K. Lijewski: Mam nadzieję, że będzie mi dane być trenerem
28.03.2020, 23:04
Wywiad

K. Lijewski: Mam nadzieję, że będzie mi dane być trenerem

  • Magda Pluszewska
  • Tekst

  • Paweł Papaj
  • Tekst

  • Grzegorz Trzpil
  • Foto

Grzegorz Trzpil

W sobotnim Instagramowym lajfie prowadzonym przez Pawła Papaja przepytywaliśmy Krzysztofa Lijewskiego. Rozgrywający gorzko odniósł się do planów wznowienia rozgrywek Ligi Mistrzów w czerwcu, opowiedział, jak spędza wolny czas ze swoimi córkami i m. in. także o chęci zostania trenerem. Poniżej zapis wybranych pytań i odpowiedzi. Całość rozmowy przez dwadzieścia cztery godziny dostępna jest na Instagramie PGE VIVE Kielce, @kielcehandball.

                                   

PGE VIVE Kielce: Jak oceniasz plan wznowienia rozgrywek Ligi Mistrzów w czerwcu?

Krzysztof Lijewski, rozgrywający PGE VIVE Kielce: Mam wiele myśli na ten temat. Szczerze mówiąc, nie podoba mi się decyzja władz europejskiej piłki ręcznej. Nie wiemy, co będzie w czerwcu. Obecnie, gdy włączysz jakikolwiek kanał informacyjny, słyszysz, że jest coraz więcej ludzi zakażonych i niestety coraz więcej zgonów. Nie wiemy, czy to się skończy w czerwcu. Oczywiście chciałbym, by to się skończyło nawet szybciej, ale nie mamy takiej gwarancji. Po drugie, nie wiem, jak mielibyśmy się przygotować. Wyobraź sobie, że dwa miesiące biegasz po lesie, trenujesz na siłowni, a potem dostajesz informacje, że za tydzień masz wyjść na parkiet. Potrzebne będą jakieś mecze sparingowe, by złapać timing, bo wszystko zostało zaprzepaszczone przez przerwę. Po trzecie, ewentualne Final4 w sierpniu bardzo mnie zdziwiło. Wyobraź sobie taką sytuację, że Blaž Janc wygrywa z nami awans do Final4, przeprowadza się w lipcu do Barcelony, a Barcelona nie awansuje. I co, on siedzi w domu, bo jego aktualny klub nie zakwalifikował się do Final4?

Jak oceniasz grę Górnika Zabrze w tym sezonie i pracę Twojego brata, Marcina, jako trenera?

Oczywiście, śledziłem mecze drużyny mojego brata. Myślę, że grali bardzo dobry, poukładany handball. Pamiętajmy, że nowy trener to tak zwana nowa miotła, inne założenia taktyczne i inne przygotowania do sezonu. Drużyna musiała się na nowo poznać, ale Marcin pokazał, że jest dobrym fachowcem i dobrze poskładał klocki, bo już na początku sezonu Górnik dobrze grał. Zazwyczaj proces adaptacji zawodników może trwać dłużej, a ta drużyna dzielnie walczyła z nami, z drużyną z Płocka, nie gubiła punktów, jak to się działo w poprzednich sezonach. Wydaje mi się, że trzecie miejsce w tabeli do wybuchu epidemii było zasłużone.

Czy po zakończeniu kariery chciałbyś być trenerem?

Tak, chciałbym być trenerem. Jak sięgam pamięcią, w moim domu była tylko piłka ręczna. Bardzo wcześnie zacząłem grać, dużo wiem o tej dyscyplinie i bardzo lubię ten sport. Wydaje mi się, że jestem na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Na pewno po zakończeniu kariery nie zostanę prawnikiem, dentystą czy lekarzem. Chciałbym zostać przy tym, co kocham. Mam nadzieję, że będzie dane mi być trenerem. Nie wiem, czy młodzików, młodziczek, juniorów, juniorek, seniorów czy seniorek, chciałbym po prostu spróbować swoich sił.

