PGE VIVE KIELCE

Aktualności

Na koniec rundy zasadniczej w domu pokonujemy Puławy!

Autor: Magda Pluszewska Dodano: 2018-03-27, 18:22 0

W meczu 29. serii PGNiG Superligi pokonaliśmy trzeci zespół w lidze, Azoty Puławy 41:29. Przed rozpoczęciem spotkania odbyła się ceremonia przekazania oryginału trofeum Mistrza Polski z powrotem do Superligi. W zamian klub otrzymał replikę z wygrawerowanym składem mistrzowskim. W meczu, w drużynie kielczan nie wystąpili kotuzjowani Filip Ivić i Bartłomiej Bis, a w ekipie gości zabrakło Piotra Masłowskiego i Krzysztofa Łyżwy.

PGE VIVE Kielce – Azoty Puławy 41:29 (19:12)

PGE VIVE Kielce: Szmal, Wałach – Jurecki 3, Dujshebaev 4, Kus, Aginagalde 2, Bielecki 5, Jachlewski 6, Strlek 4, Janc 7, Lijewski 3, Jurkiewicz 2, Zorman, Mamić, Bombac, Djukić 5

Azoty Puławy: Bogdanov, Koshovy – Kuchczyński 1, Orzechowski, Podsiadło 3, Skrabania 1, Panić 1, Grzelak, Titow 4, Kowalczyk 3, Kasprzak 2, Jurecki 2, Ostroushko 2, Prce 5, Gumiński 1, Seroka 4

Pierwsza siódemka: Szmal – Djukić, Lijewski, Aginagalde, Bielecki, Zorman, Jachlewski

Niespełna trzy i pół minuty zdążyło minąć, nim trener Puław, Daniel Waszkiewicz, poprosił o czas dla swojego zespołu. Jego podopieczni nie zdołali w tym okresie wykorzystać ani jednej sytuacji rzutowej, w tym rzutu karnego, w którym Wojciech Gumiński po koźle obił poprzeczkę bramki Sławka Szmala, a kielczanie prowadzili już 3:0. Podziałało, bo szybko po powrocie na parkiet dwa błyskawiczne trafienia oddał Vladyslav Ostroushko.

Kielczanie grali aktywnie i agresywnie w obronie, a to, co od czasu przechodziło im między palcami, nogami czy innym częściami ciała, zatrzymywało się na długich członkach Kasy. To sprawiło, że jeszcze przed upływem kwadransa szkoleniowiec gości poprosił o kolejną przerwę, bo jego drużyna przegrywała już 4:9.

Puławianom zdawało się brakować zdecydowania, odrobiny zimnej krwi, by odważnie „wjechać” w defensywę kielczan. Nasi zawodnicy natomiast takich problemów nie mieli i z łatwością oddawali rzuty z różnych pozycji. Po finezyjnym trafieniu Manuela Strleka, w którym piłka zatańczyła na słupku i poprzeczce, niczym kula z Totolotka po zwolnieniu blokady, aż wreszcie wpadła do siatki prowadziliśmy 15:10, a do końca pierwszej partii powiększyliśmy przewagę do 19:12.

W drugiej połowie goście zaczęli więcej pracować kontrą, w której skuteczny był szczególnie Mateusz Seroka. Kielczanie natomiast dostawali w prezencie sporo rzutów karnych, które wykorzystywał Darko Djukić. W naszej bramce, tradycyjnie już, pojawił się Miłosz Wałach, który zanotował kilka dobrych interwencji, m.in. broniąc potężne rzuty Nikoli Prce czy Bartosza Jureckiego. Na kwadrans przed końcem meczu puławianie zdołali zbliżyć się do mistrzów Polski na cztery trafienia (28:24), ale z każdą kolejną minutą podopieczni Talanta Dujszebajewa coraz bardziej odjeżdżali gościom z wynikiem, a ostatecznie zakończyli mecz rezultatem 41:29.

 

Ocena:

Komentarze (0)

Dołacz do dyskusji

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować!