PGE VIVE KIELCE

Aktualności

#dD: Reguły gry

Autor: Magda Pluszewska, fot. Anna Benicewicz-Miazga Dodano: 2018-07-11, 15:17 0

Na najwyższym poziomie sportowym nie ma miejsca dla mięczaków. Żeby coś osiągnąć, potrzeba ambicji, determinacji i solidnego charakteru. Jeśli do tego dojdzie wybujałe ego, które – umówmy się – w przypadku mężczyzn jest zjawiskiem powszechnie występującym w przyrodzie, powstaje mieszanka wybuchowa, z którą należy obchodzić się ostrożnie. Już w wymiarze jednostki, radzenie sobie z takim delikwentem może wymagać specjalistycznej wiedzy naukowej. Strach więc pomyśleć, czego potrzeba, by okiełznać całą grupę! Jak sprawić, by kilkanaście zupełnie różnych osobowości stworzyło jednolity zespół, który nie będzie miał sobie równych?

  • Jak zbudować trwały zespół?
  • Jak ważna jest atmosfera w drużynie?
  • Czy charakter zawodników powinien być brany pod uwagę przy transferach?
  • Jak wygląda hierarchia w drużynie?
  • Jacy są poszczególni zawodnicy PGE VIVE Kielce?

„To proste!” – z odpowiedzią spieszy drugi trener zespołu, Tomasz Strząbała – „Należy ustalić zasady, które dotyczą zarówno zawodników, jak i sztabu szkoleniowego. Wszelkie łamanie reguł musi skutkować odpowiednimi konsekwencjami – nie finansowymi, lecz sankcjami ze strony trenerów i sztabu”. Standardy wyznacza tu raczej w pojedynkę pierwszy trener, ale jego prawą ręką jest kapitan i rada drużyny. W zależności od zespołu i okoliczności, organy te wybierane są w głosowaniu pośród samych zawodników lub narzucane przez szkoleniowca. Zwykle są to najbardziej doświadczeni gracze w ekipie.

ODWRÓCONA PIRAMIDA

Przyjrzyjmy się więc hierarchii w drużynie. W standardowych organizacjach zwykle przyjmuje ona postać piramidy, w której dość szeroką podstawę stanowią szeregowi pracownicy, a im wyżej, tym ważniej i mniej. W przypadku kielczan piramidę tę wartałoby raczej odwrócić czubkiem do dołu ze względu na strukturę wiekową zespołu.

„Jesteśmy najbardziej doświadczoną drużyną w Lidze Mistrzów, żeby nie powiedzieć najstarszą” – śmieje się Michał Jurecki – „Mamy więc dużo zawodników, którzy zdobyli już wiele medali. Nie ma podziałów na starych, średnich i młodych. Oczywiście, jak to zwykle bywa, ci najmłodsi są odpowiedzialni za sprawy typu przynieś-zanieś, ale nie jest to jakaś tytaniczna praca. Gdy pada hasło, że np. dwóch najmłodszych ma iść coś zrobić, to czy wstanie dwóch najmłodszych, czy dwóch ciut starszych, to już nie jest istotne. Chłopaki robią to chętnie, bez wymówek w stylu ‘Ja to wczoraj ściszyłem telewizor, to dzisiaj nie pomogę’.”

BEZ ZNIŻEK W MAKU

Teoretycznie, nieco ponad zespołem powinien być kapitan, ale Michał zapewnia, że stara się nie nadużywać swojej funkcji. „W zespole jest kilku zawodników ode mnie starszych i bardziej doświadczonych. Nie wykorzystuję mojego tytułu kapitana, by być ponad nimi. Do każdego z nich mam ogromny szacunek za to, jakimi ludźmi są i za to, co osiągnęli, więc czasem wręcz przeciwnie, staram się oprzeć niektóre decyzje na ich opinii” – tłumaczy.

A co w ogóle robi jako kapitan?Organizuję, umawiam, pośredniczę, załatwiam. Jeśli np. Talant ma jakieś sprawy, kieruje je do mnie i później omawiamy je z drużyną. Komunikacja między klubem a zespołem również przepływa przeze mnie. Gdy są pytania, to ja spotykam się z prezesem” – wyjaśnia Dzidziuś. A przywileje? „Nie bardzo, nie mam zniżek w Maku!” – śmieje się.

ŚRODEK NA BOISKU

Zupełnie inaczej wygląda natomiast przywództwo na boisku. Tam rządzi środkowy. „W ataku naszym dowodzącym jest Dean, Uros albo Mariusz. Oni kierują atakiem, a sami są kierowani przez Talanta. Mogą coś zmieniać, ale mają trzymać się szkieletu taktyki wyznaczonego przez trenera” – mówi Michał – „Czasami widzę, jak Uros o coś pyta Talanta. On sam też sam udziela nam wskazówek, krótkich, treściwych, bo w czasie meczu nie ma czasu na pogawędki.”

„Środkowy rozgrywający musi dominować, narzucać swoją wolę na boisku” – dodaje Tomasz Strząbała. Najważniejsze jednak, by zawsze wygrywał interes drużyny, a nie chęć indywidualnych popisów. „Własne ambicje trzeba sobie schować do kieszeni” – zaznacza brutalnie.

Czasem do kieszeni przydałoby się upchać i część temperamentu. Michał Jurecki przyznaje, że zdaje sobie sprawę z tego, ze na parkiecie bywa zbyt porywczy. „Jestem zbyt impulsywny, gdy coś nie wyjdzie. Wiem, że to jeden z moich minusów. Może niektórzy już się do tego przyzwyczaili, ale są pewnie i ci, którzy mnie za to nie lubią” – stwierdza – „Trochę spokojniejszy jestem na ławce, gdy patrzę na akcję z boku. Próbuję wtedy wpływać na zespół bardziej pozytywnie. Na boisku często jednak agresja idzie w złą stronę, ale staram się z tym walczyć”.

ZGUBNE DZIESIĘĆ PROCENT

Emocje meczowe to jedno, ale żeby wszystko dobrze wychodziło na boisku, w zespole musi być dobra atmosfera i poza nim. „Nie może być tak, że jeden zawodnik jest traktowany lepiej od drugiego” – mówi Michał Jurecki – „Wszyscy muszą być mierzeni tą samą miarą. To pierwszy krok do tego, by w drużynie był porządek. Faworyzowanie źle wpływa na zespół. Nie ma podziału na gwiazdy i małolaty, wszyscy mają być traktowani równo.” Dzidziuś zdradza, że zdarzyło mu się być w zespole, w którym tej równości brakowało.

„Nie chcę mówić o szczegółach, ale nie czułem się w nim dobrze. Poza tym w jakimś procencie przekładało się na wyniki sportowe. A wiesz, tu pięć procent, tam pięć procent i nagle robi się dziesięć” – kontynuuje rozgrywający – „Brakuje nam dwóch bramek w meczu i te dziesięć procent może pozwolić nam je zdobyć. Nie można powiedzieć, że przez to przegrywa się mecze, ale to na pewno nie pomaga. Wiem to z własnego doświadczenia”.

Według Michała atmosfera jest jednym z kluczowych czynników sukcesu zespołu. „Spory przeszkadzają w dążeniu do wspólnego celu, wszystko przenosi się na boisko” – wyjaśnia zawodnik – „W trakcie kariery miałem szczęście być raczej w klubach, gdzie atmosfera była wręcz rodzinna. Wszyscy żyli razem niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę.

NIC NA SIŁĘ

Niestety, klub to nie korporacja. Tu nie da się po prostu przyjść do pracy i wykonać swojego zadania bez względu na to, czy lubi się gościa, który siedzi przy biurku obok. „Może i mamy trochę wspólnego z taką firmą, w końcu sport to dla nas forma pracy, przychodzimy na mecze i robimy swoje, a potem rozchodzimy się do rodzin. Niemniej, nasze prywatne życia również się przeplatają” – mówi Michał.

Talant Dujszebajew bardzo dba o to, by w zespole wszyscy dobrze się czuli. „Dlatego często spotykamy się na wspólne kolacje, a jak jest okazja, to pijemy kawę gdzieś w mieście. Wydaje mi się, że to bardzo dobre podejście, które przynosi pożądane rezultaty na boisku” – przyznaje Dzidziuś – „Oczywiście, nie da się zmusić ludzi, by każdy z każdym rozmawiał. To musi wyjść samo z siebie. Z jednymi mam większy kontakt, z innymi mniejszy, ale to normalne”.

CHARAKTER MA ZNACZENIE

Ludzie są jednak na tyle różni, że zawsze może się zdarzyć, że ktoś kogoś nie polubi. Czy w związku z tym charakter zawodników powinno brać się pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o transferach? „To bardzo ciekawe pytanie, sam chętnie bym się do wiedział, jak na to patrzy jakiś trener” – przyznaje Michał – „Na pewno pierwszym aspektem co do transferu jest to, czy dany zawodnik wpisze się w myśl taktyczną trenera. Jego styl bycia na pewno też jest bardzo ważny. Jeśli słyszy się, że w poprzednich klubach były z nim związane jakieś nieprzyjemne historie, to jest niezbyt mile widziany w innych klubach”.

Tomasz Strząbała precyzuje. „Budowanie zespołu zgodnie z trendami hiszpańskimi będzie inne, a zgodnie z niemieckimi inne. W elitarnym gronie uczestników Ligi Mistrzów, o sile drużyn decydują ci sami zawodnicy, którzy co jakiś czas zmieniają barwy klubowe. Informacja o tym, jacy są poza boiskiem, dobrze rozprzestrzenia się między trenerami, więc zwykle doskonale wiemy, czy dany gracz będzie nam pasował i oczywiście, bierzemy tę informację pod uwagę” – tłumaczy – „Poziom błędu zwiększa się natomiast, gdy odbudowujemy zespół w oparciu o młodych zawodników, bo ich jeszcze dobrze nie znamy”.

KIERUNEK: WSCHÓD

Ważna przy komponowaniu zespołu może być też po prostu narodowość. Na przykładzie naszej ekipy, widać, że od pewnego czasu konsekwentnie dominuje trend południowy. Zawodnicy typu Tobias Reichmann czy Thorir Olafsson to wyjątki pojedyncze przypadki w historii klubu. „Hiszpanie, Niemcy, Francuzi niezbyt chętnie wyjeżdżają na wschód, a Bałkanie nie mają z tym problemu” – zauważa Dzidziuś – „To pewnie kwestia zakorzenionych kulturowo barier, których się nie ominie”.

Dobrze też brać pod uwagę skalę sukcesów graczy, bo to one w sporcie budują autorytet. „Na pierwszym planie zawsze są osiągnięcia, ponieważ one określają poziom zawodnika” – mówi Michał. A tych akurat w zespole mistrza Polski nie brakuje. W większości, doświadczenia graczy są wyrównane, co pozytywnie wpływa na wzajemny szacunek.

DETALE BUDUJĄ ZESPÓŁ

Ostatecznie, ważny jest po prostu dystans. Do siebie samych i do rzeczywistości. Choć każdy z tych facetów swoje osiągnął i w większym lub mniejszym stopniu miałby pełne prawo do nadymania się jak laleczki Michaela Bieglera, to jednak doskonale wie, że lepiej spuścić powietrze i śmiać się z własnego potknięcia. „Wszyscy razem mamy dużo śmiechu. A to jeden powie coś zabawnego, a to drugi zrobi coś głupiego, pomyli się i jest przysłowiowa beka” – mówi Michał – „Podczas treningów, między ćwiczeniami wymienimy parę zdań, pożartujemy, zaczepimy się wzajemnie. Takie detale budują zespół”.

Tekst pochodzi z czwartego numeru informatora meczowego #dawajDAWAJ, przygotowanego na mecz z Piotrkowianinem Piotrków Trybunalski (26.09.2017r.).

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!