T. Gębala: Lada moment miałem wrócić do gry
27.03.2020, 21:21
Wywiad

T. Gębala: Lada moment miałem wrócić do gry

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

  • Paweł Papaj
  • Tekst

  • Anna Benicewicz-Miazga
  • Foto

Na Instagramowym koncie PGE VIVE Kielce @kielcehandball codziennie odbywają się rozmowy na żywo z naszymi zawodnikami. Gościem dzisiejszego lajfa był Tomasz Gębala. Nie obyło się bez pytań o kwarantannę, termin powrotu do gry, ale i porównania do Karola Bieleckiego, czy charakterystyczną cechę Tomka… gadulstwo. Poniżej zapis wybranych pytań i odpowiedzi. Całość rozmowy przez dwadzieścia cztery godziny dostępna jest w Instastories.

PGE VIVE Kielce: Jak sobie radzisz w czasach kwarantanny, gdy wszyscy musimy spędzać czas w domach?

Tomasz Gębala, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Niestety trzeba twardo trzymać się restrykcji, by przyniosły efekty. Najważniejsze, by nie marnować czasu. Mamy go bardzo dużo ze względu właśnie na siedzenie w domu. Wyjścia trzeba ograniczyć do minimum. Staram się wykorzystywać ten czas jak najlepiej. Czytam książki, uczę się, robię kursy internetowe, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Czego się uczysz? Niedawno skończyłeś studia.

Zgadza się, skończyłem studia ekonomiczne i w tym kierunku chciałbym iść. Kupiłem ostatnio książkę do marketingu Pilipa Kotlera, wiele osób powiedziało mi, że to biblia marketingu, i faktycznie bardzo fajnie są tam opisane wszystkie procesy. Czytam ją z przyjemnością i robię notatki.

Sam jednak dopiero teraz założyłeś konto na Instagramie, dlaczego?

Szczerze mówiąc, wcześniej nie miałem pomysłu na prowadzenie konta, a chciałem, by było fajnie prowadzone, a nie było tylko kolejnym z wielu profili. Wcześniej nie miałem tego pomysłu, teraz trochę pod wpływem chwili stwierdziłem, że może jednak warto. I tak jakoś wyszło.

Rozpocząłeś publikacje na Instagramie od mocnego przekazu o Twojej kontuzji.

To może skupienie się na jednej części, ten post miał powiedzieć ogólnie o tym, co się u mnie działo przez ostatni okres. Ja sam celowo odmawiałem wywiadów, by ograniczyć moją aktywność medialną do minimum, musiałem dojść do siebie, poukładać sobie to wszystko w głowie. Uznałem, że jak już zakładam konto, to po to, by powiedzieć, co się działo. Miałem ciężki okres po zerwaniu ACL, ale były też dobre momenty.

Pewnie miałeś duże nadzieje na powrót na parkiet, jak by to wyglądało, gdyby nie zakończenie sezonu w Polsce?

W zeszły czwartek miałem mieć badania w Poznaniu. Gdybym przeszedł je pozytywnie, to miałem już zostać dopuszczony do pełnych obciążeń i zacząć grać w ataku. Przypuszczam, że dwa, trzy tygodnie od tamtego czasu i mógłbym zaczął grać, więc tak naprawdę lada moment miałem wrócić na parkiet. Psychicznie ta końcówka jest bardzo trudna, bo serce chciałoby grać, ciągnie mnie na boisko. Kolano nie boli, ale wszyscy mówią „spokojnie, poczekaj jeszcze chwilę”, więc chodzi o to, by głowa kontrolowała serce i przekonała je, że trzeba poczekać. Ogólnie, rok od operacji jest bardzo niebezpieczny jeśli chodzi o więzadło krzyżowe przednie. Z mojego punktu widzenia to lepiej, że moja noga ma więcej czasu do odzyskania formy.

W poprzednim lajfie Julen Aginagalde mówił, że bardzo dużo gadasz. To prawda?

Widujemy się teraz na treningach, gdy przychodzimy do hali indywidualnie ćwiczyć. Julen za bardzo nie chce ze mną gadać (śmiech). Ale ja już taki jestem, wszyscy wszędzie mówią, że dużo mówię. Nawet mój brat jak jeszcze razem mieszkaliśmy w Magdeburgu mówił mi ciągle: „Rudy, weź już przestań gadać!”.

Jak Ci się podoba w Kielcach i jak czujesz się w drużynie?

Bardzo m się podoba, miałem miesiąc na zwiedzanie przed kwarantanną. Mieszkam w centrum, z balkonu mam widok na park, chcieliśmy z żoną mieszkać w takim miejscu, by chodzić z dzieckiem na spacery. W drużynie czuję się bardzo dobrze. Rywalizujemy ze sobą, to jest taka zdrowa rywalizacja. Osobiście bardzo lubię irytować Andiego Wolffa, podokazywać mu trochę, on się bardzo szybko irytuje i z kolei chce mnie pokazać, że jest lepszy i to nas fajnie napędza (śmiech).

Co dają Ci teraz indywidualne treningi?

Dla mnie indywidualny trening to normalka w ostatnim czasie (śmiech). Jestem przyzwyczajony do tego, że sam muszę pracować. Dużo pracuję nad stabilizacją nogi, mięśniami głębokimi, które sprawiają, że mój ruch jest płynniejszy. Pracuję nad siłą, stabilizacją, mobilnością moich nóg.

Często jesteś porównywany do Karola Bieleckiego? Przeszkadza Ci to?

Bycie porównywanym do Karola to nobilitacja. Karol to legenda tego sportu, ktoś, do kogo można chcieć się równać. Chce się być takim jak on. On był świetnym zawodnikiem, jest nadal świetnym człowiekiem, to dla mnie zaszczyt. Ale ja jestem innym zawodnikiem. My tylko gramy na tej samej pozycji i mamy taki sam kolor włosów. Chciałbym mieć taką powtarzalność rzutu, jak on! Ciężko pracuję, by kiedyś wreszcie to mieć.

Co sądzisz o trenerze Talancie Dujshebaevie? Jak Ci się z nim pracuje?

To wielki fachowiec. Jego wiedza na temat piłki ręcznej odmieniła moje spojrzenie na ten sport. Dzięki niemu zacząłem dużo więcej rozumieć, tak naprawdę zaczął mnie uczyć wszystkiego od zera. Jak byłem pierwszy raz u niego na treningach jeszcze w kadrze narodowej, bardziej bolała mnie głowa niż ciało, bo trzeba było ciągle myśleć, by pracować tak, jak on tego chciał.

Co sprawiło, że zamieniłeś Płock na Kielce?

Chciałem po prostu współpracować z trenerem Dujshebaevem. Trener jeszcze na kadrze mówił mi, że chce ze mną pracować, a ja bardzo chciałem pracować z nim. Myślę, że w dużej mierze o to chodzi, by pracować z ludźmi, z którymi chce się pracować.

Czy wzrost przeszkadza Ci w codziennym życiu?

Można się zastanowić, jak to jest, gdy idzie sobie taki chłopak, jak ja, zagada się z kimś i nie zauważy np. framugi (śmiech). Kilka razy miałem rozciętą głowę z tego powodu.

~

W sobotę, 28 marca, o godz. 20:00 gościem rozmowy na żywo na Instagramie PGE VIVE Kielce będzie Krzysztof Lijewski.