Arciom Karalok: Dobrze, że już wróciłem do gry
02.02.2019, 18:28
Komentarze

Arciom Karalok: Dobrze, że już wróciłem do gry

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

pluszewska 2

  • Patryk Ptak
  • Foto

Patryk_Ptak

  • Olga Pierzak
  • Foto

olga pierzak

W 16. serii PGNiG Superligi PGE VIVE Kielce pewnie pokonało Arkę Gdynia 38:25. Rywale stawili nam większy opór, niż można było się tego spodziewać po ostatniej ekipie w tabeli, a trener Talant Dujshebaev po meczu wyjaśnił, skąd wzięło się dłuższe niż zwykle wchodzenie w odpowiedni rytm meczowy naszego zespołu. Szkoleniowiec obszernie opisał też sytuację zdrowotną swojej drużyny, wyjaśniając nieobecność Michała Jureckiego i chwaląc szybki powrót do gry Arcioma Karaloka. Sam obrotowy przyznał, że cieszy się z takiego obrotu sprawy, choć nie do końca czuje się jeszcze pewnie na parkiecie.

Talant Dujshebaev, trener PGE VIVE Kielce: Wczoraj zrobiłem bardzo mocny trening, wszyscy byli obecni, to był super trening! Potrzebowaliśmy takich zajęć, więc podchodzę do dzisiejszego meczu z pełnym zrozumieniem. Gdybym wczoraj zrobił lżejszy, krótszy trening, to dzisiaj na pewno byłoby inaczej. W trakcie całego sezonu w którychś meczach musimy trochę opuścić formę, popracować trochę bardziej fizycznie. Na poniedziałek też mam zaplanowany bardzo mocny trening, dlatego byśmy w środę i w czwartek mogli spokojnie przygotowywać się do spotkania z Kristanstad, więc wtorkowy mecz również może wypaść nam trochę gorzej.

Dziś pierwszy mecz zagrał Arciom Karalok, jestem bardzo zadowolony z tego, że Arczi tak szybko dołączył do zespołu. Mieliśmy możliwość, by wystąpił w Zabrzu, ale nie chcieliśmy ryzykować. Dzisiaj pograł około dwudziestu minut i w ataku i w obronie, mając lepsze i gorsze momenty. Marko Mamić jeszcze na treningach nie pracuje w ataku, ma problem ze stawem skokowym, nie może do końca skakać, po takim ciężkim treningu jak wczoraj odczuwa ból, więc potrzebujemy jeszcze trochę cierpliwości, by doszedł do siebie. Dzidzia dziś nie wystąpił, by nie ryzykować, w ostatnich dniach dostawał zastrzyki w związku z przebytym urazem przywodziciela. Nie jest to nic niepokojącego, bardziej dmuchanie na zimne, jestem pewny, że w poniedziałek wszystko będzie już okej.

Arciom Karalok, obrotowy PGE VIVE Kielce: Kolano już mnie nie boli, ale trochę ciężko jest wrócić na parkiet ze względów psychologicznych, bo był miesiąc przerwy, w dodatku jestem po kontuzji. Dobrze, że wróciłem na dwa mecze przed spotkaniem z Kristianstad. Nie zagrałem takiego meczu, jaki bym chciał, ale jeszcze mam trochę czasu. Nawet nie wiedziałem, że Arka jest ostatnia w tabeli, chłopaki dobrze powalczyli przez sześćdziesiąt minut o każdą piłkę. Każdy zespół chce z nami grać na sto procent, by pokazać, że jesteśmy normalnymi zawodnikami, jak wszyscy inni. My też z każdym gramy na sto procent, wystarczy chwila dekoncentracji i możemy przegrać.

Mariusz Jurkiewicz, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Wydawało się, że może być łatwo, ale my nigdy nie podchodzimy tak do żadnych spotkań, nigdy też miejsce w tabeli nie odzwierciedla tego, jak będzie wyglądał mecz. Zresztą pamiętamy, jak wyglądał mecz ze Stalą Mielec, która była jedną z najlepiej wyglądających drużyn z tych, które do nas przyjechały. Cel gdynian był jasny, przyjechali powalczyć i pokazać się z jak najlepszej strony i myślę, że przez znaczną część spotkania im to wychodziło. Niektóre mecze tak się układają, trochę nam zeszło, zanim się obudziliśmy i weszliśmy w nasz normalny rytm, ale mecz trwa sześćdziesiąt minut. W Zabrzu też tak to wyglądało, tak może być z tymi pierwszymi spotkaniami po okresie przygotowawczym. Jedni są trochę bardziej zmęczeni mocnymi treningami, drudzy są zmęczeni po mistrzostwach i chwilę potrwa, zanim się dotrzemy.

Adam Lisiewicz, drugi trener Arki Gdynia: Przyjechaliśmy z ambicjami, by powalczyć, ale wiadomo, zespół z Kielc to klasa światowa. Ciężko się z nimi gra, po piętnastu minutach zmieniają całą siódemkę. My dzisiaj przyjechaliśmy w troszeczkę osłabionym składzie, ale to nie jest oczywiście żadna wymówka, bo na boisku walczymy siedmiu na siedmiu. Nie jest to dla nas nic szczególnego, że prowadziliśmy 6:3, każdą akcję staramy się grać, jakby to była pierwsza akcja w meczu. Z dzisiejszego spotkania jesteśmy i zadowoleni i nie. Sport rządzi się swoimi prawami i jeżeli już przegrywamy, to chcielibyśmy to robić jak najmniejszą liczbą bramek. Tu było trzynaście, to sporo.