Remis wyszarpany w ostatniej sekundzie!
15.09.2019, 20:50
Mecz

Remis wyszarpany w ostatniej sekundzie!

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

  • Angela Grewe
  • Foto

angela grewe (1)

Pod znakiem wielkich emocji przy wspaniałej piłce ręcznej upłynął pierwszy mecz kielczan w Lidze Mistrzów. Podopieczni Talanta Dujshebaeva zremisowali 30:30 z gospodarzami spotkania, THW Kiel, a ostatnią bramkę w ostatniej sekundzie zdobył dla nas Alex Dujshebaev. W inauguracyjnym spotkaniu Ligi Mistrzów mamy więc jeden bardzo ważny punkt i czekamy na kolejnych rywali. Na parkiecie Sparkassen Areny w barwach PGE VIVE zabrakło Mateusza Jachlewskiego, Branko Vujovicia, Daniela Dujshebaeva i Tomasza Gębali.

THW Kiel – PGE VIVE Kielce 30:30 (14:15)

THW Kiel: N. Landin, Quenstedt – Dahmke, Kristjansson, Weinhold, Wiencek, Ekberg, Rahmel, Zarabec, Horak, Duvnjak, Bilyk, Reinkind, Pekeler, NIlsson, M. Landin

PGE VIVE Kielce: Wolff, Kornecki – A. Dujshebaev, Pehlivan, Aginagalde, Janc, Lijewski, Kulesh, Jurkiewicz, Moryto, Fernandez, Karacić, Karalek, Guillo

Pierwsza siódemka: Wolff – Janc, A. Dujshebaev, Karacić, Kulesh, Jurkiewicz, Karalok

 

Mecz rozpoczął się w zawrotnym tempie, a kibice w pierwszych minutach mogli oglądać bramkę za bramką. Bardzo ładnie wyglądała współpraca Igora Karaicia z kołem, na którym „grasował” Romaric Guillo. Francuz, ze względu na szybkie tempo gry, rzadko kiedy zdążał zmieniać się do ataku z Arciomem Karalokiem i po ośmiu minutach miał na koncie dwa trafienia – tyle samo, co Arek Moryto, który był pewnym punktem kielczan w rzutach karnych. Po jedenastu minutach wynik wynosił 7:7.

Wtedy przyszedł nieco słabszy okres gry naszej drużyny. Podopieczni Talanta Dujshebaeva nie bardzo potrafili wykorzystać grę w przewadze i przez około cztery minuty nie zdobyli bramki, a niemoc przełamał silnym rzutem z dystansu Vlad Kulesh. W dwudziestej minucie, przy wyniku 9:9, na parkiecie Ligi Mistrzów po raz pierwszy zameldował się Doruk Pehlivan. Doruk dość szybko otrzymał dwuminutową karę za pchnięcie rywala w obronie i tym razem to kielczanie musieli grać w osłabieniu. Między słupkami dobrze jednak spisywał się Andi Wolff, a cały czas w ataku – rozdając piłki kolegom – czarował Igor Karacić, który teraz przesunął się na lewe rozegranie, robiąc miejsce na środku Alexowi Dujshebaevowi, który z kolei prawą połówkę odstąpił Krzysztofowi Lijewskiemu. W dwudziestej czwartej minucie prowadziliśmy 12:11.

Tymczasem do bramki THW wszedł Niklas Landin, który zastąpił Dario Quenstedta, ale jego obecność między słupkami nieszczególnie podniosła jakość interwencji bramkarskich Kielu. Gra stawała się coraz bardziej zacięta, zawodnicy raz po raz upadali w żelaznych uściskach na parkiet w okolicach linii szóstego metra po obu stronach boiska. Kielczanie dobrze radzili sobie w tej estetyce gry, wprowadzając do niej jednak nieco finezji. W dwudziestej ósmej minucie Alex Dujshebaev ze środka dograł piłkę do Angela Fernandeza na skrzydło, który w powietrzu odegrał ją z powrotem do Alexa, by ten zdobył bramkę na 14:12. W samej końcówce kilończycy pokonali nas 2:1 – jedną bramkę dla nas zdobył Uladzislau Kulesh, wpychając z piłką do bramki Niklasa Landina, a po jednej dla Kielu Nikola Bilyk i Niclas Ekberg. Na przerwę schodziliśmy więc prowadząc jednym trafieniem, 15:14.

Drugą połowę rozpoczął festiwal potężnych rzutów – Vlada Kulesha i Nikoli Bilyka. Zmieniła się kielecka defensywa – wysoko, niemal do połowy boiska wysunął się na „jedynce” Blaz Janc pilnujący Domagoja Duvnjaka, a na boisko zakradało się chytrze coraz więcej emocji. W siódmej minucie, po rzucie Steffena Weinholda gospodarze wysunęli się na prowadzenie 18:17 i zaczęło się robić niebezpiecznie, bo ekipa Filipa Jichy ewidentnie złapała wiatr w żagle.

Przez chwilę kilończycy prowadzili już dwiema bramkami, ale kielczanie szybko wyrównali na 20:20, następnie na 21:21. Za przerwanie kontrataku Alexa Dujshebaeva czerwoną kartkę otrzymał Rune Dahmke, a kielczanie zaczęli uskuteczniać grę na dwóch kołowych, Arcioma Karaloka i Julena Aginagalde. Wreszcie, w osiemnastej minucie drugiej połowy drużynie PGE VIVE, po fenomenalnej wkrętce z zerowego kąta Blaza Janca, udało się odzyskać prowadzenie, 23:22. Za chwilę jednak gra znów wymknęła się nam spod kontroli. Błędy w ataku zaczęli popełniać ci, którzy do tej pory grali nienagannie i na pięć minut przed końcem spotkania THW Kiel prowadziło 27:25.

Wtedy do rzutu karnego, wywalczonego przez Alexa Dujshebaeva, podszedł Julen Aginagalde. Hiszpan wykorzystał „siódemkę” ponownie podrywając swoich kolegów do walki. W ataku pomylił się Nikola Bilyk, Mariusza Jurkiewicza w kolejnej akcji sfaulował Patrick Wiencek i Julen ponownie zameldował się na linii siódmego metra. Tak! Bramka! Remis 27:27.

Kielczanie jednak znów zaczęli się mylić, gubić piłkę i „Zebry” szybciutko ponownie znalazły się na dwubramkowym prowadzeniu, na czterdzieści kilka sekund prowadząc 30:28. Wtedy po profesorsku rzut z biodra oddał Vlad Kulesh. Przegrywaliśmy 29:30. Filip Jicha wziął czas, ściągnął bramkarza, a Andi Wolff obronił rzut Mihy Zarabeca! Teraz to Talant Dujshebaev wziął czas, a na przeprowadzenie akcji jego drużyna miała zaledwie 5 sekund. Jakim cudem, tego pewnie jeszcze długo się nie dowiemy, ale w ostatniej sekundzie zwycięstwo gospodarzom wyrwał Alex Dujshebaev, zamieniając je na remis 30:30 i tonąc w uściskach swoich kolegów.

ZOBACZ STATYSTYKI