Czy wyobrażasz sobie duet trenerski: Marcin i Krzysztof Lijewscy?

Nigdy nie mów nigdy! Mój brat jest dużo dalej ode mnie, jeżeli chodzi o pracę trenerską, wykonuje ten zawód kilka dobrych lat. Ja jestem jeszcze piłkarzem ręcznym. Mam nadzieję, że będę jeszcze trochę grać, ale wiem, że jak skończę, to podejmę pewne kroki, by zostać trenerem. Tak naprawdę musielibyśmy usiąść z Marcinem i porozmawiać, ciężko mi na tę chwilę powiedzieć, czy byłaby na to szansa.

Co robisz w wolnym czasie?

Słuchaj, ja mam dwójkę dzieci (śmiech). To małe bobasy, trzy i półroczna Zuzia i półtoraroczna Maja. Z nimi naprawdę jest co robić! Od rana do wieczora mamy z żoną niepisany harmonogram tego, co robimy, a jak wiesz, dzieci są bardzo absorbujące. My się resorakami nie bawimy, bardziej księżniczki, lalki, bajki, czasem też trochę pokopiemy piłką po podłodze. Nie ukrywam, że staram się też podpatrywać w mediach społecznościowych, co robią inne rodzice. Moje dzieci są bardzo aktywne. Jedna córka nie potrafi usiedzieć na miejscu dłużej niż dwie minuty, druga to prawdziwy kamikadze! Nie boi się niczego, już chce chodzić po schodach, skakać, czasami serce podchodzi do gardła na sam widok i wyobrażenie tego, co by się mogło stać.

Czy w dzieciństwie miałeś problemy wynikające z bycia leworęcznym?

Miałem! To było dawno, więc myślę, że mogę opowiedzieć już tę historię. W przedszkolu przywiązywali mi lewą rękę do krzesełka, bo pisałem lewą, a nie prawą. Kiedyś z płaczem pobiegłem do domu, opowiedziałem o tym tacie, a tata pokrzyczał na nauczycielki. Następnego dnia mogłem już rysować i pisać lewą ręką (śmiech).

Z kim masz najlepszy kontakt w drużynie?

Wydaje mi się, że mam dobre lub bardzo dobre relacje ze wszystkimi zawodnikami. Wszystkich bardzo lubię i szanuje, od każdego mogę się czegoś nauczyć. Na pewno nie jest tak, że w grupie siedemnastu czy osiemnastu osób wszystkich możesz uznać za swoich przyjaciół, tak nigdy nie będzie. Ale to, co zauważam z boku, to że wszyscy się szanują. Podczas wyjazdów i np. przerw na kawę, nikt się nie nudzi. Siedzimy sobie w małych grupkach, spędzamy ze sobą czas, rozmawiamy o różnych rzeczach. Myślę, że ja naprawdę fajny kontakt mam z Arkiem Moryto. To młody zawodnik, który przyszedł do nas dwa lata temu, też leworęczny. Talant od razu ustawił nas w parze rozgrzewkowej, gdy rzucamy piłką, szybko złapaliśmy kontrakt i do dziś dobrze się dogadujemy.

Kto jest obecnie najlepszym rozgrywającym reprezentacji Polski?

Myślę, że od kilku dobrych lat pierwszy jest Paweł Paczkowski. Wydaje mi się, że nie jest do końca doceniany przez środowisko piłki ręcznej. Może to przez to, że ostatnimi czasy długo był kontuzjowany. Jak był zdrowy natomiast, pokazywał, że jest zawodnikiem kompletnym, czy to w ataku czy w obronie. Jeśli tylko zdrowie dopisze, to przed Pawłem fajna kariera.

Kto był Twoim idolem w dzieciństwie?

Michael Jordan oczywiście! Jak tylko oglądałem taśmę z Michaelem Jordanem w akcji, po skończonym meczu w telewizji biegłem z piłką pod pachą na boisko. Chciałem robić to, co on! To on zaszczepił mi chęć do rywalizacji i sportu.