierwszej połowie). Sygnały do pogoni dawał też bramkarz Zurab Tsintsadze (7/26 w pierwszej połowie), ale jego koledzy nie byli skuteczni w ofensywie. Dość powiedzieć, że Andreas Wolff zaliczył osiem obron na 20 rzutów.

Zawodnicy Industrii Kielce grali twardo w obronie i zdobywali bramki z szybkich ataków (m.in. Dani Dujshebaev czy Dylan Nahi). W efekcie do przerwy prowadzili 21:13. Przewaga mogłaby być wyższa, ale w ostatniej akcji tej części błąd kroków popełnił Haukur Thrastarson. Jeszcze przed nią o czas poprosił szkoleniowiec żółto-biało-niebieskich, rozrysował taktykę, wprowadził m.in. Dylana Nahegi i Nicolasa Tournata na koło, rzucać miał Szymon Sićko.

Od początku drugiej połowy w bramce kielczan pojawił się Chorwat Sandro Mestrić, a puławian Wojciech Borucki. Ten drugi miał niebywałego pecha, bo w trakcie gry w ataku swoich kolegów zmieniał się z zawodnikiem ofensywnym i po dwóch błędach w ataku zawodnicy Industrii Kielce zdobyli dwa gole na pustę bramkę (Moryto i Wiaderny). 

Po raz kolejny w tym roku na kole zagrał nominalny skrzydłowy Dylan Nahi, Michał Olejniczak na środku obrony. To skutek nieobecności m.in. Tomasza Gębali i Artsema Karaleka. W Puławach nie obejrzeliśmy także Hassana Kaddaha. 

Trener Bebeszko konsekwentnie w drugiej połowie zdejmował bramkarza i próbował akcji ofensywnych z przewagą zawodnika. I jego zawodnicy dochodzili do pozycji i oddawali rzuty, ale te zatrzymywał Sandro Mestrić. Po drugiej stronie również z dobrej strony pokazywał się Wojciech Borucki (obronione dwa rzuty Szymona Sićki oraz Igora Karacicia). 

Na kwadrans przed końcowym gwizdkiem obrońcy tytułu mistrza Polski prowadzili 31:19. Wtedy też na parkiecie pojawił się Miłosz Wałach, który zastapił Mestricia. Po drugiej stronie parkietu naprawdę dobrze prezentował się Wojciech Borucki. Obronił 14 z 29 rzutów i gdyby gracze Azotów w ofensywie prezentowaliby się lepiej, to mogliby napsuć kielczanom zdecydowanie więcej krwi. To wyłącznie dzięki niemu żółto-biało-niebiescy nie przełamali bariery 40 bramek. Ostatecznie wygrali 39:28. 

Azoty Puławy - Industria Kielce 28:39 (13:21)

Azoty Puławy: Tsintsadze (7/28), Borucki (15/15) - Burzak 3, Jarosiewicz 4, Zivkovic 2, Zarzycki 3, Marciniak 2, Przybylski 2, Ostruszko 1, Gogola 2, Fedeńczak, Jaworski 3, Bereziński, Adamski 6, Górski.

Industria Kielce: Wałach (4/11), Wolff (8/20), Mestrić (3/9) - Olejniczak, Wiaderny 3, Sićko 8, A. Dujshebaev 2, Tournat 3, Karacić 1, Moryto 5, D. Dujshebaev 3, Thrastarson 1, Surgiel 6, Paczkowski 2, Nahi 5.