#dD 9: Zza kamery - kulisy pracy w klubowym dziale marketingu
22.07.2018, 09:23
#dawajDAWAJ

#dD 9: Zza kamery - kulisy pracy w klubowym dziale marketingu

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

Magda Pluszewska

  • Anna Benicewicz -Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

BACKSTAGE: ZZA KAMERY

KULISY PRACY W KLUBOWYM DZIALE MARKETINGU

Słuchajcie, mam pomysł! – Paweł niemal podskakuje na krześle, a w oczach zapalają mu się iskierki ekscytacji. Zawsze tak ma, gdy uważa, że wymyślił coś genialnego – Kasa siedzi na rybach gdzieś nad wodą! Łowi te ryby i łowi i… zasypia – zawiesza dramatycznie głos, opierając głowę na złożonych jak do snu dłoniach. Pozostali w skupieniu przyglądają się monodramowi dyrektora. Piotrek, Maciek i Seba wiedzą, jak daleko idące skutki może mieć ta przemowa. Magda jeszcze nie wie, bo dopiero dołączyła do zespołu, ale intuicyjnie poddaje się groteskowej mieszaninie patosu i przaśnego komizmu tej sytuacji. Siedzą w konferencyjnej, myśląc nad spotem promującym otwarcie sezonu Ligi Mistrzów w domu.

  • JAK NARODZIŁ SIĘ POMYSŁ SPOTÓW NAWIĄZUJĄCYCH DO POPULARNYCH SERIALI?
  • DLACZEGO STRAŻ POŻARNA NIEPOKOIŁA MATEUSZA KUSA POD PRYSZNICEM?
  • JAK WYGLĄDA WSPÓŁPRACA MEDIÓW KLUBOWYCH Z DRUŻYNĄ?
  • KOGO MOŻNA SPOTKAĆ W CIEMNYCH ZAKAMARKACH HALI LEGIONÓW?

Paweł kontynuuje – Nagle, Kasa budzi się. Przypomina sobie, że za chwilę gra mecz i zaczyna biec! Biegnie przez te trawy, bagna i moczary i biegnie…

– Ale Kasa nie wędkuje – przerywa mu Seba, jakby wyrwany z transu.

– Ciiii… – Piotrek już złapał fazę – No i co dalej? Gdzie on biegnie? – ląduje krzesłem stabilnie na podłodze, wychylając się do przodu.

– Przed siebie, po prostu przed siebie – Paweł uśmiecha się triumfalnie.

– Dobra, mam to. Za chwilę z tej trawy wyskakują Karol i Lijo i… biegną razem – Maciek przejmuje opowieść charakterystycznym dla siebie tonem pełnym zawoalowanego sarkazmu.

Oczy Piotrka rozszerzają się nienaturalnie.

– I w kolejnych spotach też będą biec! Tylko inni! Aż pobiegnie cała drużyna!

– W zwolnionym tempie! – dołącza się Magda – jak w „Słonecznym Patrolu”.

– No dobra, ale jaka ma być puenta tego serialu o bieganiu? – pytanie Maćka zawisa nad głowami członków zespołu. Ich umysły gotują się z wysiłku. Siedzą w konferencyjnej od dobrych kilku godzin, w ciągu których odrzucili już parę dziwnych pomysłów. Zaraz, zaraz… Serial! Właśnie!

OD WĘDKARZA DO PREZYDENTA

Tak więc Sławek „Underwood” Szmal początkowo miał być wędkarzem. Ciężko zliczyć, ile razy na najwyższym piętrze klubowego biura w podobny sposób surrealistyczne wizje nabierały rzeczywistych kształtów. Czasem poza nim. W końcu nie zaprogramuje się umysłu tak, by faza kreatywnego myślenia przychodziła zawsze w dni powszednie między ósmą a szesnastą. Choć ponoć Stephen King wypracowywał tak metodę pisania powieści! Siadał codziennie wieczorem, o stałej porze, nad swoją maszyną do pisania, aż wreszcie wytresował swoją wenę jak psa, by przychodziła na każde jego zawołanie dokładnie wtedy, kiedy ma na to ochotę.

