Z Montpellier walczyliśmy do końca
12.10.2019, 19:38
Mecz

Z Montpellier walczyliśmy do końca

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

  • Paweł Jańczyk
  • Foto

Ależ było blisko! Odrobina szczęścia i skuteczności w kluczowych sytuacjach, a zwycięstwo byłoby na wyciągnięcie ręki. Niestety, choć walczyliśmy do końca, przegraliśmy z Montpellier HB w meczu 4. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów 27:29. W meczu zabrakło tradycyjnie Mateusza Jachlewskiego, Daniela Dujshebaeva, Branko Vujovicia i Tomasza Gębali. W zespole gości nie wystąpili Diego Simonet, Melvyn Richardson, Gilberto Duarte i Jonas Truchanovicius.

PGE VIVE Kielce – Montpellier HB 27:29 (12:14)

PGE VIVE Kielce: Wolff (1-12, 40-60 min, 5/21), Kornecki (12-40 min, 5/18) - Jurkiewicz, Fernandez 1, Kulesh 5, Pehlivan, Karacić 1, A. Dujshebaev 1, Lijewski 2, Janc 7, Moryto 2, Karalok 2, Guillo, Aginagalde 6

Montpellier HB: Sego (1-48 min), Bonnefoi (48-60 min) - Descat 4, Grebille 2, Soussi 6, Tskhovrebadze, Villeminot 6, Porte 4, Bos 3, Lenne 2, Pettersson 1, Afgour 1

Pierwsza siódemka: Wolff – Jurkiewicz, Kulesh, Karacic, Karalok, A. Dujshebaev, Janc

ZOBACZ STATYSTYKI

Nie zaczęło się najlepiej. Odwrotnie niż ostatnio w Płocku, po początkowych minutach przegrywaliśmy z rywalami 2:5. Dobrze w bramce Montpellier sprawował się Marin Sego, a w dodatku kielczanie popełniali błędy. Przy rzucie karnym Julen Aginagalde przekroczył linię siódmego metra, a chwilę wcześniej Igor Karacić w ciemno podał piłkę na skrzydło, gdzie akurat nikogo nie było. Niezbyt dobrze w mecz wprowadził się Andreas Wolff, którego szybko zmienił Mateusz Kornecki. Podopieczni Patrice’a Canayera grali szybko i agresywnie, a kielczanom zdecydowanie brakowało „pazura”.

W osiemnastej minucie, gdy przegrywaliśmy z Montpellier 6:9, trener Talant Dujshebaev poprosił o czas. Grę żółto-biało-niebieskich ewidentnie trzeba było poukładać, a rywali wybić z rytmu. Z opóźnieniem, ale podziałało. Do roboty wzięli się Julen Aginagalde i Krzysztof Lijewski. We dwóch zdobyli po dwa trafienia i za chwilę to Patrice Canayer prosił o przerwę dla swojego zespołu, bo kielczanie zbliżyli się już na jedną bramkę, 10:11.

Też podziałało i to nawet lepiej, bo od razu Francuzi zdobyli trzy bramki z rzędu, wychodząc na prowadzenie 14:10. Do końca pierwszej połowy została już tylko minuta. Na szczęście dobrze w bramce interweniował Mateusz Kornecki, a dwa trafienia dla kielczan dołożyli Uladzislau Kulesh i Igor Karacić, więc na przerwę schodziliśmy przegrywając już tylko 12:14.

By mieć szansę na zwycięstwo w tym spotkaniu kielczanie musieli  w szatni powiedzieć sobie parę cierpkich słów i mocno się zmobilizować. Spotkanie jednak toczyło się jak po grudzie, naszym zawodnikom z trudem przychodziło forsowanie francuskiej defensywy i pokonywanie Marina Sego. Mateusza Korneckiego po kilku minutach tej części gry zmienił Andreas Wolff i wkrótce dał zespołowi ważną interwencję. Gdyby nie on, wynik w czterdziestej minucie wynosiłby już 21:16 dla Montpellier, a dzięki jego paradzie, skutecznym rzucie ze skrzydła Arka Moryto i kontrze Blaza Janca za chwilę było już tylko 20:18!

Patrice Canayer zaczął się denerwować i kolejny raz przerwał grę na sześćdziesiąt sekund. Szkoda, bo wiatr, który zaczął dmuchać w żagle kielczan, stracił na sile. Goście ponownie odpłynęli nam nieco dalej i mieliśmy problem, by znów się do nich zbliżyć. Nie traciliśmy jednak wiary, a publiczność w Hali Legionów na stojąco dopingowała żółto-biało-niebieskich! Wreszcie, gdy do końca zostało już tylko kilka minut, Andi Wolff dał kielczanom dwie ogromnie ważne interwencje! Najpierw obronił rzut karny, a następnie kontrę Montpellier, a Julen Aginagalde z karnego zdobył bramkę na 25:26!

Ale to już było – chciałoby się zanucić. Co z tego, że znowu prawie złapaliśmy zębami za brzeg koszulki rywala, skoro ten za chwilę znów nam uciekł. Tym razem tak, że już nie dało się go dogonić. Po prostu zabrakło czasu. I choć zawodnicy PGE VIVE próbowali, czego mogli – ściągali bramkarza, by grać siódemką w polu, wychodzili wysoką defensywą, niemal każdy swego – zwyczajnie tym razem upłynął regulaminowy czas gry, którą ostatecznie zakończyliśmy trzecią w tym sezonie porażką, 27:29.