Walka do ostatnich sekund! Szesnasty Puchar jest nasz!
12.05.2019, 14:51
Mecz

Walka do ostatnich sekund! Szesnasty Puchar jest nasz!

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

pluszewska 2

  • Anna Benicewicz-Miazga
  • Foto

Anna Benicewicz-Miazga

W meczu finałowym PGNiG Pucharu Polski pokonaliśmy Orlen Wisłę Płock 26:25. Spotkanie od początkowych do końcowych sekund było niesamowicie wyrównane, a o zwycięstwie zdecydowała tylko jedna bramka. Świetne zawody rozegrał Vladimir Cupara, który przez cały mecz zanotował wiele skutecznych interwencji i został bohaterem ostatniej akcji, broniąc rzut na remis Dana Emila Racotea. Po raz szesnasty w historii i jedenasty z rzędu zdobyliśmy Puchar Polski! Na parkiecie zabrakło kontuzjowanych Michała Jureckiego i Daniela Dujshebaeva.

Orlen Wisła Płock – PGE VIVE Kielce 25:26 (11:9)

Orlen Wisła Płock: Morawski, Borbely, Wichary – Mihić 1, Krajewski, T. Gębala 3, Racotea 1, Moya 1, Obradović, Zdrahala, Mlakar 2, De Toledo 2, Daszek 9, Góralski, Sulić 5, Piechowski 1

Cupara, Wałach – Jachlewski 2, Bis, Fernandez 2, Kulesh 3, Mamić 1, Cindrić 5, Jurkiewicz 1, A. Dujshebaev 1, Lijewski, Janc 5, Moryto, Karalok 3, Aginalde 3

Pierwsza siódemka: Cupara – Janc, A. Dujshebaev, Cindrić, Kulesh, Jachlewski, Karalok

 

Początek meczu zdecydowanie mógł podobać się kibicom zgromadzonym w Arenie Poznań. U zawodników obu ekip widać było ogromną determinację i nastawienie na cel: wygrać ten jeden mecz i wznieść trofeum – szesnaste w historii PGE VIVE, jedenaste w historii Orlen Wisły.

Choć akcja na boisku toczyła się w szybkim tempie, to jednak sam wynik mozolnie posuwał się do przodu. Po trzynastu minutach na tablicy mieliśmy zaledwie 4:3 dla kielczan. Dobrze rozpoczęli bramkarze, Vladimir Cupara i Adam Morawski, choć nie mieli łatwego zadania, bo tuż za ich bramkami w tej części gry znajdowali się kibice drużyn przeciwnych. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - przynajmniej Vlad Cupara nie musiał nigdzie wykręcać szyi, gdy żółta część publiczności po udanych interwencjach skandowała jego nazwisko – mógł cieszyć się wraz z kibicami, patrząc im prosto w uradowane twarze!

Tymczasem gra toczyła się swoim tempem, punkt za punkt. Po kwadransie już drugą karę dwuminutową otrzymał Mateusz Jachlewski, a my, grając w osłabieniu, do ataku ściągaliśmy bramkarza. Dzięki temu łatwo zdobywaliśmy bramki, ale i płocczanie łatwo oddali dwa trafienia do pustej bramki, ponieważ podczas szybkich wznowień Vlad Cupara nie zdążył wrócić między słupki. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy trener Talant Dujshebaev poprosił o czas. Jego zespół remisował z Płockiem 9:9, ale po nieudanej akcji to rywale mieli piłkę w ataku i możliwość wyjścia na prowadzenie, choć do tej pory to głównie kielczanie wychodzili na jedno trafienie do przodu, a płocczanie wyrównywali. Niestety, choć Marko Mamiciowi udało się powstrzymać Tomasza Gębalę, to jednak nasz rozgrywający zarobił rzut karny na konto Nafciarzy, a Michał Daszek wyciągnął Wisłę na 10:9.

Niestety kolejne nasze akcje ofensywne nie powiodły się, piłki rzucane przez naszych zawodników trafiały w słupek lub Adama Morawskiego, co podopieczni Xaviera Sabate wykorzystali na podwyższenie prowadzenia do przerwy na 11:9.

Początek drugiej partii zwiastował nienajlepszy rezultat. Michał Daszek szybko, z rzutu karnego, dał swojej ekipie jeszcze większą przewagę, 12:9. Wtedy jednak, niesiony dopingiem kibiców, których teraz już miał za swoimi plecami, Vladimir Cupara, zamurował bramkę na kolejnych kilka minut, a jego koledzy z boiska wyrównali na 12:12. Serb był niesamowity, bronił rzuty z koła i z dystansu, nawet próbę „dobitki”.

Mecz ponownie toczył się bramka za bramkę, ale Nafciarze mocno musieli się namęczyć i nabiegać w poprzek boiska, by zdobywać kolejne trafienia. Technikę czy siłę zamieniali więc na spryt, a to dogrywając piłkę na skrzydło do Michała Daszka czy puszczając ją „szczurem” po parkiecie między nogami naszych obrońców.

Po drugiej stronie naszym zawodnikom też zdobywanie bramek nie szło najłatwiej. Adam Morawski wyłapywał kolejne rzuty, na szczęście, dzięki postawie Vlada Cupary mogliśmy uruchomić naszą największą broń – kontratak. Po dwóch kontrach z rzędu Blaza Janca i Mateusza Jachlewskiego prowadziliśmy 19:17, a do końca meczu pozostało niecałe piętnaście minut.

Trener Xavier Sabate poprosił o czas. Przerwa przyniosła oczekiwany skutek - po szybkich akcjach Mateusza Piechowskiego i Tomasza Gębali, tablica znów wskazywała rezultat remisowy, 19:19. O ile do tej pory na zawodnikach nie ciążyła jeszcze tak presja kończącego się czasu gry, o tyle w ostatnich dziesięciu minutach, gdy wciąż żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć drugiej, rozpoczęła się nerwówka! Mimo to, kielczanie nie tracili „zimnej głowy” – gdy przegrywaliśmy jedną bramką Mariusz Jurkiewicz w stylu, w jakim zrobił to w meczu z Paryżem, puścił piłkę do pustej bramki. „Loczek” gonił ją ile sił w nogach i nawet dogonił, ale wpadł z nią między słupki, a kielczanie wyrównali na 24:24.

Atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca! Tutaj już było wiadomo, że spotkanie rozstrzygnie się w ostatnich sekundach. I rzeczywiście! Na dziesięć sekund przed końcem meczu Julen Aginagalde rzutem karnym wyprowadził kielczan na 26:25. Trener Sabate wziął czas, a Nafciarzom zostało bardzo mało czasu na wyrównanie i nadzieje przedłużenia pojedynku o kolejne w tym sezonie rzuty karne. Do sytuacji rzutowej doszedł Dan Emil Racotea, ale ponownie swoją klasę pokazał Vladimir Cupara, zostając bohaterem ostatniej akcji i całego meczu. Obroniliśmy trofeum! Po raz szesnasty zdobyliśmy Puchar Polski, wygrywając z Płockiem w Poznaniu 26:25. Najlepszymi zawodnikami spotkania zostali Michał Daszek i Luka Cindrić. Luka jednak postanowił oddać swoją nagrodę Vladimirowi Cuparze.