No tak, ale Amerykanin może to zrobić w zaciszu domowego gabinetu, eliminując wszelkie dystraktory, zatapiając się w swoim flow. W biurze PGE VIVE Kielce tak się nie da. Tu co chwilę coś się dzieje! A to trzeba gdzieś pojechać, odebrać rollupy, ścianki czy inne reklamowe akcesoria, a to coś napisać, bo właśnie uruchomiono sprzedaż biletów albo przyszło pismo o zmianie terminu meczu. A to trzeba wpaść do chłopaków na trening, zrobić relację do mediów społecznościowych, przygotować briefing dla dziennikarzy, wykonać parę telefonów do sponsorów i kontrahentów, odbyć z nimi spotkania, sporządzić raporty, odpowiedzieć na wiadomości od kibiców, odbyć odprawę piętro niżej, na której punkt po punkcie omawia się zadania konieczne do bezbłędnej organizacji najbliższego pojedynku w Hali Legionów. Dla kogoś, kto musi mieć wszystko zaplanowane od A do Z – katastrofa. Dla kogoś, kto lubi spontaniczność i szybkie reagowanie na niespodzianki dnia codziennego – praca idealna! 

ZIMNY PRYSZNIC MATEUSZA KUSA

Trzon zespołu stanowi czwórka facetów. Paweł i Seba są w klubie od siedmiu lat. Piotrek sam już nie wie, ile pracuje. Prawdopodobnie od 2011 roku. Maciek dołączył do nich najpóźniej, bo dopiero latem 2013 r. Co jakiś czas przez dział marketingu przewijają się kolejne osoby, które mniej lub bardziej odciskają swój charakter na kształcie grupy. Wchodząc na trzecie piętro biurowca przy Robotniczej, od razu widać, że stanowią zgrany zespół. Po czym? Ciężko stwierdzić. To po prostu widać. No ale po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów przejechanych razem za drużyną, po setkach zrealizowanych projektów, dziesiątkach kłótni i sytuacji kryzysowych, z których wspólnie musieli się ratować, nie może być inaczej. 

Jedną z największych „wpadek” zaliczyli w kwietniu 2016 r., gdy wspólnie z Mateuszem Kusem kręcili w Hali Legionów spot, który promował decydujący o awansie do Final Four dwumecz z Flensburgiem. Mateusz kilkadziesiąt minut stał wtedy dzielnie pod prysznicem, z którego ze względu na awarię leciała wyłącznie zimna woda. „My potrzebowaliśmy efektu, że ta woda jest gorąca, więc uruchomiliśmy dymiarkę” – wspomina Piotrek, spec od telewizji klubowej, który zwykle ogląda mecze na dwu i pół calowym monitorze, choć odbywają się na żywo kilka metrów dalej – „Niestety, pomimo zabezpieczenia czujek przeciwpożarowych plastikowymi kubkami, gdzieś musiała wkraść się nieszczelność. Kręcimy więc spot, półnagi Mateusz stoi pod prysznicem, ja nagle słyszę hałas i odwracam głowę. Widzę strażaka. Na luzie patrzę z powrotem na Mateusza i dopiero wtedy dociera do mnie, że to naprawdę jest strażak! Siedem wozów przyjechało na sygnale, bo otrzymali alarm pożarowy z hali!”. Choć teraz historia budzi wyłącznie niepochamowany śmiech, wtedy chłopakom do śmiechu nie było. Na szczęście, dzięki ogromnej wyrozumiałości kieleckiej Straży Pożarnej, zakończyło się wyłącznie wylegitymowaniem sprawców zamieszania.

