Bertus Servaas: Czasem trzeba zaryzykować
05.06.2021, 09:59
Wywiad

Bertus Servaas: Czasem trzeba zaryzykować

  • Maciej Szarek
  • Tekst

 

„To był dziwny rok” – mówi Prezes Berus Servaas, opowiadając o tęsknocie za kibicami, wynikach drużyny oraz zarządzaniu na odległość. – „Jedyny moment, kiedy byłem zły na moją drużynę, to druga połowa meczu w Kaliszu” – zdradza. I dodaje tajemniczo – „Podpisaliśmy kontrakt z nowym obrońcą, zawsze interesujemy się także najlepszymi zawodnikami na świecie”.

*Materiał pochodzi z 42. numeru magazynu #DawajDAWAJ. Pełne wydanie przeczytać będzie można podczas meczu z Orlen Wisłą Płock, 6 czerwca w Hali Legionów.

Łomża Vive Kielce: Cieszy się Pan, że sezon 2020/2021 jest już w zasadzie za nami?

Bertus Servaas, Prezes KS Vive Handball Kielce S.A.: Muszę powiedzieć, że tak. W trakcie niemal całego sezonu nie było kibiców na trybunach, a bardzo za nimi tęsknię. Brakuje mi atmosfery w hali, emocji, namacalnego bycia razem i wspólnego kibicowania. W sytuacji mojej firmy i pandemii muszę też bardzo uważać na kontakt, więc w tym sezonie pierwszy raz nie byłem na żadnym meczu na żywo. To bardzo dziwne uczucie.

Jak podobała się Panu gra drużyny Łomża Vive Kielce na przestrzeni roku?

Sportowo to również był dziwny sezon. Pierwsza połowa roku była bardzo dobra w naszym wykonaniu. W Polsce niemal zapewniliśmy sobie zwycięstwo w lidze, wygrywając w grudniu w Płocku i budując przewagę w tabeli, co dało nam komfort na kolejne miesiące. W Lidze Mistrzów też prowadziliśmy w grupie.

Wszystko pogorszyło się w końcówce lutego. Analizujemy na wiele sposobów, co się stało, by wyciągnąć wnioski. Chcę jednak podkreślić, że mam zaufanie do obecnej drużyny. Mimo wszystko, nie możemy powtórzyć błędów, bo różnica w poziomie gry w pierwszej i drugiej połowie sezonu była bardzo duża. Myślę, że ważną rolę odegrało tutaj zmęczenie zawodników, bo jako nieliczni w Europie zagraliśmy wszystkie spotkania w grupie Ligi Mistrzów, wielu naszych chłopaków grało na mistrzostwach świata i niektórzy nie wytrzymali tego fizycznie, co też przełożyło się na ich formę psychiczną. Cały zespół złapał dołek w najgorszym możliwym momencie sezonu. Walczyliśmy jak lwy, ale gdy w gorszej formie jest pięciu graczy w drużynie, trudno o dobre wyniki. Ekipa z Nantes, z którą odpadliśmy z Ligi Mistrzów, to też nie kelnerzy. Potem awansowali przecież do Final4.

Jakie były decydujące mecze sezonu?

Oczywiście, że dwumecz z Nantes, ale też dwa przegrane mecze z Flensburgiem w fazie grupowej. Już ten pierwszy, na wyjeździe na otwarcie rozgrywek, powinniśmy wygrać. Trzeba też zwrócić uwagę, że na przykład PSG dostało dziewięć punktów za pięć spotkań w grupie bez gry. Można żartować, że dla nas niektóre wyjazdy były więc nieopłacalne. Lepiej byśmy na tym wyszli zostając w domu. Taki to był jednak sezon z koronawirusem w tle i trzeba to zrozumieć, choć przychodzi to z trudem.

