M. Kornecki: Mam jeszcze gdzieś ten rower!
06.03.2019, 16:01
Wywiad

M. Kornecki: Mam jeszcze gdzieś ten rower!

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

pluszewska 2

  • Grzegorz Trzpil
  • Foto

Grzegorz Trzpil

Ostatnie szęść lat spędził w Zabrzu, gdzie do końca tego sezonu reprezentuje barwy NMC Górnika, drużyny prowadzonej przez trenera Rastislava Trtika. W lipcu tego roku dołączy do zespołu PGE VIVE Kielce i pod okiem trenera Talanta Dujshebaeva będzie przygotowywał się wraz z resztą ekipy żołto-biało-niebieskich do walki o najwyższe cele sezonu 2019/20. Mateusz Kornecki w wywiadzie specjalnie dla nas opowiada o kulisach transferu i przewidywaniach co do współpracy z Andreasem Wolffem. Wspomina także swój debiut w seniorskiej reprezentacji Polski, którą wówczas prowadził szkoleniowiec PGE VIVE, oraz rozgrywki Małej Ligi Piłki Ręcznej, w której jako najlepszy bramkarz zawodów otrzymał rower górski.

 

PGE VIVE Kielce: Jak minęły Ci ostatnie dni, kiedy ważyły się losy dwóch Twoich kontraktów, tego wciąż obowiązującego z Zabrzem i nowego z Kielcami?

Mateusz Kornecki, bramkarz PGE VIVE od sezonu 2019/20: W zasadzie to za bardzo się tym nie przejmowałem, bo współpracuję z menadżerem, który się tym zajmował. Interesowałem się przebiegiem rozmów, ale nie wpływało to na moje funkcjonowanie. Podpisałem umowę z PGE VIVE, bo chciałem tu grać, ale miałem też obowiązujący kontrakt z Zabrzem, więc najpierw kluby musiały się dogadać. Fajnie, że doszły do porozumienia. Prezes Kmiecik rozumiał, że dostałem taką propozycję i chcę z niej skorzystać. Cieszę się, że od następnego sezonu będę zawodnikiem Kielc.

Kiedy po raz pierwszy pojawił się temat transferu do Kielc?

To bardzo świeża sprawa. Pierwsze rozmowy odbyły się dwa tygodnie temu. Wcześniej były jakieś zapytania ze strony klubu, ale to nie było nic konkretnego.

Konsultowałeś z kimś swoją decyzję? Podpytywałeś zawodników PGE VIVE o warunki panujące w klubie?

Nie, nie podpytywałem. Skonsultowałem się z najbliższymi, powiedziałem im, że jest opcja przejścia do Kielc. Rodzina i przyjaciele bardzo się ucieszyli, że dostałem propozycję z takiego klubu i wszyscy mówili mi, że fajnie byłoby z niej skorzystać. Moje pierwsze odczucie też było takie, że warto zrobić krok do przodu i grać w zespole, który występuje w Lidze Mistrzów i zawsze walczy o najwyższe cele. Ostateczną decyzję podjąłem sam.

To właśnie Liga Mistrzów była dla Ciebie główną wartością kieleckiego klubu?

Czy główną nie wiem, ale na pewno jednym z czynników. Wiadomo, że w Zabrzu klub też walczy o jak najwyższe cele, ale porównując te dwie drużyny jest duża różnica. W Kielcach są większe możliwości, bo jest Liga Mistrzów, w lidze gra się o Mistrzostwo Polski, na co dzień trenuje się z lepszymi zawodnikami. Same plusy.

Dość długo jesteś już w Zabrzu. Czy przeprowadzka do Kielc po tylu latach będzie dla Ciebie stresująca?

Jestem w Zabrzu już szósty sezon, to wspaniały okres dla mnie. Przeprowadzka nie będzie problemem, bo mieszkam niedaleko Kielc, tym akurat się najmniej martwię. Wydaje mi się, że jestem urodzonym optymistą jeśli chodzi o otaczający świat (śmiech). Jestem otwarty na wyzwania i Kielce traktuję właśnie jako nowe wyzwanie.

Jak zapatrujesz się na współpracę z Talantem Dujshebaevem, trenerem, którego znasz już z reprezentacji i który słynie z porywczego charakteru?