NIE UTRĄCIĆ STALAKTYTU

Awaria sprzętu nie raz pokrzyżowała im szyki. Półtora roku wcześniej, w ramach projektu „Gramy Razem dla Świętokrzyskiego”, tworzyli wideo o Jaskini „Raj” z udziałem Michała Jureckiego. „To był świetny materiał, bo udało nam się dotrzeć do odkrywców, studentów z Krakowa, którym później odebrano tę zasługę. Oni w ogóle nie chcieli rozmawiać z mediami, byli negatywnie nastawieni do telewizji, ale my zdołaliśmy nakłonić ich do rozmowy!” – Piotrek wciąż jeszcze fascynuje się tamtą historią – „W każdym razie, w jaskini było bardzo zimno i ciasno. Ciężko było poruszać się ze sprzętem, a centymetr utrąconego stalaktytu wiązał się z potężną karą finansową!”. Ekipa musiała wtedy ze sobą taszczyć m.in. kamerę i dwumetrowy slider. „Ze względu na dużą wilgotność zaczęły nam się spalać żarówki i zanim wszystko udało się nagrać, spędziliśmy tam ze dwanaście godzin. Michał Jurecki cały czas był z nami. Wszyscy byliśmy źli, ale i my i on wiedzieliśmy, że mamy pracę do wykonania. Michał podszedł wtedy do zadania bardzo profesjonalnie”.

Zawodnicy zresztą zawsze wspierają działania chłopaków. Czasem któremuś coś się zapomni – to normalne – ale wtedy zwykle nie ma problemu z organizacją zastępstwa. Dużo daje pomoc kierownika drużyny, który wtedy pośredniczy w kontakcie z drużyną. Zawodnicy często wykazują się żelazną cierpliwością, bo ze względu na specyfikę realiów świata sportu, niektóre działania trzeba organizować w bardzo krótkim czasie. Ostatnio na przykład, Mariusz Jurkiewicz prośbę o wizytę w schronisku dla zwierząt otrzymał na trzy godziny przed terminem, ponieważ na szybko trzeba było zastąpić jednego z zawodników, który musiał wyjątkowo stawić się na badania. Mateusz Kus zresztą dowiedział się o akcji niewiele wcześniej, a obaj bez żadnego marudzenia, z przyjemnością stawili się w Dyminach i widać było, że spotkanie z psiakami i ich pełnymi pasji opiekunami sprawiło im wiele radości.

TAJEMNICE HALOWYCH ZAKAMARKÓW

Czasem zawodnicy muszą nawet interweniować, gdy ochrona obiektów nie chce wpuścić chłopaków w dane miejsce lub zabrania filmowania. Tak jest na przykład w Orlen Arenie. Zastanawialiście się, dlaczego większość wywiadów z Płocka kręconych jest w… łazience? Ano dlatego, że to jedyne miejsce, gdzie ekipa medialna może po meczu wejść z kamerą. A to i tak za wstawiennictwem zespołu.

Trener Dujszebajew również jest bardzo wyrozumiały i zawsze znajdzie czas dla mediów, choć dba też o to, żeby jego zawodnicy przede wszystkim skupiali się na trenowaniu i mieli ku temu odpowiednie warunki. Czasem można na niego wpaść gdzieś w zakamarkach Hali Legionów, gdy sam ćwiczy na siłowni lub rowerku stacjonarnym ukrytym w jednym z pokoików, w korytarzu. Otwierając w nieświadomości drzwi do pomieszczenia, w którym cicho i ciemno, jakiż dziw bierze człowieka, gdy nagle zza winkla wyłania się trener, zasuwający na rowerku z rosyjską muzyką na uszach. „Dzień dobry” – wita intruza zadyszany, uśmiechając się serdecznie – „Schowałem się tutaj, żeby nie ćwiczyć tak na widoku. Mogę tu jeszcze chwilę zostać, czy będę przeszkadzał?”. Cały Talant. Na meczach nieposkromiony choleryk, na co dzień przeuprzejmy człowiek, do rany przyłóż.