Paradoksalnie, bardziej niż Nantes przeżyłem mecz z Energą Kalisz. Bo w fazie 1/8 Ligi Mistrzów może nie graliśmy dobrze, ale walczyliśmy do końca i na końcu okazaliśmy się słabsi. Z tym można żyć. A w Kaliszu mój zespół po prostu nie chciał grać w drugiej połowie spotkania. Tak nie może być. Chcę widzieć, że zawodnicy walczą w każdym meczu o każdą piłkę, by się rozwijać i dawać przykład profesjonalizmu. To był jedyny moment w sezonie, kiedy byłem naprawdę zły.

Na ile ważne jest dla Pana utrzymanie dominacji w Polsce? Łomża Vive Kielce zdobyła 18. tytuł Mistrza Polski oraz 17. Puchar Polski w historii.

To dla mnie bardzo ważne. Jestem dumny, że znów pokazaliśmy, że jesteśmy stolicą piłki ręcznej w Polsce. A boli, jak niektórzy ludzie podchodzą do tematu, myśląc, że to normalne i przychodzi samo. Przecież Orlen Wisła Płock dotarła do Final4 Ligi Europejskiej, to nie jest łatwy przeciwnik. Co więcej, dublet osiągamy już dziesiąty rok z rzędu. To ewenement w polskim sporcie. Niestety, to ma też swoje minusy, bo przez to niektórzy odbierają temu wagę, czasem czuję się, jakby to już nie były tytuły, które mają jakiekolwiek znaczenie. A dla mnie to wciąż wielka radość i sukces, że utrzymujemy się na szczycie w Polsce od dekady. Myślę, że za to również należy się respekt, a czasem mam poczucie, że rozlicza się nas tylko za Ligę Mistrzów. I wtedy ktoś może powiedzieć, że to przegrany sezon, ale ja tak tego nie widzę. Oczywiście, chcieliśmy więcej, ale nie czuję się też kompletnie rozczarowany, bo tytuły w Polsce są równie ważne.

Główny sponsor podziela Pana podejście?

Marka Łomża ma bardzo profesjonalne podejście, rozumie, jak podchodzimy do tematu i jest z nami. To dla nas bardzo ważne. Od razu gwarantowała nam, że idziemy razem dalej, co stanowi dla nas wielkie wsparcie, bo dzięki niej możemy grać na obecnym poziomie. Stąd też jeszcze raz chciałbym podziękować całej firmie.

Kontynuując wątek podsumowania sezonu, najczęściej można spotkać się z dwoma zarzutami dotyczącymi zespołu: zabrakło klasowego zmiennika dla Angela Fernandeza, gdy ten został kontuzjowany oraz drużyna nie radziła sobie, gdy tylko liderzy nie byli w najwyższej formie. Mógłby się Pan do nich odnieść?

Jesteśmy polskim klubem i chcemy mieć w składzie Polaków, a w lidze nawet musimy ich mieć, to punkt pierwszy. Mamy też ograniczony budżet. 20-25 w Europie. Czasem trzeba zaryzykować na pewnych pozycjach i dokonać wyboru, to druga kwestia.

Polacy w składzie to przeważnie młodzi gracze i chcemy ich wprowadzać na najwyższy poziom. Nie możemy jednak oczekiwać, że Michał Olejniczak, Sebastian Kaczor czy Cezary Surgiel, którzy rok temu grali z juniorami, teraz będą błyszczeć w Lidze Mistrzów. Musimy być cierpliwi i obdarzyć ich zaufaniem. Jeśli chodzi o lewe skrzydło, znaliśmy ryzyko. Wiedzieliśmy, że jeśli Angel będzie kontuzjowany, Czarek nie zastąpi go w pełni, ale taka decyzja pozwoliła nam wzmocnić inne pozycje. Trzeba było coś wybrać, nie stać nas na kupienie 16 gwiazd, a i to nie gwarantuje sukcesu. Każdy zespół jest zależny od swoich najlepszych graczy. Jeśli w Barcelonie czy PSG trzech lub czterech kluczowych zawodników byłoby bez formy, te drużyny też grałyby o wiele gorzej. Uważam, że to normalne.

Mecz z Orlen Wisłą Płock będzie pierwszym od niemal roku, gdy na trybunach zasiądą kibice. Ile kluby straciły na braku widowni przez cały sezon?

W naszym przypadku, biorąc pod uwagę odpadnięcie z Ligi Mistrzów i brak biletów przez cały rok, jest to kwota między dwoma a trzema milionami złotych, czyli roczna pensja trzech dobrych zawodników. Straty mogłyby być jeszcze większe, gdyby nie postawa kibiców i sponsorów, bo wielu z nich kupiło karnety lub pakiety VIP, za co im bardzo dziękuję. Będziemy starali się jakoś zrekompensować im ten stracony sezon, wciąż myślimy o rozwiązaniach na kolejny rok. Taka strata na pewno ma swoje konsekwencje, dlatego wraz z działem marketingu wciąż walczymy o nowych sponsorów, prowadzimy też rozmowy z miastem, bo w tym trudnym momencie wszyscy powinniśmy być razem.

Pan jest na co dzień w Warszawie. Jak odnalazł się Pan w zarządzaniu w formie online?

Trzeba podkreślić, że to, że mnie nie ma w Kielcach, nie oznacza, że mnie nie ma w Klubie. Mam stały kontakt z wiceprezesami, dyrektorem marketingu czy sztabem szkoleniowym i pilnuję wszystkiego. Mogę śmiało uspokoić kibiców, że pracuję, jak wcześniej, by poziom drużyny był utrzymany.

Mamy projekt JoinBertus, który realizowany jest niemal w całości online, chociaż dla mnie nic nie zastąpi spotkań na żywo. To zupełnie inny rodzaj rozmowy z klientem, gdy widzimy się twarzą w twarz. Wierzę w świat wirtualny, podobają mi się wszystkie prezentacje, konferencje, to duża wartość, ale już nie to samo. Cieszę się bardzo, że ten trudny okres jako Klub przetrwaliśmy bez straty wielu sponsorów. To pokazuje, że ludzie są z nami na dobre i na złe, a to świetny fundament, na którym możemy budować kolejne sukcesy.

Na koniec porozmawiajmy o kadrze i transferach. Zacznijmy od bramkarzy. Miłosz Wałach odchodzi na wypożyczenie?

Tak chcemy, ale nie wiemy jeszcze, gdzie i na ile Miłosz trafi. Toczą się rozmowy, jego przyszłość wyjaśni się w najbliższych dniach. Cel jego wypożyczenia jest taki, żeby po powrocie był lepszy niż obaj bramkarze, jakich mamy teraz. To samo dotyczy Andreasa Wolffa i Mateusza Korneckiego, każdy z nich musi udowodnić, że chce tutaj grać. Kiedy Miłosz wróci do Kielc, ktoś będzie musiał odejść, więc będzie walka o miejsce w składzie. Bardzo wierzymy w Miłosza i dlatego chcemy znaleźć mu miejsce, gdzie będzie mógł dużo grać, również w europejskich pucharach.

Do Kielc mają trafić też młodzi gracze z SMS-ów: obrotowy Damian Domagała oraz rozgrywający Wiktor Tomczak.

Te dwa transfery pilotuje Prezes Marian Urban i nie chciałbym wypowiadać się w jego imieniu, dlatego lepiej spytać u źródła. (Prezes Urban potwierdza, że Damian Domagała trafi do Kielc na rok w miejsce Sebastiana Kaczora. Decyzja zapadła również w związku z przenosinami Wiktora Tomczaka, jednak transfer jest na etapie uzupełniania ostatnich dokumentów. Pierwszy z wymienionych będzie częścią pierwszej drużyny, drugi zaś najprawdopodobniej uda się na wypożyczenie – przyp. red.)

