Wysokie, czternastobramkowe zwycięstwo z Gdańskiem
27.11.2018, 21:36
Mecz

Wysokie, czternastobramkowe zwycięstwo z Gdańskiem

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Anna Benicewicz -Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

W meczu 13. Serii PGNiG Superligi pokonaliśmy Energę Wybrzeże Gdańsk 42:28. Błędy popełniane przez gości sprawiły, że już na samym początku spotkania kielczanie objęli stosunkowo wysokie prowadzenie, które ustawiło jego przebieg i końcowy rezultat. Wreszcie na swoich nominalnych pozycjach mogli zagrać Mariusz Jurkiewicz i Alex Dujshebaev, na parkiecie zabrakło natomiast kontuzjowanych Michała Jureckiego, Luki Cindricia i Marko Mamicia.

PGE VIVE Kielce – Energa Wybrzeże Gdańsk 42:28 (22:13)

PGE VIVE Kielce: Wałach, Ivić, Cupara – Bis 3, A. Dujshebaev, Aginagalde 5, Jachlewski 5, Janc 3, Lijewski, Jurkiewicz 5, Kulesh 3, Moryto 5, Fernandez 5, D. Dujshebaev 4, Karalok 1

Energa Wybrzeże Gdańsk: Chmieliński, Witkowski – Oliveira 3, Bednarek, Sulej, Prymlewicz, Papaj 1, Kondratiuk 7, Komarzewski 3, Wróbel, Salacz 3, Wołowiec 4, Adamczyk 5, Gajek 2, Rutkowski

Pierwsza siódemka: Ivić – Moryto, Lijewski, Aginagalde, Kulesh, Fernandez, Jurkiewicz

Nie oszczędzali cierpliwości swojego trenera gdańszczanie w tym meczu. Marcin Lijewski już po niecałych czterech minutach zmuszony był poprosić o czas, gdy zespół PGE VIVE Kielce prowadził 4:0, tylko raz zdobywając bramkę w ataku pozycyjnym. Pozostałe trzy trafienia padły z kontrataków w pierwsze bądź drugie tempo, przez co nie bardzo mógł rozegrać się Uladzislau Kulesh. Rozgrywający wprawdzie wyszedł na parkiet w podstawowej siódemce, ale do obrony zmieniał go Arciom Karalok i jak już Vlad zbiegł do ławki po pierwszej akcji, to pozostał na niej przez kolejnych kilka minut, gdy kielczanie wykorzystywali błędy gości w kontrach.

Przerwa podziałała, bo Ramon Oliveira wreszcie zdobył pierwsze trafienie dla swojej ekipy. Po chwili jednak gra gdańszczan znów się rozpadła, zawodnicy Marcina Lijewskiego non stop gubili piłkę, wyrzucając ją na aut lub dając ją sobie dość łatwo wybić przez kieleckich obrońców. W dwudziestej minucie po trzech niemal identycznych kontratakach Mateusza Jachlewskiego prowadziliśmy już 17:8.

Gospodarze robili z defensywą rywali, co chcieli. Podanie do koła? Proszę bardzo. Bramka ze skrzydła? Czemu nie? Indywidualna akcja i minięcie jeden na jeden. Jasne! W ekipie gości pojedyncze trafienia dokładali co jakiś czas Ramon Oliveira, Adrian Kondratiuk i potężny obrotowy, Paweł Salacz. Po mocnym początku było już jednak raczej „pozamiatane” i do przerwy prowadziliśmy 22:13.

Na początku drugiej połowy gdańszczanie wzięli się do odrabiania strat. Szczególnie aktywny był prawy rozgrywający Wybrzeża, Kamil Adamczyk, który w krótkim czasie zdobył cztery bramki dla swojego zespołu. Po sześciu minutach, gdy ze stanu 22:13 zrobiło się 26:19 trener Dujshebaev poprosił o czas.

Przeciwnicy nie odpuszczali, ale żółto-biało-niebiescy cały czas utrzymywali bezpieczną, dziesięciobramkową przewagę. Tę połowę mieli wprawdzie nieco gorszą, jeśli chodzi o skuteczność rzutową, ale wystarczało, by spokojnie pokonać gdańszczan. Wreszcie na swoich nominalnych pozycjach mogli wystąpić Mariusz Jurkiewicz i Alex Dujshebaev, których w ostatnich spotkaniach trener Dujshebaev przestawiał raczej o jedną pozycję w lewo od ich wyjściowych miejsc na parkiecie. W końcówce rozrzucał się jeszcze Julen Aginagalde, a do bramki na ostatnie dziesięć minut wszedł Miłosz Wałach, który w tym czasie zaliczył kilka udanych interwencji. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 42:28.