ZABAWA DLA SURVIVALOWCÓW

Nastawienie do klubowych projektów nieco zmieniło się w czasie. Na początku, gdy media jeszcze raczkowały, nie wszyscy rozumieli, dlaczego w ogóle powinno się to robić. Nie każdy chciał pokazywać się przed kamerami. Z wieloma postaciami trzeba było nauczyć się rozmawiać. Inaczej należało prowadzić wywiad z Piotrem Grabarczykiem, którego wypowiedzi rzadko kiedy stanowiły więcej niż dwa zdania pojedyncze, a inaczej z trenerem Bogdanem Wentą, któremu wystarczyło rzucić krótkie hasło, a raczył rozmówcę barwnymi opowieściami, często ciut odbiegającymi od głównego wątku pogawędki. Telewizja klubowa wiele eksperymentowała, bawiła się muzyką i montażem. Lektorkę uprawiali sami zawodnicy.

„Robiliśmy dużo specyficznych rzeczy” – śmieje się Piotrek – „Siwy na przykład pływał kajakiem po Nidzie. A tam jest mnóstwo bagien, much, które cię atakują, bobry wyskakują z wody. To zabawa dla prawdziwych survivalowców!”. Innym razem Tomek Rosiński o piątej rano zasuwał na Święty Krzyż w środku zimy po tym, jak wcześniej, w nocy wrócił z jakiegoś wyjazdowego meczu. Zresztą, spot o „Drużynie V” kręcony był w środę, po tym jak zespół nad ranem przyjechał z Elbląga, a o jedenastej miał trening na siłowni. Ale żaden z zawodników zaangażowanych do produkcji nawet się nie zająknął, ba, ci, którzy nie dostali roli w „serialu”, z chęcią pojechali na plan filmowy, dopingować Urosa, Manu, Djukę i Kozę. W realizację wideo zaangażowanych było wiele osób i instytucji.  Specjalnie na potrzeby klubu sprowadzona została replika samochodu, którym paczka przyjaciół z oryginalnego serialu „Drużyna A” jeździła po amerykańskich ulicach. Dziennikarz jednego z portali internetowych odnalazł numer telefonu właściciela auta i wielkiego fana produkcji, pana Kacpra Marciniaka, który przyjechał na plan prosto z Rzeszowa. Gromadzenie garderoby jak najbardziej zbliżonej do tej z serialu, zajęło kilka dni. Ale wszystko to odbyło się po prostu w genialnej atmosferze towarzyszącej chęci zrobienia czegoś fajnego.

POWAŻNE CELE

Ciekawość wzbudzają nie tylko klubowe materiały. „Praca działu marketingu i całego Klubu to codzienne reakcje na bieżące wydarzenia, planowanie działań na przyszłość, dziesiątki rozmów nad rozwojem i poszukiwanie źródeł finansowania dla Klubu” – mówi Paweł Papaj, dyrektor działu marketingu. W organizację meczów równie zaangażowani są pracownicy administracji i dyrektor Radosław Wasiak. – „Główne cele wyznacza Zarząd Klubu, często takim wizjonerem jest sam Prezes Bertus Servaas, kolejne cele kreujemy sami. Mamy  potencjał, który pokazał na przykład wielki mecz zorganizowany dwa lata temu w Krakowie. To było nasze największe wyzwanie organizacyjne. Mniejsze stawiamy sobie niemal codziennie – tylko w tej chwili pracujemy nad nowym sklepikiem klubowym wraz z asortymentem, nową stroną internetową czy lepszą dystrybucją biletów na mecze. Chcemy poprawiać frekwencje na meczach ligowych. Liga Mistrzów to z kolei multum obowiązków i wymagań ze strony EHF, hala przygotowywana jest po kilkanaście godzin przed każdym takim meczem. Pewnie, że nieraz chcielibyśmy jeszcze więcej ale często powierzchnią i budową ogranicza nas hala. Sami dostrzegamy mankamenty w naszym funkcjonowaniu, starając się mimo wszystko wycisnąć maksimum.”