Od dłuższego czasu wiadomo także, że do drużyny dołączy Dylan Nahi z PSG. Serce panu rosło, gdy oglądał niedawne popisy młodego Francuza w ćwierćfinale Ligi Mistrzów?

Przekonać Dylana, żeby Paryż zamienił na Kielce to była sztuka i jestem z tego bardzo dumny. Nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę, jakie to było wyzwanie. Przekonaliśmy go nie pieniędzmi, ale sprytem, świetnym timingiem w negocjacjach, byliśmy szybsi niż PSG i inne kluby. To dla mnie duża frajda i satysfakcja patrzeć, jak się ostatnio rozwinął. Mogę już tylko czekać, aż zagra w żółtej koszulce.

Mówi się także o dwóch kolejnych transferach na pozycję obrońcy oraz prawego rozgrywającego. Będą kolejne wzmocnienia?

Obrońca jest podpisany i będzie u nas grać od 1 lipca. Czekamy z ogłoszeniem jego nazwiska, bo wszystkie informacje dotyczące transferów chcielibyśmy podać za jednym razem. Wiem, że dużo mówi się o prawym rozegraniu, nie wiem skąd takie zainteresowanie tym tematem, niech Pan zobaczy zresztą jaka ładna dzisiaj pogoda! (śmiech)

Tak łatwo Panu nie odpuszczę. Słyszał Pan kiedyś o takim zawodniku jak Nedim Remili?

To bardzo miłe i fajne, że mówi się o nas w kontekście pozyskania takiego gracza, ale zobaczmy, z kim o niego walczymy. Trzeba być świadomym, że Remili to najwyższa światowa klasa, każdy klub chciałby go mieć, a teraz gra w PSG. Zawsze interesujemy się takimi zawodnikami, ale od zainteresowania do realizacji takiego transferu jest bardzo długa droga. Oprócz Remiliego ja bym chciał do kompletu Hansena i Karabaticia, ale wie Pan, że koszmarnie trudno coś takiego zrobić. Remili to jeden z najlepszych graczy na swojej pozycji, bo najlepszego mamy u nas, czyli Alexa Dujshebaeva. Niemniej, byłoby rewelacją, gdyby Francuz do nas przyszedł. Zobaczymy, jak to się potoczy.

Budowanie zespołu na kolejny sezon uważam za skończone. Mam do drużyny pełne zaufanie. Przecież w połowie roku byliśmy na pierwszym miejscu w grupie Ligi Mistrzów! Z każdym rokiem będziemy coraz lepsi, bo nasza kadra jest jedną z najmłodszych w Europie i wciąż się dużo uczymy.

Łomża Vive Kielce ma na wypożyczeniach dwóch graczy: Doruka Pehlivana oraz Pawła Paczkowskiego. Któryś z nich może wrócić do Kielc?

Obaj to bardzo ciekawi zawodnicy. Doruk świetnie się rozwinął w trakcie tego sezonu w Minden, jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Mam nadzieję, że podobnie będzie w kolejnym sezonie, bo zostaje w Niemczech. W tym czasie nasi lewi rozgrywający muszą uważać, bo jeśli dalej Doruk będzie tak szedł w górę, mogą być zmiany. Musimy dbać o konkurencję. Paweł też ma za sobą dobry sezon, super zagrał w meczu przeciwko nam. W Brześciu ma jeszcze rok umowy. Zaletą Pawła jest to, że może zagrać na skrzydle w razie potrzeby. Życzę mu przede wszystkim zdrowia i dalej będziemy go obserwować.

Możemy spodziewać się również przedłużenia kontraktów?

W ciągu kolejnych tygodni będą na ten temat konkretne informacje, bo wciąż trwają negocjacje. Wiemy, że Alex Dujshebaev mógłby przejść do każdego klubu na świecie, ale myślę, że chce zostać w Kielcach i się dogadamy. Będą także informacje o Andreasie Wolffie, Danim Dujshebaevie oraz Nicolasie Tournat, ale musimy jeszcze trochę poczekać.