Miałem przyjemność grać w reprezentacji, gdy objął ją trener Dujshebaev. Na pewno jest to osoba wymagająca, która zwraca uwagę na każdy szczegół. Bardzo się z tego cieszę, bo przy takim trenerze naprawdę można się rozwinąć. Wydaje mi się, że jak trenuje się piłkę ręczną, jako zawodnik jest się zahartowanym, bo różne sytuacje zdarzają się na boisku. Trener nigdy nie ma na celu źle wpłynąć na zawodnika. Jeden gracz potrzebuje od trenera krzyku, drugi spokojniejszego przekazania informacji. Trener Talant jest bardzo ekspresyjny, lubi wyrażać swoje emocje, ale wydaje mi się, że nie ma się czego bać.

A Ty czego potrzebujesz od szkoleniowca, z którym pracujesz?

Myślę, że tego, co w zasadzie każdy zawodnik. Trener musi wierzyć w swoich zawodników, to jest najważniejsze. Jeśli im ufa, to wszystko inne będzie na swoim miejscu. Jak patrzymy sobie na grę Kielc, to widać, że trener Talant wierzy w każdego zawodnika, daje im szanse, to jest duży plus.

To za kadencji trenera Dujshebaeva właśnie zadebiutowałeś w kadrze. Wkrótce po debiucie rozegrałeś niesamowity mecz z Argentyną, w którym wszedłeś na kilkanaście minut i w tym czasie wpuściłeś tylko jedną bramkę, notując skuteczność na poziomie 88%!

To było dawno i nieprawda (śmiech)! Zgadza się, to był mecz, dzięki któremu zdobyliśmy siedemnaste miejsce na mistrzostwach świata 2017 we Francji i Puchar Prezydenta, miłe wspomnienie dla mnie. Wcześniej dostałem powołanie od trenera na zgrupowanie kadry i w grudniu pierwszy raz trenowałem w seniorskiej kadrze pod okiem trenera Talanta, debiutując na turnieju w Hiszpanii.

W Kielcach stworzysz duet z Andreasem Wolffem, bramkarzem, któremu nie do końca po drodze z Niklasem Landinem w rywalizacji o pierwsze miejsce w bramce THW Kiel. Jak widzisz wasze relacje w zespole?

Nie znam Andreasa osobiście, ale bardzo cieszę się na tą współpracę. Mam nadzieję, że będzie owocna. To doświadczony zawodnik, reprezentant Niemiec i ich podstawowy bramkarz, duże wzmocnienie. Mam nadzieję, że coś będę mógł u niego podpatrzeć, czegoś się nauczyć. Na pewno każdy z nas dostanie szansę gry. Każdy z nas będzie chciał grać jak najwięcej, ale to mecze wszystko zweryfikują i aktualna forma. W samych pozytywach patrzę na tę współpracę, to bramkarz, który ma inne warunki niż ja, troszkę inaczej broni, więc będziemy się różnić.

W czym?

Andreas kest trzy lata straszy ode mnie, od kilku lat znajduje się w topie bramkarzy. Ma bardzo dobre warunki fizyczne i pomimo swoich gabarytów jest bardzo gibkim bramkarzem. Będę mógł podpatrzeć u niego różne zachowania w ustawieniu np. przy rzutach ze skrzydła czy w sytuacjach sam na sam. Ja o sobie nie chcę za bardzo mówić, na pewno nie mam takich warunków jak Andreas, bazuję bardziej na ustawieniu i szybkości reakcji.

Zaczynałeś swoją przygodę z piłką ręczną w Małej Lidze Piłki Ręcznej, dwukrotnie zostając najlepszym bramkarzem tych rozgrywek w latach 2005 i 2008. Jak wspominasz tamte czasy?

Wspominam wspaniale! Przed małą ligą kilka razy spotykaliśmy się z drużyną na treningach i akurat ówczesna pani wuefistka stwierdziła, że pojedziemy na zawody organizowane przez fundację VIVE Serce dzieciom. To była druga edycja, z moją szkołą podstawową w Miedzierzy zajęliśmy wtedy trzecie miejsce, ja zdobyłem nagrodę najlepszego bramkarza, którą był wtedy rower górski. Super nagroda! Od tego wszystko się zaczęło, zostaliśmy wcieleni w struktury klubu KSSPR-u Końskie, w drużynę młodzików młodszych. Dzięki Małej Lidze Piłki Ręcznej zacząłem grać i polubiłem to, co robię do tej pory.

Masz jeszcze gdzieś ten rower?

Mam go, trochę na nim pojeździłem, więc nie wszystkie części są sprawne, ale chyba jeździ (śmiech)!