WSZYSTKO DLA RĘCZNEJ

Media PGE VIVE doskonałą robotę wykonują od pewnego czasu na turniejach rangi mistrzowskiej z udziałem reprezentacji Polski. Po raz pierwszy panowie pojechali za kadrą do Serbii w 2012 roku i byli tam jedyną telewizją klubową. Poza tworzeniem materiałów, po prostu wspierali też zawodników. Kiełek, klubowa maskotka, zbierał rozsianych po całej hali polskich kibiców do jednego sektora, a Seba organizował doping w belgradzkim obiekcie. To zresztą niesamowicie ujmujące momenty, gdy pracownicy mediów i dziennikarze, korzystając ze swoich „wejść” starają się w jakiś sposób pomagać drużynie. Nie raz wspierali kibiców czy organizowali polską oprawę muzyczną podczas zagranicznych turniejów. A zobaczyć Bartka Jaszkę wraz z Bartkiem Jureckim nucących „Ja jestem King Bruce Lee Karate Mistrz!” i kiwających się przy tym komicznie w rytm muzyki na rozgrzewce przed meczami mistrzostw Europy w Aarhus to doprawdy jeden z najfajniejszych zakulisowych obrazków.

Obecnie na mistrzostwa jeździ już coraz więcej ekip medialnych europejskich klubów, szczególnie niemieckich. Na pewno jednak, można powiedzieć, że w dużej mierze to Kielce były prekursorem takiej aktywności w piłce ręcznej. Doskonałe zasięgi materiały klubowe osiągały podczas mistrzostw świata w Katarze. Te trzy tygodnie nad Zatoką Perską były skrzętnie przemyślaną kampanią, w ramach której zrealizowanych zostało mnóstwo ciekawych pomysłów. Kielecka kamera była wszędzie! Z Chrapkiem, który pokazywał kadrę od wewnątrz, w pokoju braci Jureckich, gdy grali na PlayStation, z Julenem i Urosem, gdy wzajemnie przepytywali się w mixed zonie po meczu, z dziennikarzami TVP, gdy komentowali polsko-hiszpańską batalię o brąz, z Karolem Bieleckim, gdy spacerował po Doha i ze Sławkiem Szmalem, gdy zdzierał gardło wykrzykując pamiętne „Mamy medaaaal!”.

W Danii, gdy podczas mistrzostw Europy ekipa tworzyła fanzonę promującą klub i województwo świętokrzyskie, panowie wynieśli z wynajmowanego mieszkania telewizor, by kibice mogli grać na PlayStation. Trochę dziwnie było, gdy na stoisko przyszedł sam właściciel mieszkania, a jeszcze dziwniej, gdy zorientował się, że to jego telewizor. Innym razem rozsyłali tajne wiadomości do kibiców lub publikowali posty na oficjalnym fanpage’u klubu w czasie, gdy zawodnicy mieli trening i zaraz potem je usuwali, by nie zorientowali się o co chodzi. A chodziło o podziękowania, słowa wsparcia i motywacji od kibiców, którymi później został obklejony korytarz przy szatni zespołu. Wszystko nakręcono kilkoma kamerami z ukrycia. Jeszcze innym razem wspierali dwóch kibiców, którzy stopem udali się na Final Four w Kolonii. Gdy panowie gdzieś na trasie od dłuższego czasu nie mogli złapać podwózki, poprosili znajomego dziennikarza z RMF-u, by nadał w radiu komunikat o odzianych w żółte koszulki podróżnikach z Kielc, czekających przy drodze na miłosiernego kierowcę. I udało się!

Jak wiele fajnych akcji dzięki tej ekipie.

Tekst pochodzi z dziewiątego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ, przygotowanego na mecz ze Stalą Mielec (31.10.2017 r.).

dd 9 mielec